Patra. W poszukiwaniu podobieństw

1. 

Z Polski do Patry można dotrzeć samolotem lub drogą lądową i morską przez Włochy. Ta druga ewentualność oznacza dłuższą wyprawę. Pierwsza może ograniczyć się do komfortowego lotu z Warszawy do Aten i trzygodzinnego rajdu autobusem wzdłuż wybrzeża zatok: Korynckiej i Patraskiej. Krajobrazy podczas podróży są oszałamiające, a nazwy miejscowości budzą skojarzenia z lekcjami historii antycznej: Megara, Korynt, Isthimia… Gdy pod koniec jazdy na horyzoncie pojawi się nowoczesny most łączący Półwysep Peloponeski z kontynentem, oznacza to, że dotarliśmy do Rionu, który stanowi w zasadzie przedmieścia Patry. W Rionie zlokalizowane są kampusy Uniwersytetu Patraskiego, ale samemu miasteczku daleko do wielkomiejskiej, blokowej potęgi, z jaką spotykamy się w Fordonie po przekroczeniu mostu na Wiśle. Jest to raczej rozbudowane letnisko i gdyby nie spektakularny most, łatwo byłoby to miejsce przeoczyć. Tak czy inaczej miejscowa alma mater zajmuje wysoką pozycję wśród greckich szkół wyższych, a spora ilość studentów widocznie odmładza populację miasta. 

 2.

Kiedy już na dobre zawitamy do Patry i wysiądziemy z autobusu, z pewnością w oczy rzucą się nam olbrzymie kadłuby zacumowanych na nabrzeżu promów. Zdają się być wyższe niż budynki miejskie i dobitnie wskazywać, że codzienność metropolii związana jest z morzem. Tak jest w istocie. Miasto leży na granicy dwóch wyznaczanych przez południki regionów Hellady: egejskiego i jońskiego. Pełni przez to rolę stacji przesiadkowej – przypływają tu wszystkie promy z Italii, przywożąc latem tysiące turystów i setki samochodów. Turyści nie zatrzymują się w Patrze na długo, zazwyczaj kierują się w głąb Peloponezu albo do Attyki. „Graniczne położenie” Patry może nasunąć pewne skojarzenie z geograficznym i historycznym położeniem Bydgoszczy. Wszak „gród na Brdą” jest stolicą województwa kujawsko-pomorskiego, dwóch regionów o odmiennej tradycji historycznej. Współcześnie w obu przypadkach regionalne różnice są prawie niezauważalne i objawiać się mogą w obyczajowych niuansach, jak choćby zamiłowaniu do pewnych potraw. Idąc tym tropem – golonka w piwie może mieć odpowiednik w duszonej w patraskim czerwonym winie nodze wieprzowej. Nawet cena obu potraw jest zbliżona. Dla miłośników kulinariów i trunków warto dodać, że region Patry słynie z ciężkich likierowych win ze lokalnego szczepu Mavrodafni, które spopularyzował w dziewiętnastym wieku Bawarczyk – Gustav Clauss. Na ich ich jakość, tak jak opisują go znawcy, składają się prawie wszystkie aromaty Peloponezu: smak rodzynek, fig i śliwek, goryczka dzikich ziół, słodycz karmelu i woń palonej kawy.

3.

Swój układ przestrzenny zawdzięcza Patra Rzymianom. Miasto złożył cesarz Oktawian August w 14 roku p.n.e. Łatwo wyliczyć, że jest ono starsze od Bydgoszczy o ponad 1350 lat. Mimo tak dostojnej historii Patra, podobnie jak Bydgoszcz, to miasto niedoceniane. Dzieje się tak dlatego, że trzeba je (podobnie jak Bydgoszcz) cierpliwie i uważnie odkrywać. Wówczas z pewnością odnajdzie się jej ukryty pod stereotypem urok.

Samo położenie Patry jest bardzo efektowne. Płaskie wybrzeże dość gwałtownie przechodzi w rejon górzysty i aby zwiedzić Stare Miasto, trzeba wspinać się schodami w kierunku piętrzących się monumentalnie Gór Achajskich. Kiedy już dotrze się do ostatniego ze stu dziewięćdziesięciu dwóch stopni (miejscowi dokładnie je policzyli) i spojrzy w dół, to oczom ukaże się pełna panorama dolnej części miasta z otwartą przestrzenią morza w tle.

Zabudowa starej Patry stanowi swoisty przegląd dziejów miasta. Są tu ruiny starożytnej agory, jest opisany przez Pauzaniasza w Wędrówkach po Helladzie rzymski Odeon, są też resztki bizantyjskiego zamku z szóstego stulecia. Całości dopełniają neoklasycystyczne domy dziewiętnastowiecznej arystokracji, na parterach których działają stylowe restauracje i kawiarnie. To całe architektoniczne bogactwo rozmieszczone jest na stosunkowo niewielkiej przestrzeni, zgubić się trudno, można bez obaw robić kolejne warianty tej samej wycieczki, wyszukując przy okazji ciekawe detale: ręcznie rzeźbione okiennice, wykwintną starą klamkę, ogródek na dachu czy prywatną kolekcję amfor.

4.

Nawet po krótkim pobycie na Starym Mieście powrót do współczesnego centrum Patry będzie małym wstrząsem. Tempo życia jest tu wysokie, a ulice niemiłosiernie zatłoczone i głośne. Odwiedzający Patrę bydgoszczanin z pewnością zdziwi się, jak mało w centrum hipermarketów, koszy na śmieci, zadaszonych przystanków autobusowych i przejść z sygnalizacją świetlną, taksówkarze i kierowcy autobusów wykazują się ekwilibrystyką w prowadzeniu swych pojazdów, nie ustępują im właściciele prywatnych aut, którzy potrafią parkować dosłownie „na styk”. Mimo tych niedogodności życie toczy się tu sprawnie i bez większych ekscesów, a ludzie są otwarci i życzliwi.

Sercem nowego centrum Patry jest okolony pierścieniem ulic, zwykle błyszczący w słońcu olbrzymi plac. Otaczają go szpalery wysokich, ale dość pospolitych budynków. Wyjątek stanowi, wzorowany na La Scali, Teatr Apollina, którego bryła jest dziełem Ernsta Zillera – tuza neoklasycyzmu greckiego. Kawałek za teatrem położony jest ulubiony skwer miejscowych – Psila Alonia. Prócz tropikalnej zieleni zdobi go pomnik reformatora poezji nowogreckiej – Kostisa Palamasa, który urodził się w położonym nieopodal domu. Rolę twórczości Palamasa dla języka, jakim posługują się współcześni Hellenowie, trudno przecenić. Jak się jednak okazuje, cena jego domu w czasach kryzysu była bardziej wymierna i zamknęła się kwotą ponad półtora miliona euro. Za tyle wystawiono go na sprzedaż w 2013 roku, kiedy działający tu Instytut im. Palamasa popadł w finansowe tarapaty. Chętnych na kupno brakuje i dom niszczeje. Tym samym spełniła się ponura przepowiednia poety z wiersza Ruiny:

Powróciłem do jasnych dziecięcych miejsc,
powróciłem do białej ścieżki młodości,
powróciłem, by zobaczyć piękny pałac
zbudowany rękami Miłości.
Ścieżkę zakryły wielkie jeżyny,
miejsca zabaw spaliły upalne popołudnia,
trzęsienie ziemi zburzyło już pałac,
teraz na ruinach, zgliszczach
pozostaję sparaliżowany.

5.

Wieczorem plac Psila Alonia przekształca się w miejsce spotkań. Decydując się na wieczorny clubbing, tutaj właśnie wypada go rozpocząć. I z pewnością skończyć zabawę będzie trudno, bo Patra to jedno z miast, które „nie zasypia”, a wybór kafejek, knajpek i klubów muzycznych jest nieprawdopodobny. Nocną porą miasto na dobre odkrywa swoje młodzieżowe oblicze. Studenci gromadnie oblegają wystawione na zewnątrz stoliki, towarzystwo uzupełniają liczni młodzi ludzie pozostający bez pracy. Muzyka płynie z setek głośników, dyskusje są ożywione, ale pozbawione agresji. Krążą swobodnie między polityką, nauką i sportem. Jej uczestnikom nie można odmówić ironii, kiedy stwierdzają, że dzięki studentom i wysokiemu bezrobociu w Patrze jest najwyższe spożycie kawy per capita w Europie. Nie wiadomo, czy ktokolwiek potwierdził to przypuszczenie odnośnymi badaniami, jednak nocą w nad Patrą rzeczywiście unosi się zapach kawy, który zmieszany z morskim wiatrem tworzy niepowtarzalną mieszankę. Nie sposób ją opisać, a jej działanie najlepiej wypróbować na sobie.

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Działy BiK w podróży Lipiec/Sierpień 2014 Patra. W poszukiwaniu podobieństw