SPOZA UKŁADU (17): Zapach Adriatyku

Tomasz Kaźmierski Tomasz Kaźmierski

Co zrobić z urlopem by nie stał się karą za czyny, których nie popełniliśmy? Jak zaplanować kilkanaście dni by nie były poligonem przykrych doznań? Co zrobić by nie ginąć w paszczy wielkiego hotelu, który wypluje nas po dwóch tygodniach? By nie gnać do kolejnej atrakcji turystycznej obfotografowywanej przez tysiące takich jak my? Czy alternatywą jest survival w dżungli na końcu świata, gdzie wg organizatora wyjazdu „prawie nie stanęła” ludzka stopa? Co zrobić by nie popaść w depresję nad polskim morzem siedząc w kurtce przeciwdeszczowej w budce z goframi? Czy każde wakacje muszą być w tzw. nowym miejscu? Czy co roku trzeba gnać do innego kraju, by powierzchownie poznawać „niesamowite” lokalne specjały na muzycznym wieczorku z przebranymi lokalsami? Gdzie jechać by było ciepłe, przyjemne morze, a jednocześnie nie musielibyśmy przeżywać kulturowego i higienicznego szoku? Krótko mówiąc: czy można zrobić tak by wakacyjny wyjazd nie był słono opłacaną katorgą? Chyba tak. 

 

Ja te wszystkie problemy rozwiązałem 10 lat temu. Jeżdżę, po prostu, w to samo miejsce. Ma to bardzo wiele zalet. Znam gospodarzy i okolicę. Nie korzystam z usług żadnego biura. Mogę wyjeżdżać i wracać w którykolwiek dzień tygodnia, unikając tzw. zmiany sezonu i korków zarazem. Drogi są coraz lepsze, co powoduje, że jedzie się przyjemniej i krócej. Nic mnie nie zaskakuje. Co to za miejsce? Niewielka wioska rybacka w Dalmacji. Uwielbiam do niej wracać, gdybym mógł, robiłbym to nawet dwa razy w roku. Co może być piękniejszego od zapachu Adriatyku, koncertu cykad i zimnego Karlovačko?

Z czasem te wakacyjne podróże zacząłem postrzegać trochę inaczej. Zamiast powierzchownego oglądu zdecydowałem się na wejście głębiej. Mała literacka dygresja. Kobo Abe napisał książkę pod tytułem Kobieta z wydm. W skrócie chodzi o to, że pewien entomolog został uwięziony na wydmach w wielkim dole wraz z tajemniczą kobietą. By nie wchodzić już w niuanse: w nieco kafkowski sposób ukazana jest sytuacja jednostki wobec natury oraz relacje z drugim człowiekiem, w tym przypadku z wspomnianą kobietą. Mnie najbardziej spodobał się proces psychologiczny, który zaszedł po jakimś czasie w bohaterze. Im miej bodźców otrzymywał, tym więcej potrafił dostrzec i miał z tego dużo większą satysfakcję. Przecież z milionów ziarenek piasku, które go otaczały, można podziwiać każde z osobna. I tak jest z tą moją wioską rybacką w Dalmacji. Jest moim ziarenkiem piasku, które uważnie oglądam pod słońce jak diament. Skanuję okolicę fragment po fragmencie, czy to podczas porannych przechadzek po pieczywo, wypadów na skały by ponurkować, czy wybierając się na popołudniową kawę. Dostrzegam nowy sklepik, nową markizę na domu pani Mariji, nowego sprzedawcę na targu i nowy tag zrobiony przez kibica Hajduka Split. 

Fascynujące jest wpatrywanie się we wzgórza po drugiej stronie zatoki, niby czynność bezsensowna, ale hipnotyczna i przerywana tylko odprowadzeniem wzrokiem przepływającej łodzi. Teraz, gdy to czytacie, już tam jestem i jestem szczęśliwy, bo czuję zapach Adriatyku, słucham cykad, a w garści mam zimne Karlovačko.

I patrzę na wzgórza po drugiej stronie zatoki.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Lipiec/Sierpień 2014 SPOZA UKŁADU (17): Zapach Adriatyku