Od redakcji

Michał Tabaczyński Michał Tabaczyński Fot. Dariusz Gackowski

Dołączony do poprzedniego BIK-u reprint pierwszego numeru – jak mogę sądzić z tego, co do mnie dotarło – zaskoczył, rozbawił, niektórych rozczulił, innych zadziwił. Dla mnie to była ciekawa podróż w przeszłość. Najoczywiściej nieudana, ale, często o tym piszę, podróże w przeszłość są nieudane z definicji.

W jednej ciekawej, choć niezbyt długiej dyskusji o podróży w przeszłość, brałem nawet udział (na pewnym portalu społecznościowym, rzecz jasna, tam się przecież teraz dyskutuje – także o podróżach w czasie). Dyskusja, mimo iż niezbyt długa, to była wielowątkowa na tyle, że trudno ją streszczać. Dwa obozy dyskutujących się ścierały: jeden twierdził, że program wydarzeń kulturalnych na maj roku 1974 ciekawszy był od obecnego, drugi natomiast dowodził, że od tamtego roku do dziś przebyliśmy całe galaktyki i trudno porównywać dzisiejszy świat do tamtej przaśności (ja byłem w tym drugim).

Kiedy ja podnosiłem warunki, w jakich prezentowana była wówczas sztuka (brak opery, malutkie muzeum, biblioteka biedna i w rozsypce, filmy w kinach – nawet te radzieckie – z kilkuletnim opóźnieniem), koledzy pisali o mistycznej koncepcji sztuki, której obcy jest liniowy rozwój. Kiedy ja pisałem o pewnych złudzeniach, którymi nasze wyobrażenia o tamtych czasach mogą być obciążone (i o tym, że zachwalać wieczór autorski Fleszerowej-Muskat czy Żukrowskiego w tym czasie, gdy w Bydgoszczy byli Krzysztof Varga czy Magdalena Grzebałkowska, to brak wyczucia skali), koledzy pisali, że jednak różnorodność była większa (a ja łaskawie nie wytykałem, że wystawa sztandarów PPR czy medale PRL albo cała panorama kina demoludów to nie jest różnorodność, którą mógłbym się ekscytować).

Nie wierzę, że bieda, przaśność i ideologiczna opresja (bo o cenzurze nie wspominaliśmy jeszcze) są warunkiem powstania wielkiej sztuki. Sądzę, że krytyka czasów (że takie zimne i nieludzkie, że zagubiły ducha) jest usprawiedliwieniem naszych własnych braków. Mam nadzieję, że uda się uczestników tamtej dyskusji zaprosić na łamy wakacyjnego BIK-u, żeby te wątpliwości rozstrzygnąć. Staję po stronie uczestnika kultury, któremu należy się doskonała jakość (także infrastruktury kulturalnej). O ducha musi zadbać sam (zresztą, zawsze musiał dbać sam – na tym polega odbiór sztuki).

Na razie mam argument inny: czy wolelibyśmy, żeby nasze dzieci chodziły do walących się salek i zagrzybionych kin, czy wolimy, że poznają kulturę – taką, jaką oferują im nasze czasy, a oferują niepokojący jej nadmiar – w świetnych warunkach? Z okazji dnia dziecka życzę i dzieciom, i rodzicom, żeby wciąż lepsza sztuka była prezentowana we wciąż lepszych warunkach! Żeby powrót do stanu sprzed lat 40 nigdy nie przypadł im w udziale!

Michał Tabaczyński

Michał Tabaczyński

Redaktor naczelny BIK.

Polonista, dziennikarz, slawista, autor kilku książek (Parada równości, Koniec zabawy w pokolenie) i współautor kilku innych (Tekstylia bis, Kultura niezależna w Polsce 1989-2009).

Kino Orzeł - logo200p