Festiwal Prapremier – czas na zmiany

Nowe logo TPB - pierwsza jaskółka zmian Nowe logo TPB - pierwsza jaskółka zmian

– Festiwal Prapremier wyczerpał w tym roku swoją formułę, doszedł do jakiejś ściany – mówił podczas październikowej konferencji prasowej Paweł Wodziński, nowy dyrektor Teatru Polskiego w Bydgoszczy. Trudno się z tym nie zgodzić.

Za nami XIII edycja Festiwalu Prapremier, ostatnia pod wodzą Pawła Łysaka. Festiwal stworzony jeszcze przez Adama Orzechowskiego prężnie rósł w teatralnym świecie nad Wisłą. Ostatnie osiem lat rządów Łysaka nie tylko sprawiło, że bydgoska scena stała się jedną z najlepszych w kraju, ale pozwoliło również samemu festiwalowi zaistnieć w świadomości krytyków i dyrektorów teatrów. Ostatnie dwie edycje raziły jednak zauważalnym spadkiem poziomu. W tym roku wciąż było dobrze, ale…

No właśnie, przede wszystkim zabrakło różnorodności. Mieliśmy wiele spektakli krążących wokół wielkich nazwisk: Chopin bez fortepianu, Szapocznikow. Stan nieważkości / No Gravity, Broniewski, Towiańczycy, królowie chmur czy choćby Historie bydgoskie. Każdy z nich obalał mit postaci, o której opowiadał, odczarowywał ją. Jednym udało się to lepiej, innym gorzej, faktem jest jednak, że ta tematyka zdominowała 50 proc. festiwalowych przedstawień. Było kilka eksperymentów, wśród których najlepiej obronił się Chopin… Zadary i Wysockiej (wypada jednak nadmienić bydgoskie Cienie. Eurydyka mówi:, Szapocznikow… czy Wolną trybunę), było polskie horror story, czyli Klątwa, odcinki z czasu beznadziei Strzępki i Demirskiego, była wreszcie rozrywka, będąca jednak trafną analizą pokolenia dzisiejszych trzydziestolatków, czyli Dolce Vita. Był też wyjazdowy Licheń Story, w którym również starano się analizować dzisiejsze społeczeństwo (przez pryzmat pielgrzymki do tytułowego sanktuarium), jednak była to próba niezbyt udana. I tyle. Dziesięć spektakli, pięć w podobnej tematyce, brak wielkich nazwisk oraz okołofestiwalowego życia. O ile jestem w stanie zrozumieć, że nie było Warlikowskiego, Klaty czy Lupy (ich spektakle kosztują!), o tyle brak dodatkowych eventów raził. Owszem, była noc dramaturgów w Mózgu i dwa słuchowiska, ale na tym koniec. Miasto nie żyło festiwalem, może poza wspomnianym Mózgiem, który tym samym legitymował otwarcie swojej filii w stolicy, przy Teatrze Powszechnym. Aha, były też nagrody. Zasłużone grand prix (14 tys. zł) dla Michała Zadary i Barbary Wysockiej za Chopina bez fortepianu – ten spektakl przełamywał wszelkie teatralne formy, w warstwie tekstowej brutalnie, choć prawdziwie obdzierając swojego bohatera z narodowowyzwoleńczych cnót, w efekcie dając widzom Chopina w wersji punk; dwie nagrody aktorskie: dla Krzysztofa Dracza (6 tys. zł) za rolę redaktora/prezydenta-zombie w Klątwie… i Roberta Ninkiewicza (4 tys. zł) za rolę starszego Broniewskiego; nagroda scenograficzna (6 tys. zł) dla Katarzyny Borkowskiej za scenografię do Cieni…

Nagród mniej niż w latach ubiegłych i spektakli też jakby mniej. I na ulicach nie czuć atmosfery święta. Czyżby Festiwal Prapremier się kończył? Na to pytanie starali się odpowiedzieć nowi głównodowodzący TPB – Paweł Wodziński i Bartosz Frąckowiak. Odpowiedzieli jednoznacznie – festiwal będzie trwał, ale jego formuła się wyczerpała. W przyszłym roku czekają nas spore zmiany.

– Nie ma sensu robić Festiwalu Prapremier ściśle trzymając się formuły prezentowania dramaturgicznych prapremier danego sezonu – mówi Paweł Wodziński. – Chcemy przenieść akcent z dramaturgii tekstowej na dramaturgie w liczbie mnogiej, na nowe formy teatralne, jak teatry tańca czy performance… Przed nami możliwość stworzenia nowej formuły festiwalu, która pozwoliłaby nam znaleźć się w czołówce polskich festiwali teatralnych.

Co miałoby stać się kluczem do tego sukcesu?

– Odejście od formuły monumentalnych, spektakularnych przedstawień na rzecz prostych form skierowanych bezpośrednio do widza – odpowiada nowy dyrektor TPB. – Nie zamierzamy zmieniać nazwy festiwalu, która stała się już rozpoznawalną marką. Na pewno jednak zmianie ulec musi program. Naszą intencją jest, żeby już przyszłoroczny festiwal stał się festiwalem o charakterze międzynarodowym. Będziemy stawiać na koprodukcje. Rozszerzenie Festiwalu Prapremier o spektakle międzynarodowe daje nam możliwość starania się o nowe (większe) środki na jego organizację. Walczymy o trzyletni budżet festiwalu, co pozwoliłoby poszerzyć jego program. Będziemy też składać maksymalną liczbę wniosków, projektów, zabiegać o wszelkie możliwe dotacje. Zależy nam na działaniu patchworkowym – nie tylko w wymiarze samego festiwalu, ale i całego teatru.

Plany są ambitne, a więc i szanse na rozwój bydgoskiego święta teatru zdają się być spore – nawet jeśli nie w wymiarze czysto finansowym, to choćby w kwestii programowej. Czy są to plany realne, czy Festiwal Prapremier 2015 zaprezentuje widzom swój nowy temperament? Czas pokaże, na razie czeka nas sezon pełen nowych teatralnych uniesień w nieco odmiennej formie niż ta, do której przyzwyczaił nas Paweł Łysak (pierwsze z nich – premiera Afryki w reżyserii Bartka Frąckowiaka – już za nami), nowych twarzy na deskach TPB i oswajania się z nowym obliczem bydgoskiej sceny. Oby był to sezon udany, czego i sobie, i Państwu życzę.

Działy:

Powiązane artykuły (wg działów)