Sztuka czy antysztuka

Patrycja Jankowska rozmawia z twórcą kolaży i miłośnikiem sztuki dadaistycznej o pseudonimie Ambasadada.

Gdy przeglądam twoje prace, uwagę zwraca mnogość nawiązań do aktualnych wydarzeń. Stanowią one komentarz czy są jedynie obserwacją zastanej rzeczywistości?
Zauważ proszę, że większość spośród wystawionych w internetowej galerii prac to tzw. kolaże przedstawieniowe, a więc prace, które stworzone zostały z elementów wyciętych z gazet i przedstawiają scenki, które odbiorcy z łatwością mogą interpretować, odnajdując w nich nawiązania do aktualnych wydarzeń, jednak jest to głównie zabawa zabarwiona kpiną lub nieco absurdalnym humorem. Przyznam jednak, że największym wyzwaniem wciąż pozostają dla mnie kolaże abstrakcyjne, tworzone ze starego, gazetowego papieru, zniszczonych książek, starych fotografii, a także przedmiotów, które znajduję na ulicach lub pchlich targach. To powolne budowanie kompozycji, zestawianie ze sobą strzępów, rozmaitych faktur i kart pokrytych odręcznym pismem lub czcionką daje możliwość obcowania z czymś magicznym, niedającym się przewidzieć, czymś wciąż nieodgadnionym. Odnoszę wtedy wrażenie, że wydobywam jeszcze na moment piękno z przedmiotów, które ktoś uznał już za zbyteczne, mało wartościowe śmieci.

Pojawia się dużo wątków politycznych. Śledzisz wydarzenia na bieżąco w poszukiwaniu inspiracji, czy wykorzystujesz wybiórcze informacje, takie, które do ciebie trafiają?
Staram się przed polityką uciec na wszelkie sposoby, ale tak do końca nie potrafię. Widzę w niej przede wszystkim zagrożenie swobód jednostki, wyzysk oraz obecną w niej skalę kłamstwa, swego rodzaju spektaklu, fasadowości i manipulacji, jakiej politycy, a wraz z nimi media się dopuszczają. Nie potrafię jednak pozostać obojętnym wobec tego, co ma miejsce, więc zdarzają się także takie kolaże, które do aktualnych wydarzeń politycznych bezpośrednio nawiązują. Nie opowiadam się jednak po stronie żadnej opcji politycznej, ponieważ w moim przekonaniu przynależność do establishmentu jest niczym zakaźna choroba, która w końcu pokona nawet najbardziej odporne i szlachetne osoby. Nie ufam więc politykom i mam nadzieję, że pozostanę temu wierny. Dlatego czasami przemycam w pracach hasła, by nie iść na wybory. Wmawia się nam bowiem, że jest to każdego z nas patriotyczny obowiązek, a tymczasem traktuje niczym bezmyślny tłum, który można zwieść pięknymi słowami. Ten krytyczny stosunek wobec wszystkiego, co systemowe, narzucone i coraz bardziej wyalienowane jest zapewne schedą po dadaistach i surrealistach, którzy pragnęli rewolucji, mającej uwolnić twórczy potencjał w człowieku i uczynić go bardziej swobodnym.

Czy czujesz się zatem kronikarzem swoich czasów?
Zdecydowanie nie. To przesadne określenie. Unikam wielkich słów opisujących to, co robię i na dobrą sprawę nie uważam siebie za artystę. Jestem człowiekiem, który klei kolaże. To od ponad 11 lat najlepszy dla mnie sposób ekspresji i bez tej pasji nie wyobrażam sobie życia. Byłoby ubogie, puste.

Sztuka to raczej subiektywny przekaz autora. Czy w związku z tematyką, jaką poruszasz w swoich kolażach aspirujesz do bycia obiektywnym?
Nie.

Jak wygląda u ciebie proces twórczy – jest to działanie spontaniczne czy raczej przemyślane i długofalowe?
Nie jestem malarzem, który przy użyciu pędzli i farb przenosi swoje pomysły i wizje na płótno. W moim przypadku pierwotne jest tworzywo. Materiały, jakimi dysponuję, w dużym stopniu decydują o efekcie finalnym. Natomiast sam akt twórczy jest dla mnie zabawą oraz wyzwaniem obfitującym czasami w ekstatyczne uniesienia i zaskakujące momenty, ponieważ nigdy nie wiem, w którym kierunku pójdę. Pracuję, wykorzystując w dużej mierze przypadkowe zestawienia i jestem posłuszny temu, co podpowiada przypadek oraz intuicja, dzięki czemu często zatracam się w tej twórczej swawoli. To przypomina nieco sposób, w jaki podchodzą do zabawy dzieci, które działają spontanicznie, wcielając się bez potrzeby analizowania i pytania o sens tego, co robią, często zapominając o otaczającym je świecie.

Pełniejsze zrozumienie twojej twórczości wymaga od odbiorcy znajomości pewnych faktów, odnaleźć można nawiązania do innych dzieł sztuki. Zastanawiasz się nad tym, jak inni ją odbierają, na ile ich skojarzenia są trafne? Zabiegasz o informację zwrotną, a może nie ma to dla ciebie większego znaczenia?
Interpretacje kolaży bywają zabawne, zaskakujące. Nie wymagam od odbiorców, by dokonywali dogłębnej analizy. W odbiorze twórczości cenię sobie pierwszą, spontaniczną reakcję, ponieważ ona wydaje się prawdziwa. Zdarza się, że prace, które są dla mnie ważne często przechodzą bez echa, zaś te nieszczególnie cenne spotykają się z pozytywnym przyjęciem. Nie ukrywam jednak, że wszelkie reakcje ze strony odbiorców motywują mnie do dalszego działania, choć najważniejsze jest dla mnie samo tworzenie. Byłbym zgubiony, gdybym zaczął tworzyć dla reakcji innych, dla poklasku.

Patrząc z perspektywy czasu na swoją twórczość, czy możesz powiedzieć, że postęp determinuje środki, za pomocą których tworzysz?
W niewielkim stopniu. Pozostaję wierny środkom tradycyjnym, wykorzystując głównie stare gazety, papier naznaczony upływem czasu oraz klej i nożyczki. Byłem namawiany, by wykorzystywać programy graficzne, Photoshopa lub kserowane elementy, jednak nie chcę rezygnować z przeglądania mnóstwa czasopism w poszukiwaniu ciekawych elementów i kontaktu ze starym papierem, który wciąż pozostaje dla mnie tworzywem nieodgadnionym, kapryśnym, pięknym, a jednocześnie kruchym. Największe zmiany dotyczą raczej przestrzeni swobodnego wyrazu. Zaczynałem kleić na małych formatach, jednak z upływem czasu zacząłem tworzyć na coraz większych powierzchniach, by ostatecznie przenieść się na ściany mojego pokoju. Od kilku miesięcy wykorzystuję podobrazia malarskie i przyznam, że klejąc na płaszczyźnie 80×80 cm czuję się najlepiej, ale i to może ulec zmianie.

W twoich pracach można dostrzec powtarzające się motywy, np. gady. Mają one jakieś szczególne znaczenie dla Ciebie? Masz jakąś ulubioną postać spośród tych, które umieszczasz w kolażach?
Nie ma to dla mnie większego znaczenia, a powtarzające się motywy wynikają raczej z dostępności środków. Czasami jednak marzę o tym, by niektóre prace ożywić niczym animacje Terry’ego Gilliama. Bywają takie chwile, kiedy zaczynam sobie wyobrażać kolaże, które dzięki sile imaginacji stają się żywe, przypominające montypythonowskie scenki.

Co stanowi dla ciebie inspirację?
Niewątpliwie moim źródłem inspiracji od samego początku jest twórczość niemieckiego dadaisty Kurta Schwittersa oraz jego Merz, a także dokonania dadaistów i surrealistów. Miałem z resztą okazję obejrzeć kolaże i rzeźby Schwittersa w londyńskim Tate Britain, ale przyznam, że spośród wystawionych tam prac, zaledwie kilka uznałem za wybitne, zaś niektórych – gdyby były mojego autorstwa – wstydziłbym się wystawić. Wciąż znajduję inspirację nie tylko w pracach innych artystów wykorzystujących technikę kolażu, ale także w malarstwie, grafice i fotografii, w otaczającej mnie rzeczywistości. Poszukiwanie inspiracji to bardzo ważny etap twórczego rozwoju i posługując się słowami Ciorana, nazwałbym ten proces ćwiczeniami z zachwytu. W pewnym momencie rodzi się w człowieku taki rodzaj postrzegania świata pozwalający dostrzec piękno w szczegółach, obserwowanych sytuacjach, które dla wielu wciąż pozostają niezauważalne, nawet odrażające. Moja wrażliwość na piękno jest turpistyczna, zatem inspiracji dostarcza mi raczej widok starej, pokrytej zaciekami ściany, poprzecinanej zmarszczkami twarzy, zniszczonej książki niż estetyka plastiku i nowości bijąca z coraz większej ilości katalogów, folderów i billboardów.

Czy popkultura się opłaca?
To pytanie nie jest z mojego świata. Robię wszystko, by nie uczynić z pasji profesji, bowiem klejenie kolaży dla pieniędzy, przyjmowanie zleceń mogłoby pozbawić mnie frajdy, a w konsekwencji zabić ten element przygody i zabawy, który jest dla mnie tak niezwykle istotny. Pracuję, zarabiam i mam środki na skromne utrzymanie. Natomiast pasję traktuję jako najważniejszy obszar mojego życia i jej rozwijaniu podporządkowuje wszystko.


W poniedziałek, 22 września 2014, w klubie 1138, przy ul. Wełniany Rynek 11 odbędą się warsztaty kolażu prowadzone przez Ambasadada, które zakończą się wernisażem. Po szczegóły - klik w link.


 

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Działy BiK w podróży Wrzesień 2014 Sztuka czy antysztuka