Literacki Potop

Potop (detal) Potop (detal) Fot. Marcin Szymczak

Rzeźba plenerowa spleciona z fontanną (nie nazywajmy tego pomnikiem, bo pomniki coś lub kogoś upamiętniają; nawet Łuczniczka jest tylko statuą), typowa dla kultury XIX-wiecznych pruskich miast ozdoba i atrakcja (nie było przed I wojną światową przewodnika turystycznego, który by nie polecał przybyszom wędrówki pod Potop), a zarazem trwały przyczynek do zadumy nad ludzką kondycją, ustawiczne memento mori. Także swoistego rodzaju Biblia pauperum prezentująca maluczkim, rzeczywistym czy tylko funkcjonalnym analfabetom, starotestamentalną przypowieść, oraz głosząca teologię Bożej Sprawiedliwości.

Znakomicie ujął to w 1938 roku Alfred Kowalkowski (1914-1983) – niedościgniony wciąż jeszcze obok Mariana Turwida – liryk opiewający uroki i osobowość grodu nad Brdą i Wisłą .

POSĄGI POTOPU

Przyjdź tu w jesienną słotę – pod niebo ciężko sklepione
Nie kłamią wtedy – tęcze: mży zimna rzeczywistość.
Bożego gniewu tchnienie gnie drzewa w śmierci stroną
i próżno skalni olbrzymi prężą muskułów zwalistość.
I rozpacz wtedy potopem na kształty nadludzkie opada
– na twarzach zakrzepło cierpienie, a w oczach szaleje bunt.
I wyją wargi zgłodniałe, i huczy nad ziemią zagłada:
ostatni szczyt już pod wodą… Spod stopy odpływa grunt…

Tę jednak dość mroczną, apokaliptyczną wizję Bożego gniewu, przed którym nie ma ucieczki, któremu trzeba się poddać, nie wiedząc oczywiście co dalej („Spod stopy odpływa grunt…”), spróbował rozświetlić Stanisław Helsztyński (1891-1986), który – uwiedziony przewodnikową zachętą – skomponował taki krajoznawczy zbiór wierszy po Bydgoszczy, tytułując go Wenecja nad Brdą. Dytyramby (1932). Groźnej boskiej sprawiedliwości poeta przeciwstawił, równie Boską siłę, wręcz energię, która stworzyła i wciąż napędza ten świat: miłość.

Ona w niedźwiedzia paszczę szczenię kładzie małe, ona wspiera mężczyznę, co wszedłszy na skałę, martwą trzyma kochankę i podźwiga brata .

Wprawdzie twórca, nie pomny fundamentalnej zasady, że sztuka polega na opuszczaniu, co mu zresztą słusznie wytknął Jan Piechocki , dodał do tego uczucia najpierwszego, jakby uczucie nieco niższe – litość, co oczywiście nie jest zgodne z teologią (wytłumaczyć jedynie można miłosierdzie, i to Boże), to jednak zakończenie tego dytyrambu, napisanego w formie sonetu, jest bardzo człowiecze. Poeta świadomie porzucił Boską salę sądową i stanął wraz z innymi widzami na chodniku przed fontanną. Rzeczywiście, obserwując tę skłębioną grupę posągów przeciętny człowiek najbardziej wzruszał się rozpaczliwie wyrywającym się ku życiu ciałkiem dziecka:

A przecie ponad miłość, ponad wód obfitość,
jeszcze wyższe uczucie ku niebu ulata:
dla niemowlęcia przy nieżywej matce – litość.

Ludzkie uczucie, tym razem lęku przed śmiercią, który dźwiga z niemocy eksponuje z kolei autor innego poetyckiego przewodnika po grodzie nad Brdą i Wisłą z 1938 roku – Wincenty K. Sławiński. O ludziach walczących z rozszalałą żywiołu potęgą, ale też o egoizmie padalczym pnącym się po ręce trupa, tudzież o Miłości i Przyjaźni, które podawszy sobie ramiona stają na szczycie, napisał z kolei w 1935 roku, będący wówczas gimnazjalistą, Marian Stępień-Ługowski (1916-1986) w poetyckiej impresji, bo przecież niepełnoprawnym wierszu, na łamach czasopisma międzyszkolnego „Ogniwa”. On też, podobnie jak Helsztyński, stanął wśród przechodniów, którzy ze strachem i współczuciem spoglądają na ludzi walczących (…), łzy płyną po twarzach, a przecież wokoło złość i interesowność – grzech zalewa wszystko co dobre. Idealistycznie nastawiony młody autor, jakby w profetycznej wizji przewiduje drugi potop (utwór powstał w 1935 roku, a w 1939 roku wybuchła II wojna światowa). W każdym razie zapewnia, że Bóg na pewno ukarze zły świat, choć po raz wtóry wodami już go nie zaleje.

Wydaje się, że autor wspomnianej refleksji poetyckiej uległ poniekąd histerii, która prawdopodobnie za sprawą apokaliptycznej wizji zaklętej w spiżowych posągach Potopu, wciąż przecież oglądanych, zapanowała w latach trzydziestych XX wieku w Bydgoszczy. Śladem jej jest artykuł Stanisława Nowakowskiego (1884-1942) pt. Jasnowidz” Jasiek z Czyżkówka przepowiada nowy potop świata, pomieszczony w 18. numerze „Dziennika Bydgoskiego” z 1932 roku, a notujący proroctwa Józefa Jaśka z ulicy Koronowskiej 2/8 .

„Dziwak ów pisywał listy w sprawie owego korabia „Noe II” do króla angielskiego Jerzego 17, do kanclerza Rzeszy Hitlera i do Ojca Świętego Piusa XI. Oczywiście nie ominął Pana Prezydenta RP, który – ku jego rozczarowaniu – nie przejął się złowieszczymi proroctwami i nawet nie podziękował za nadesłany list–apel.

Biedak był do głębi i oburzony: – Takie coś, redaktorze! Chcą wygubić gatunek ludzki, czy co? Napiszcie o tym w „Dzienniku” bo prasa to potęga. Ludzi trzeba koniecznie ostrzec…

Po upływie terminu końca świata sumitował się ów gość nachalny, dowodząc, że w obliczeniach zaszła „omyłka”. Termin Potopu po prostu odroczono, ale groźba zagłady nadal wisi nad światem. Zapewne, biedaczysko, miał rację, ale całkiem inne czarne chmury zbierały się na horyzoncie Europy, gdyż zagładę gotowali hitlerowscy agresorzy” .

Wniosek ten podtrzymuje Zbigniew Raszewski (1925-1992) w swej literackiej encyklopedii pt. „Pamiętnik gapia. Bydgoszcz jaką pamiętam z lat 1930-1945” (1994) stwierdził bowiem: „Prawdę mówiąc trudno by z całej Biblii wybrać dla naszego miasta scenę trafniej obrazującą jego przyszły los”. Wspomniany eseista stworzył też najdokładniejszy, a zarazem bardzo soczysty, obrazowy opis wyjątkowej fontanny i jej społecznego funkcjonowania:

„Założona na planie prostokąta, którego krótsze boki przedłużono półkolami, składała się z dosyć głębokiego basenu i trzech grup wykonanych w brązie, wyrastających z wody do wysokości 3 m, oblewanych wodą przez wodotryski. Grupa środkowa przedstawiała kilka istot szukających schronienia w skalach. Na szczycie stał nagi, silny mężczyzna, który lewym ramieniem obejmował omdlałą kobietę, a prawe podawał drugiemu mężczyźnie, ostatkiem sił wdrapującemu się na górę. Nieco niżej leżała martwa kobieta. Jej dziecko żyło jeszcze i z tą rozpaczą wpatrywało się w matkę. Za nim wynurzał się lew, również szukający ratunku przed powodzią. W pewnej odległości od tej grupy niedźwiedzica trzymała w zębach swoje małe starając się je unosić ponad wodę. Z drugiej strony mężczyzna, który się jeszcze ponad wodą utrzymywał, ginął w splotach wielkiego węża (…)

W dwudziestu międzywojennym był to zakątek chętnie odwiedzany, zwłaszcza latem, ale dlatego, że w upalne dni fontanna dowala miły chłód, a przy okazji można było sobie bezpiecznie popatrzeć na widok pełen grozy. Cała okolica była starannie zagospodarowana. Basen miał pięknie wyprofilowaną, kamienną balustradę. Dookoła balustrady ułożono mozaikę. W pobliskich zaroślach oczekiwał gości fotograf z wielkim aparatem na statywie i robił zdjęcia na poczekaniu. Klientów nigdy mu nie brakowało, bo chętnie przyprowadzono tutaj przyjezdnych, aby się z nimi sfotografować na zakończenie spaceru” .

„A w niedzielę pod „Potopem” gra orkiestra wojskowa. Tambur-major tamburem żongluje, mosiężna gałka pisze na niebie zygzaki, elipsy i spirale. Furkoczą biało-czerwone wstęgi na trzonie tambura. Wypucowane trąby bluzgają w tłum odpryskami słońca. Policzki trębaczy jak blazy (dętki – przyp. S. P.) nożnych piłek. Puta, puta, put ta ta… marsz marsza pogania. Czynele dudnią w bębenkach. Tołumbas wymierza ciosy w potylicę. Nogi same chodzą, psy szczekają, dzieci plączą, doliniarze krążą. Policja węszy. Wesoło jest” .

Pod „Potop” się chodziło. Był on celem wielu spacerów. Irena Dąbrowska: „Największą radością był spacer po ulicach i parku Kazimierza Wielkiego. Tam pomnik »Potop« – pełen grozy i tragicznych scen tonących postaci, broniących się przed olbrzymimi gadami” – budził we mnie przerażenie i jednocześnie ciekawość. Wrażenie potęgowały fontanny tryskające z kilku punktów pomnika, szumiąca woda” .

W ogóle „Potop” był eksportowym towarem Bydgoszczy Na przykład nijaki Papke z powieści Jerzego Sulimy-Kamińskiego (1928-2002) „Most Królowej Jadwigi” pamięta jak wygląda Bydgoszcz, bo „widział „Potop”, wie gdzie stoi Fara”.

A autorem tych skłębionych i wciąż oblewanych wodą posągów był ten sam rzeźbiarz, który zaszokował mieszczan nagą „Łuczniczką” – Ferdynand Lepcke (1866-1909). I podobnie jak ona, tak i ta jego realizacja wyzwalał z obojętności:

„Nasz „Potop” też nie jest całkiem w porządku. Same nagusy! Same nagusy, a koło fontanny pełno niewinnych dzieci. Szczęście, że pomnik mówi o Biblii, to go ratuje przed ludzkim potępieniem. Jedni drugich wciągają na skały w ucieczce przed zalewem. Ale próżny ich trud; przed gniewem bożym nie ujdziesz, grzeszny człowieku. Już ci, biedaku, pozostał ostatni jeno cypelek, już kawalątek tylko, sam czubyszek góry. A naród ciągnie na skały – wspina się, wdziera. Matki z dziećmi, ojcowie, mężowie, starcy. Niedźwiedzica z niedźwiedziątkiem w pysku. Lew z lwicą. Wszystko chce żyć, wszystko ratuje się. Zaraz jedni drugich zepchną w odmęty. Co który przebije się na szczyt, to drugi leci w otchłań. Nie ma miejsca dla wszystkich, walka na żyć albo umierać. Już lepiej tym, co nie dopłyną do skały, co toną z ostatnim haustem powietrza w piersiach” .

W ogóle rzeźba ta stałą się tak organiczną częścią tożsamości miasta, że gdy w styczniu 1943 roku szwajserzy (spawacze) przystąpili do jej cięcia gazowymi palnikami, aby potem przetopić ją na złom tak bardzo po klęsce stalingradzkiej potrzebny niemieckiemu przemysłowi zbrojeniowemu, to jeden z bohaterów „Mostu” stwierdził, że jest to wręcz niemożliwe: „Wszystko mogą przetopić na szrapnele. Płoty, uliczne latarnie, dzwony. Nawet włazy kanalizacyjne. Ale „Potopu” na pewno nie! Czym byłoby to miasto bez „Potopu?” .

Ciekawe, ile refleksji literackich powstałoby, gdyby Niemcy nie rozebrali tej wyjątkowej fontanny, porównywanej do rzymskiej di Trevi.

A jednak sam fakt tego barbarzyńskiego czynu wyjątkowo interesująco ujął laureat konkursu Fontanna Potop piórem i pędzlem malowana z 2013 roku, Mikołaj Borys (lat 12).

W wierszyku Co by było gdyby… napisał, że lepiej byłoby dla fontanny, gdyby… ją dzieci z ciasta ulepiły:

Czy tak musi być zawsze i koniecznie,
Że tylko dorośli wiedzą, co dla wszystkich lepsze?
Gdyby wówczas użyto ciasta zamiast brązu.
To w czasie wojny pomnika by nie rozebrali

Później też często wracano do tych rzeźb z parku Kazimierza Wielkiego, choćby cytować Macieja Obremskiego, który życzył swemu miastu „Potopu – i nie choćby po nas. W parku Kazimierza Wielkiego, na swoim dawnym miejscu”.

Życzenia te spełniły się 26 czerwca 2014 roku.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Wrzesień 2014 Literacki Potop