Urlop z widokiem na podwórze

Bartłomiej Siwiec Bartłomiej Siwiec

Przyznaję, że mam do siebie pretensje. Czytam coraz mniej. Wiedzę o świecie czerpię z tabloidów i z telewizji śniadaniowej. Czytanie męczy mnie, co innego obrazki. Gdzieś w kraju ogłosili konkurs na wydanie książki. Organizator podał, że przyjmuje propozycje wydawnicze wraz z ilustracjami w proporcjach: 90% tekstu i 10% ilustracji. Żałowałem, że nie jest odwrotnie. Wyszedłby z tego prawie komiks. Takie rzeczy są jeszcze całkiem strawne.

I oto prawdziwie przeraziłem się, gdy zobaczyłem zbiór opowiadań Oczy pełne strachu Jarka Jakubowskiego, bo to ponad 400 stron. A później jeszcze ujrzałem dwa zbiory opowiadań Appendix Solariana i Maszyna Wiktora Żwikiewicza. Łącznie wyszło mi ponad 1000 stron. Rozumiecie, że lipiec był dla mnie bardzo trudny.

Jak powiada mój znajomy: urlopowałem się głównie w mieście. Siedziałem na balkonie obłożony książkami i nagle pod blok zajechała wielka koparka. Myślałem, że to jakaś pomyłka, ale nie, gdzież tam. Rozpoczęło się rycie. Wymiana rur ciepłowniczych. W przeciągu kilku godzin pod blokiem uzbierały się prawdziwe hałdy ziemi.

Co do rur, to w tym samym czasie znajomy powiedział mi, że jedzie do Niemiec pracować na…, no właśnie, wymienił to słowo. Długo zastanawiałem się, co on w Niemczech robi na „rurze”, może to jakieś tańce, takie niemieckie Cocomo. Upał chyba odebrał mi rozum. I ta koparka. Panowie z obsługi ciężkiego sprzętu jak rzucą mięsem…, a i wypić też potrafią. Takie prawdziwe chłopy. Te rury nie dawały mi spokoju. Może ktoś z was jeździ do Niemiec na…, no właśnie, jestem geniuszem: jeździ do Niemiec na… róże. Kolega zbiera je w szklarni albo co najmniej przycina.

Jakubowski, twórca zamieszkały w Koronowie, fabułę opowiadań często osadza na polskiej prowincji. Jak przejeżdżałem ostatnio przez miasteczko, to miałem wrażenie, że patrząc na miejscowy dworzec, blokowisko opodal wylotówki na Pieczyska czy rynek, od razu widzę poszczególne sceny z jego książki. Oczywiście, to może być autosugestia. Faktem jest, że klimat sennego miasteczka, w którym wszystko zdarzyć się może, ma swoją siłę trochę jak w niektórych produkcjach Davida Lyncha. Nie zdradzę chyba zanadto treści stwierdzeniem, że trup ściele się w niej gęsto, a czyta się ją właściwe jednym tchem. Jeśli mnie staremu leniuchowi udało się dobrnąć do końca, to tak po prostu musi być.

A w lipcu pod Koronowem na pamiątkę słynnej bitwy polsko-krzyżackiej odbył się XII Jarmark Cysterski. Pierwszego dnia jarmarku pogoda co prawda sprawiła niemiłego psikusa, ale chociaż organizatorzy stanęli na wysokości zadania. Rycerze chyba z podobnej gliny są ulepieni co chłopaki od koparki, bo słyszałem jak pod namiotem jeden mówił do drugiego: „Kiedy chlapniemy tego półtoraka? Po bitwie czy przed?”. Komentujący zawody walił dowcipami jak z rękawa. Twierdził choćby, że dosyć podejrzane są zwycięstwa miejscowych rycerzy. Uważał również, że to może się źle skończyć, gdyż na jarmarku na pewno są agenci wszędobylskiego CBA.

Wróćmy jeszcze raz do blokowiska. Siedzę na balkonie. Koparka pracuje. Opodal dźwięk przejeżdżającego pociągu. I jeszcze inny częsty sygnał: karetki w lipcu jeździły jak zwariowane. Chłopaki od ciężkiego sprzętu i zwykli kopacze co rusz urządzają sobie przerwę na papierosa. Pięknie dźwięczą butelki w plastikowych siatkach. Gdy kiedyś przypuśćmy za sto lat archeologowie będą rozkopywali teren, to oprócz rur ujrzą jeszcze małe i większe buteleczki po Balsamie Kresowym, Gorzkiej Żołądkowej i wiśniówce. W takiej ekipie jest jeden główny nazwijmy to: „zaopatrzeniowiec”. Zbiera od kumpli zamówienia i biega tylko z siateczką. Inny pracuje w koparce. Trzech pali spokojnie papierosy. Upał straszny, co tu robić? Rozmowa też się nie klei. Głupio tak podsłuchiwać, ale jeden z nich taki najbardziej opalony poleca kompanom Klub Nauczyciela. W sukurs idzie mu drugi kolega, co właśnie wrzucił do wykopu małą, pustą buteleczkę. On również poleca ten przybytek twierdząc, że tam nawet latem przychodzi dużo kobiet. To najważniejsze dla kompana, który właśnie opuścił koparkę. Co jakiś czas panowie puszczają mi niemiłe spojrzenia. Może zazdroszczą mi urlopu? A może zazdroszczą mi balkonu z widokiem na podwórze?

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Wrzesień 2014 Urlop z widokiem na podwórze