Mój patos i ja

Marta Fortowska Marta Fortowska

Z Martą Fortowską bydgoską dramatopisarką, finalistką konkursu zorganizowanego przez Teatr im. Cypriana Kamila Norwida w Jeleniej Górze na scenariusz sztuki w przestrzeni miejskiej rozmawia Bartłomiej Siwiec.


Marto, na początek serdecznie ci gratuluję. Twój Przesmyk dramat o Grzegorzu Przemyku, znalazł się w finałowej szóstce.
Dziękuję. To dla mnie duże wyróżnienie tym bardziej, że swoje zgłoszenie do konkursu wysłałam w ostatniej chwili.

Nie mogę w to uwierzyć, gdy przeglądam twój biogram. Urodziłaś się 12 maja 1993 roku, czyli dokładnie 10 lat po tym, jak bohater twojego dramatu został zatrzymamy przez patrol Zomowców na Placu Zamkowym…
Taki zbieg okoliczności. Mój patos i ja jesteśmy na takie rzeczy bardzo wyczuleni (śmiech).

Przesmyk to sztuka o Przemyku, a właściwie o jego śmierci. Wiemy, że w latach osiemdziesiątych około 100 osób straciło życie w taki właśnie sposób jak twój bohater. Po prostu zostali zakatowani. Powiedz mi, dlaczego zainteresowałaś się właśnie nim?
Sama do końca nie potrafię odpowiedzieć, dlaczego akurat Przemyk, chociaż to pytanie słyszałam już wiele razy i nie brakowało mi czasu, żeby znaleźć odpowiedź. Na to złożyło się mnóstwo rzeczy. Początkowo tematem Przemyka zainteresowała się moja przyjaciółka, Karolina Rakowska, ale fabularnie to miało zupełnie inną formę. Zaczęłyśmy razem dopisywać kolejne partie, potem Karolina zgodziła się, żebym to ja temat „przejęła“. Miałam inne pomysły, inną wizję, która później bardzo wyewoluowała. Nie ukrywam, że bardzo zżyłam się z tą historią, stało się dla mnie bardzo ważne, żeby chociaż przybliżyć ją ludziom, którzy o niej nie słyszeli albo przypomnieć tym, którym gdzieś się obiła o uszy. Byłam wtedy świeżo po maturze i raziło mnie to, że w szkołach o tym się nie mówi albo tylko wspomina się przy okazji omawiania tego okresu z historii Polski.

Gdy podczas imprezy towarzyszącej Festiwalowi Prapremier słuchałem tego tekstu, to przyznam, że zaintrygowała mnie postać milicyjnej pałki. I ta pałka do nas przemawia! Mogłabyś to przybliżyć?
Postać pałki jest czymś pomiędzy błaznem i pośrednikiem między światem, w którym żyje główna bohaterka, a jej fascynacjami. To też prosty symbol czasów, w których żył Przemyk. Nie znaczy to jednak, że jest negatywną bohaterką, wręcz przeciwnie – umożliwia Julii spotkanie się z Grzegorzem.

Twoja sztuka została napisana na warsztatach dramaturgicznych prowadzonych w Teatrze Polskim w Bydgoszczy przez Artura Pałygę. Jak ci się współpracowało z jednym z ważniejszych współczesnych polskich dramatopisarzy?
Możliwość uczenia się na warsztatach u Artura była dla mnie bardzo ważna. Każdy, kto pisze, ma inny system – inne rzeczy go napędzają. Niektórzy kompletnie nie potrzebują takich spotkań, bo radzą sobie bez nich, nie muszą rozmawiać o tym, nad czym pracują. A dla mnie konfrontacja tego, co napisałam z opiniami innych jest bardzo ważna. Takie „przegadanie” tekstu zawsze otwiera coś nowego, zawsze sprawia, że w głowie pojawia się inna myśl, inny punkt widzenia. To było dla mnie duże odświeżenie myślenia, no i też pewnego rodzaju otworzenie się na ludzi z tym, co piszę.

Wcześniej uczestniczyłaś już w warsztatach prowadzonych przez Łukasza Gajdzisa. Pamiętam, że efektem ich było powstanie spektaklu Sunday Bloody Sunday
Tak, na warsztatach u Łukasza Gajdzisa znalazłam się krótko po tym, jak pierwszy raz chętnie i z własnej woli poszłam do teatru. Wcześniej to wynikało raczej z konieczności, na przykład podczas szkolnych wycieczek. Sunday Bloody Sunday było ciekawym projektem ze względu na to, że większość osób po raz pierwszy mogła zobaczyć, jak teatr funkcjonuje od zaplecza i ile rzeczy składa się na stworzenie spektaklu. Dla mnie były to ważne dwa tygodnie, ponieważ uświadomiłam sobie, że – choć było to duże przeżycie – na pewno nie chcę stać na scenie. Wtedy pojawiła się myśl, żeby spróbować połączyć pisanie, które zawsze było mi bliskie z teatrem, który zaczynałam poznawać.

Artur Pałyga i Łukasz Gajdzis to nie są jedyne osoby związane z teatrem, z którymi współpracowałaś. Wiem też, że byłaś asystentką pani Eweliny Marciniak podczas prac nad Skąpcem.
Miałam tę przyjemność, że byłam obecna podczas prób do Skąpca. Wtedy akurat kończyłam pisać Przesmyk i dobrze, że obie te rzeczy tak zbiegły się w czasie, bo dzięki próbom mogłam zobaczyć, jak słowo wybrzmiewa, kiedy pracuje na nim aktor i czego od tekstu oczekuje reżyser.

Niestety, nie udało mi się dotrzeć na sztukę Mięso, która w marcu zeszłego roku została wystawiona na scenie Miejskiego Centrum Kultury. Rzadko się zdarza, żeby artysta krytykował swoje dzieło, ale ty chyba nie jesteś z tego tekstu zadowolona.
To jest na pewno kwestia tego, że kiedy po czasie wraca się do pewnych tekstów, ma się za sobą już inne doświadczenia – mniejsze, czy większe – i zawsze przychodzi taka myśl, że „teraz napisałabym to inaczej”. Ja głównie nie jestem zadowolona z warstwy tekstowej, bo efekt pracy Kasi Kozłowskiej i Pawła Bernadowskiego mi się podobał. Wiele razy dostawałam uwagi na temat tego, że pewne rzeczy, które piszę, są sprawne technicznie, że mam „dobre pióro”, ale że nie do końca przekonuje to odbiorcę. Powód jest prosty – nie „zżyłam się” z tematem, który w Mięsie opowiadałam, nie znalazłam w nim punktu zaczepienia dla siebie, czegoś, co mnie by poruszyło.

Wiem, że teatr jest twoją pasją. Działasz też jednak w grupie poetyckiej NEON. Możesz coś o tej inicjatywie powiedzieć?
W NEONie nie działam już ponad rok, funkcję redaktor naczelnej przekazałam Joannie Klosce i teraz ona kieruje NEONem. Zakładając go chciałam, żeby ideą grupy było zrzeszenie młodych twórców z Bydgoszczy i myślę, że nam się udało. Kiedy zebrała się większa grupa osób, zaczęliśmy wydawać miesięcznik. Rozpoczęliśmy też akcję pn. Poezja na bruku – chodziliśmy po mieście z kamerą i prosiliśmy przechodniów o przeczytanie i interpretację danego wiersza.

Jeszcze raz serdecznie gratuluję sukcesu.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Lipiec/Sierpień 2014 Mój patos i ja