„BIK”: piąta czterolatka

Okładka BiK nr 200 Okładka BiK nr 200

1.

Cezura numeru dwusetnego (z kwietnia roku 1991) jest mocna, bo zaznaczona już na okładce. Znika dotychczasowa winieta, znika używany schemat kompozycyjny okładki, zamiast tego pojawia się malowany projekt autorstwa Stanisława Stasiulewicza (znam ten styk i nawet temat z jego udostępnionych na ubiegłorocznej wystawie szkicowników). Zmienia się też wnętrze. To już nie skład robiony w metalu, ale znak nowej epoki, która nam wydaje się teraz zupełnie oczywista – skład komputerowy!

Nowa forma, jak każda nowość, wywołuje pewne opory. Pisze nie do końca zadowolony czytelnik (Jerzy Kaszuba): „Moda na przewietrzanie i zmiany dotarła i do Was. To dobrze. Okładka jest inna – gorsza (ale może tańsza). Druk drobny i bardziej niewyraźny, a zdjęcia wyblakłe. Chociaż więc wszystko jest gorsze – to i tak dobrze, że Informator reformuje się. Nadąża za stylem czasów, w których zmiana jest główną wartością. Bo nie po to się zmienia, by było lepiej, lecz by… inaczej. A inaczej jest! Szkoda!”.

Musiała się redakcja, czego nie chce zauważyć ironiczny czytelnik (czule ironiczny, bym powiedział, ale jednak ironiczny), borykać z wyzwaniem nowej technologii. Stąd ten mniejszy druk (skład komputerowy pozwalał na takie cuda, a oszczędność miejsca była na pewno kuszącą perspektywą). Stąd te zabawy ze zdjęciami (nie tyle są – jak zauważał czytelnik – wyblakłe, ile przerobione w sposób, który rzeczywiście sprawia, że niewiele na nich widać). Nowa technologia w tych pionierskich czasach pewnie nie dawała się łatwo ujarzmić, ale dawała nowe możliwości i musiała bardzo ułatwiać pracę.

 

2.

Widać zresztą, że to czas eksperymentu: przez dwa kolejne numery BIK ma świecącą okładkę i nowy format (nieco mniejszy), wraca do starego schematu okładki, znów go porzuca. Jednak już w roku 1992 forma się stabilizuje. Można nawet powiedzieć, że wraca BIK do starych schematów: przypomina siebie samego sprzed lat kilku, tyle że w lepszym technicznie wydaniu (zdjęcia już są dużo bardziej wyraźne, czcionki dobierane z wyczuciem). Widać po prostu, że nastąpił etap oswojenia nowej techniki składu. Bo filozofia redakcji się raczej nie zmienia. Mimo że redakcja deklaruje, iż chce, by BIK stał się przewodnikiem czasu wolnego, wciąż – szczęśliwie – zajmuje się kulturą.

3.

W kulturze zresztą panuje też chaotyczne wzmożenie. Dział recenzji w BIK-u jest dość obfity. Czasem aż – obfity bardzo. Wzmożeniu też podlega ruch kultury alternatywnej czy niezależnej. Wrześniowy numer z roku 1991 przynosi we wstępniaku relację ze spotkania Komisji Kultury i Nauki Rady Miasta z twórcami z „grup alternatywnych” (dziś nazwalibyśmy ich pewnie przedstawicielami NGO’sów, ale wiadomo, że wtedy nie istniał trzeci sektor); pisze redakcja: «Bezkompromisowi diagnostycy stwierdzili, iż z zażenowaniem obserwują postępującą atrofię życia artystycznego naszego miasta, które ogranicza się z reguły do sztucznie nagłaśnianych tzw. wydarzeń, uzyskujących tanią aprobatę publiczności, pozbawionej innego rodzaju strawy duchowej. Dostało się i lokalnej krytyce »błąkającej się pośród naciąganych porównań i jałowych analiz«”.

Ciekawe, jak wiele się nie zmienia. Nie zmienia się na przykład niezadowolenie sceny alternatywnej. I nie zmienia się wzajemne niezrozumienie twórców kultury alternatywnej i instytucjonalnej (chociaż chodzi pewnie raczej o jakiś schemat kontaktów między tymi środowiskami: obie grupy żyją często mitami na temat miejsca swojego i „konkurentów” na rynku dóbr kultury – i to te mity, jak to mity, są niezmienne). Łączy ich przecież wspólnota problemów. Jak widać – na przestrzeni wielu już lat. Zresztą, postawa BIK-u też nie pomaga: chodzi zarówno o kąśliwego wstępniaka, z którego przytaczam, jak i o zainteresowanie, jakie ówczesna redakcja okazywała niezależnej kulturze (a właściwie: brak tego zainteresowania – koniec lat 80. był chyba nawet lepszy niż początek dekady kolejnej, gdy o otwartość redakcji idzie).

Działy:
Michał Tabaczyński

Michał Tabaczyński

Redaktor naczelny BIK.

Polonista, dziennikarz, slawista, autor kilku książek (Parada równości, Koniec zabawy w pokolenie) i współautor kilku innych (Tekstylia bis, Kultura niezależna w Polsce 1989-2009).

Więcej z tym numerze: Przez Rude Okulary (17): 40 »

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Działy BiK w podróży Czerwiec 2014 „BIK”: piąta czterolatka