Przez Rude Okulary (17): 40

Szymon Andrzejewski Szymon Andrzejewski Fot. ZbyZiel

BIK, Pałac Młodzieży i ja. W zacnym wylądowałem towarzystwie. Z tym drugim związałem się bardzo wcześnie poprzez nauczanie mnie języka Szekspira, a w tym pierwszym mnie Państwo czytujecie. Albo nie. Jeśli nie, to nie wiecie, że właśnie o Was piszę. Co rodzi pytanie, po co to robię? Pytanie to z kolei rodzi odpowiedź – bo kocham to robić. Gdy spotykam moich, brzuchatych już w większości, kolegów z podstawówki albo zmęczone już w większości codziennością koleżanki z liceum to słyszę często, że lata te, za które wystawię sobie zaraz rachunek minęły „jak z bicza strzelił”, „w mgnieniu oka”, „zanim się człowiek obejrzał”, „raz dwa”… No, chyba Wam, szanowni znajomi z placówek edukacyjnych! Mnie natomiast zdecydowanie nie! Przypinałem każdą chwilę pinezką emocji do deski czasu (dzięki, Paktofoniko) i zawsze mogłem do niej wrócić. I są na tym kawale drewna kolorowych główek miliony. Podsumowania to nie jest moje hobby, ale co tam… raz nie zawsze. A może się to komuś przyda. Rachunek więc w miesiącu, co mnie na świat wypluł i pokrytego bąblami praży z roku na rok słońcem, co jest bez sumienia.

 

Mam: piętnastoletni samochód (to i tak nieźle, bo współbirbanci kultury poruszają się z reguły wehikułami na parę lub takimi, co to nie jadą do przodu same, tylko trzeba się pocić, a do tyłu nie jeżdżą wcale). Mieszkanie, które nie jest w pełni moje i jeszcze przez czas jakiś nie będzie, bo nie znam się na cyferkach i byciu obojętnym na ból, więc kiedyś zepsułem się tak bardzo, że naprawa była kosztowna. Rower, którym praktycznie nie jeżdżę, bo mnie wkurza, że nie jest samochodem. Posturę BIK-u raczej niż Pałacu Młodzieży, bo natura była łaskawa przy rozdzielaniu genów oraz dlatego, że okazało się, iż nie da się przytyć, spożywając jedynie substancje odurzające. Dwóch przyjaciół sprawdzonych w bojach wszelakich. I tu nie trzeba kwiecistości języka nadmiernej. Poczucie misji, co mnie pcha w zasieki kolejnych wyzwań, które na celu posiadają naprawianie tego, co znajduje się w promieniu dwóch metrów dookoła mnie poprzez wywoływanie uśmiechu lub zmuszanie do łez (w zależności od tego, co akurat bardziej trafia). Miasto, które tak samo jak ja, budzi się po raz kolejny, przeciąga co rano i mimo tego, że mięśnie bolą to rozumie, że pójdzie dalej. Poczucie niespełnienia. Wieczne. Nienasycone. Dające kopa i marszczące mi czoło. Miłość.

Wiem, że wszystko zależy od geografii. Że gdybym nie był rudy, to byłbym znacznie nudniejszy. Że niezależnie od tego jak bardzo stawałbym na głowie, to i tak ta forma mnie przestanie kiedyś istnieć. Przestałem się więc bać. Że forma następna nie będzie potrzebować kawałków zadrukowanej celulozy ani cyferek na koncie. Przestałem więc biegać w kółko i idę spokojnie przed siebie. Że Liverpool to najlepsza drużyna piłkarska na świecie, bo bycie ich kibicem to emocjonalne wyzwanie. Że mam szczęście, że moi rodzice to akurat moi rodzice. Że większość tego, co się dzieje, nie ma znaczenia i żeby było dobrze, skupić się powinniśmy na kilku tylko zagadnieniach. Że potrafię kochać do utraty tchu. Że nie potrafię nienawidzić. Chociaż próbowałem. Że dzisiaj jest wtorek.

Przypuszczam, że nie będę nigdy bogaty (a chciałbym i wszyscy, którzy twierdzą, że bogactwo nie jest im do niczego potrzebne, to hipokryci i nie mam dla nich czasu). Że przez to, czego dostarczam do społeczeństwa i przez to, co chcę osiągnąć, będę już zawsze sam. Że mógłbym jednak polubić kolor beżowy. Że nie mógłbym robić niczego innego w życiu niż to, co robię, bo to mnie kształtuje od tak wczesnego dzieciństwa, że jestem chyba kwintesencją takiego stylu życia. Że będzie jutro. I że to jednak, mimo wszystko, będzie środa. Że mam najlepszą pracę na świecie, co sprawia, że nie chodzę do pracy. Że osiągam powoli limit znaków w tym felietonie.

Czy życzyłbym sobie czegoś? Raczej nie. Chciałbym złożyć życzenia Wam, drodzy czytelnicy. Z całego serca życzę Wam takich 40 lat w Waszym klimacie, jakie ja przeżyłem w swoim. Naprawdę.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Działy BiK w podróży Czerwiec 2014 Przez Rude Okulary (17): 40