Realizm natchniony poezją

Natalia Babińska Natalia Babińska

Z Natalią Babińską przed premierą Rigoletta Giuseppe Verdiego – rozmawia Anita Nowak.


Po wielkim sukcesie Halki w 2012 roku bydgoska publiczność ma wobec pani określone oczekiwania… Łatwo będzie jeszcze wyżej podnieść poprzeczkę? Wiąże się to ze stresem?
Nie ukrywam, że czuję presję tych oczekiwań i mam lekką tremę. Aczkolwiek przez minione dwa lata nieco już z Halki „wyrosłam”. Pewne rzeczy mi już w niej nie odpowiadają. Dziś zrobiłabym je inaczej. Te nowe pomysły staram się realizować przy okazji Rigoletta
Choć jest to inny temat, inny kompozytor, to tytuł też wielki, na skalę światową… Do presji ze strony oczekiwań bydgoskiej widowni, dochodzi jeszcze większa presja porównania ze wszystkimi realizacjami, jakie miały miejsce na świecie. A wiele było naprawdę znakomitych. Na ich wspomnienie człowiek zastanawia się, czy może jeszcze coś lepszego wymyślić. Mimo to, staram się opowiedzieć wszystko to raz jeszcze w połączeniu z innymi tematami, które mi są bliskie a inni dotąd ich nie poruszyli.

Jakie zatem współczesne przesłania pani realizacji tej opery przyświecają?
Oprócz tego, co na temat Rigoletta można wyczytać w przewodniku operowym, chciałabym bardzo podkreślić problem niedojrzałości. Chodzi mi bowiem nie tylko o zilustrowanie i napiętnowanie zła, zepsucia, ale też o wskazanie ich przyczyny. Okrutne postępki rodzą się tu w ogromnej mierze z nieświadomości i braku odpowiedzialności. Oto grupa „chłopców” (dworzanie) z Księciem na czele, bawi się ludźmi i wykorzystując ich dla własnych uciech, nie zastanawiając się zupełnie, co z tego wyniknie. I z owego braku odpowiedzialności właśnie rodzi się całe zło. Bo gdy jedni bałaganią, inni muszą sprzątać. 
Zamierzam pokazać ten karykaturalny świat dużych chłopców w kontraście do pięknego, czystego, niebiańskiego świata Gildy. 
Nie lubię teatru realistycznego. Dlatego, chociaż mówią, że Rigoletto to sztuka realistyczna, silnie zakorzeniona w jakimś konkretnym świecie, ja – ponieważ zawsze ciągnie mnie w stronę poezji – staram się tę swoją duszę przenieść na scenę; wspólnie z moim Zespołem tworzymy z tekstu Wiktora Hugo taką baśń w metaforze. Najpierw widzimy ludzi w „świecie zabawek”, a później w tym bezkresie czystości wody, który jest w stanie obmyć wszystko, co brudne, pochłonąć wszystko, co złe i przynieść światu odnowę.

Na ile z tą ideą współgra oprawa plastyczna? Jest ponadczasowa?
Tak. Wychylamy się nawet nieco w stronę przyszłości. Indywidualizm, moda, sposób oświetlania wskazują na to, że jesteśmy w jakimś świecie, który dopiero zaistnieje. To wizja przyszłego pokolenia, wychowanego w duchu indywidualizmu, bezkarności i bezstresowego wychowania, gdzie młodzież ma do wszystkiego prawo, a na dorosłych spadają wszystkie obowiązki. Próbujemy pokazać, co może wyniknąć z takiej roszczeniowej postawy wobec życia, w którym liczy się tylko jednostka i to, czego ona chce od świata, a bez znaczenia jest to, co ona jest temu światu winna, czy choćby, co mogłaby mu zaoferować; jakie mogą być skutki takiego zawężonego spojrzenia na rzeczywistość wyłącznie przez własne ego.

W swoich realizacjach dzieł operowych bardzo określone funkcje, kompatybilne do wymowy inscenizacji, jej idei, wyznacza Pani baletowi. On nigdy nie jest u Pani ozdobą, przerywnikiem, ale głosem w sprawie, dookreśleniem wymowy całej inscenizacji. Jakie zadanie spoczywa na nim w Rigoletcie?
Balet jest „grupą dostarczającą rozrywek”, która pozostaje na usługach Księcia i jest wykorzystywana przez niego. To są te nieszczęsne ofiary – pojmane i zmuszane do odgrywania roli takich trochę upiornych zabawek, które niosą z sobą też pewne metafory i dopowiadają historię wybrzmiewającą w słowach Rigoletta. Ale nie chcę zdradzać zbyt wielu szczegółów.

Znakomite jest tu, co w operze nieczęsto się zdarza, libretto…
Ta historia jest rzeczywiście bardzo dobrze napisana. Słowo odgrywa bardzo ważną rolę. Stąd też tłumaczenie, które się będzie wyświetlać, jest dla nas kluczowym przesłaniem dla interpretacji. Nie chcę uciekać w jakiekolwiek operowe pozy, sztuczność. Pragnę, aby śpiewacy autentycznie wszystko przeżywali, bo to warunkuje właściwe doznania emocjonalne widza. Stąd wszelkie operowe standardy staramy się tu redukować. Kluczowe jest tu słowo i ono niesie z sobą bardzo ważne przesłanie. Nasza inscenizacja tym się będzie różnić od wielu oper, w których podążając za muzyką stawiają na ruch, sceniczne dzianie się. Tutaj, ja podążam przede wszystkim za słowem.

A jak się to będzie miało do muzyki? Czy będą jakieś skróty?
Jest ona tak doskonała, że żadnego skrótu nie trzeba robić. To zasługa libretta, stworzonego przez Francesco Marię Piave według Wiktora Hugo. Trochę nawiasem mówiąc skandalizującego. Verdi musiał sporo powalczyć, żeby dostać pozwolenie na premierę tej sztuki, bo jej przesłanie ma tak silnie rewolucyjny wyraz, że po jej obejrzeniu każdy widz ma ochotę na własną rękę wymierzać sprawiedliwość. Jej wymowa rodzi ogromny bunt. Prapremiera sztuki Hugo wywołała niesnaski społeczne. Władze przestraszyły się, sztuka została natychmiast zdjęta i przez pięćdziesiąt lat nie mogła być w ogóle wystawiana.

Miejmy nadzieję, że w Bydgoszczy do buntu nie dojdzie. Ma pani swój ulubiony zespół sprawdzonych współpracowników, jak scenograf, kostiumolog…
Są to ludzie, z którymi doskonale się rozumiem i którym mogę zaufać, że w tej dziedzinie, w której ja czuję się mniej pewnie, oni są niezwykle świadomi tego, co robią. Choć czasem próbuję się z nimi o coś targować, w końcu ustępuję, bo wiem, że mnie nie zawiodą. Z Dianą Marszałek pracuję od dawna, z dobrymi efektami. Kostiumy do Rigoletta robi Martyna Kander, dziewczyna świeżo po studiach, z którą z doskonałym efektem zrobiłam już w Szczecinie Hrabinę Maricę. Wymyśla bardzo interesujące, trochę prowokacyjne projekty. Jeśli więc ów mój zespół trochę się zmienia, ewoluuje, to z bardzo dobrym skutkiem.

A jak zespół Opery Nova od strony aktorskiej odnajduje się w tym trudnym przedsięwzięciu?
Z ogromnej większości jestem zadowolona. Cenię ich uczciwą pracę, profesjonalne podejście i szacunek do tego istotnie niełatwego dzieła, którego nie można oszukać sposobikami. Jeśli ktokolwiek chciałby tylko prześlizgnąć się po tym dziele, nie uda mu się. Bydgoscy artyści bardzo przykładają się do tej pracy. To widać po ich twarzach. A ze sceny emanuje energia. Nie ma gwiazd. Myślę, że wszystkim zależy na jak najlepszym efekcie końcowym.

Życzę zatem pani, aby ten efekt był rzeczywiście niezwykły i dziękuję za rozmowę.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Działy BiK w podróży Październik 2014 Realizm natchniony poezją