Być konsekwentną, próbować, działać

Podsumowanie wiosennej edycji projektu Sytuacja Teatr*. Zadają sobie pytania i odpowiadają: Ewa Piątek i Emilia Kubik. 


Ewa: Kogo spotkałaś w Sytuacji Teatr? 
Emilia: Oczywiście twórczych, mądrych prowadzących i młodych odważnych uczestników :) Spotkałam też siebie. Na to zawsze brakuje mi czasu, trochę też odwagi. Sytuacja Teatr to dobry czas na spotkanie i długą rozmowę z samą sobą. 
Ewa: Postawmy więc kilka pytań: sobie samej i sobie nawzajem.

Czy odkryłaś jakieś nowe właściwości swojego ciała?
Emilia: Uświadomiłam sobie, że z wiekiem moje ciało gorzej znosi wysiłek, traci swą elastyczność, zwinność, dynamikę. Kiedyś tańczyłam zawodowo i długo myślałam, że dla mojego ciała nie ma granic. Teraz boleśnie przekonałam się, że wszystkie wcześniejsze kontuzje i praca ponad siły zapisały się w ciele i ono nie jest w stanie zrobić WSZYSTKIEGO, co bym chciała. To trudna lekcja. Uświadamia nieodwracalność pewnych procesów… życia w ogóle… To jest trudne dla ciała, ale chyba bardziej dla samopoczucia psychicznego. Zaniedbanie kondycji tłumaczymy brakiem czasu, innymi obowiązkami, wychowywaniem dzieci, zajmowaniem się domem. A tu nie liczyło się, z czym przychodzisz. Ważna była praca „tu i teraz”. Swoje życiowe kompetencje, role, schematy musiałam zostawić gdzieś daleko. To było trudne, ale ostatecznie doszłam do wniosku, że to niesamowite wyzwanie móc siebie stworzyć na nowo, wypracować nową jakość własnego JA, powiedzieć sobie „jesteś kimś więcej niż tylko mamą, partnerką, pracownikiem, kurą domową” :) Życie jest czymś więcej. Warto zanurzać się w sobie nieznanej… śpiewać, tańczyć…
Ewa: Wiele razy! Spora część warsztatów Przemka Błaszczaka (Instytut Grotowskiego, Teatr ZAR) to laboratorium: poszukiwanie nieodkrytych dotąd kierunków aktywności ciała. Robiliśmy tzw. small dance – stojąc, czekaliśmy na ruch, który pojawi się sam, niczego nie wymuszając. W naszym ciele cały czas pracuje oddech, delikatnie balansujemy, przesuwając ciężar ciała z palców stóp na pięty – to są mikroaktywności, których na co dzień nie zauważamy, a które mogą wygenerować ruch. Kiedy go wzmocnimy, pojawia się taki free dance – niby-taniec będący najbliżej naturalnych właściwości ciała, gdzie nie odwołujemy się do tego, co umiemy, ale szukamy nieumianego. Ruch, który niemalże dzieje się sam, rośnie z wewnętrznego przepływu, wspomagany luzem, grawitacją, utratą i odzyskiwaniem równowagi, strukturą ciała i tym jak ona współpracuje z podłogą... Dla mnie to takie odkrywcze szaleństwo.

Czy warsztaty bolą?
Emilia:
Tak, choć dużo zależy od sposobu pracy prowadzącego. Na warsztacie Studium Teatralnego doszłam do granicy wytrzymałości. Trzeciego dnia nie mogłam wstać z łóżka i pojawiło się wielkie zwątpienie, pytanie „po co to robię?”. Ale czułam, że jest w tym głębszy sens. Każdej nocy śniły mi się warsztatowe zadania – wyzwania. Musiałam i na poziomie podświadomości spotkać się ze swoimi ograniczeniami. Po raz kolejny doszłam do wniosku, że życiowe role oddalają mnie od tego kim jestem w relacji sama z sobą…
Warsztat Teatru Chorea natomiast pokazał mi, że boli (nie tylko ciało), kiedy oddalamy się od natury. Bieganie nocą po parku, patrzenie na ogromny srebrny księżyc, odpoczynek na pachnącej wiosennej trawie, słuchanie zwierząt było kojące, dało poczucie bezpieczeństwa, zapewniło, że mogę leżeć spokojnie, a Ziemia unosi mnie bezpiecznie.
Boli mnie nadmiar świadomości, że to wszystko jest chwilowe, że znika z naszej pamięci. Jak to zachować?...
Ewa: Bardzo i na różne sposoby. Ale żeby nie mówić o oczywistych zakwasach: często ból coś nam podpowiada. Przykładowo w takim ćwiczeniu: leżę, a ktoś wykręca mi rękę tak, by przez reakcję stawów, odruch unikania bólu, wpływać na układ całego mojego ciała. Kiedy za tym impulsem ciało idzie w ruch w poziomie i w pionie, odkrywam nowe trajektorie będące przedłużeniem spotkania z mechaniką własnego ciała. Dochodzę do jakiejś nowej dla mnie jakości ruchu, nowych wygięć i nowych powodów by poruszać się między parterem a wyższymi poziomami. Nie znalazłabym tego, gdyby nie fascynujący eksperyment z bolesnym oddziaływaniem na stawy.

Ulubione pojęcie/wyrażenie z Sytuacji Teatr?
Emilia:
Against gravity :) Czyli być przeciwko przyciąganiu nas przez sprawy błahe i nieistotne.
Ewa: Otkas, posyl i Stojka (aż trzy, bo są nierozłączne) z warsztatów biomechaniki Meyerholda prowadzonych przez Gennadiya Bogdanova. To sekwencja: przygotowanie ruchu poprzez wycofanie, ruch główny od-do, zamrożenie momentu dotarcia do celu. Każdy teatralny ruch można rozbić na takie frazy, ale także w strukturze spektaklu określić można sceny „typu” otkas, posyl, stojka. Takie ćwiczenia biomechaniczne jak, powiedzmy, podrzucanie piłek czy kijków z podziałem działania na frazy udowadniały nam, że świadomość fraz ruchu pozwala w pełni kontrolować drogę przedmiotu w powietrzu, postrzegać ją jako wynik świadomej i precyzyjnej pracy mięśni. To niby takie przyziemne i ateatralne, a bardzo ważne właśnie w teatrze, gdzie ruch jest przecież informacją dla widza – musi być precyzyjny i skontrolowany.

Jakie „zadanie domowe” wyniosłaś z warsztatów?
Emilia:
Pogodzić się z sobą. Mieć dla siebie więcej łagodności. Dać sobie przyzwolenie na popełnianie błędów. Rozwijać pierwszą myśl, nie kombinować. Być konsekwentną. Próbować. Działać. Chodzić na basen. Dbać o swoje zdrowie.
Ewa: Bardziej polubić podłogę, bo – jak mówi Przemek Błaszczak – to najlepszy partner, który zawsze jest na swoim miejscu. Pracować z inspiracjami, nie bagatelizować ich, zabrać się za monodram. I też: być konsekwentną, próbować, działać.


* Sytuacja Teatr – projekt edukacyjny Miejskiego Centrum Kultury obejmujący wykłady dot. języka i historii teatru i intensywne warsztaty teatralne. Informacje na temat jesiennej edycji ST: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Lipiec/Sierpień 2014 Być konsekwentną, próbować, działać