Kwiecień ili wrzesień

Bartłomiej Siwiec Bartłomiej Siwiec

Pamiętam, że kiedyś na lekcji historii w szkole podstawowej jedna z koleżanek otrzymała pytanie. Miała mianowicie powiedzieć, kiedy obchodzimy w Polsce miesiąc pamięci narodowej. Otrzymała prawidłową podpowiedź, lecz miała dość kiepski słuch, więc wymamrotała: kwiecień. Pani z niezadowoleniem pokręciła głową. Tyle przecież mówiła o niemieckich zbrodniach z września, 1939 roku, a tu taki pasztet. 

W owym czasie oficjalnie nic nie można było mówić o zbrodni, jaką w kwietniu i w maju 1940 r. dokonali Sowieci. Nieoficjalnie jednak mówiło się dużo; była w tym względzie prawie stuprocentowa pewność, kto i kiedy wymordował polskich oficerów. Słowo „Katyń” miało w tamtych czasach znaczenie wręcz symboliczne. Kojarzyło się nie tylko z samą zbrodnią, ale z jakimś gigantycznym kłamstwem, które pielęgnowane, ba, wręcz podsycane przez władze wciąż trwało, a ci wszyscy, którzy jak Józef Mackiewicz czy Ferdynand Goetel – emigracyjni działacze i publicyści, toczyli batalię o prawdę, stawali się zarazem autorytetami narodowej sprawy.

W tej samej szkole podstawowej miałem jeszcze innego nauczyciela, polonistę, który uczciwie potrafił opowiedzieć, nam, kilkunastoletnim wówczas uczniom, kto i w jaki sposób dokonał tej zbrodni. Nikomu nie trzeba tłumaczyć, że gdyby o tym dowiedział się lojalny wobec władzy ludowej dyrektor, konsekwencje dla nauczyciela mogły być ogromne. Były to prawdopodobnie najlepsze lekcje, jakie spotkały mnie w życiu. Czułem, że jestem w samym środku młodego, buntowniczego pokolenia, które nie było samo, miało swoich duchowych przewodników.

Według obecnego niedawno z wykładem w Klubie „Grota” w Bydgoszczy prof. Tadeusza Wolszy represje wobec osób głoszących tzw. kłamstwo katyńskie zelżały dopiero po 1956 r. Wyroki jednak wciąż były serwowane hojnie, choć głównie w zawieszeniu. Służba Bezpieczeństwa miała swoich informatorów i agentów, którzy zabezpieczali władzę ludową przed głosicielami niewygodnej prawdy.

Ciekawe, jak plotą się zawile losy historii. Sprawa Katynia już wtedy w 1943 roku, gdy Niemcy odkopali groby polskich oficerów doprowadziła do zupełnie niecodziennej sytuacji. Polacy w Generalnej Guberni zaczęli kupować znienawidzoną prasę gadzinową, co Andrzej Wajda ładnie ukazał w Katyniu. Przed kioskami z prasą ustawiały się kolejki. Tysiące ludzi codziennie kupowało „Nowy Kurier Warszawski”, „Goniec Krakowski” czy „Kurier Kielecki”, żeby w końcu ujrzeć w druku nazwisko swojego bliskiego albo – wręcz odwrotnie – tak jak bohaterka filmu Wajdy cieszyć się, że go nie odnalazła.

Z innej strony, ale też w związku z kwietniem. Wszystkim miłośnikom twórczości Wiliama Szekspira miesiąc ten jednoznacznie kojarzy się właśnie z nim. Ciekawe, że autor Hamleta zmarł dokładnie tego samego dnia, którego się urodził, a więc 23 kwietnia. Wiem, że do dzisiaj trwają wśród badaczy spory, ten jednak dzień jest podawany w literaturze przedmiotu najczęściej. I oto w Gdańsku trwają intensywne prace nad ukończeniem Teatru Szekspirowskiego ulokowanego w samym sercu miasta, na murach starego historycznego teatru. Powszechnie wiadomo, że to właśnie w mieście nad Motławą już od XVII wieku działał teatr szekspirowski. W dzień urodzin autora kilkudziesięciu tragedii i komedii ożyją duchy przeszłości szekspirowskiego świata. Wszakże taka okazja nierzadko się zdarza; w tym roku przypada 450 rocznica urodzin dramaturga. A we wrześniu prawdziwa gratka dla miłośników dramatu. Teatr zostanie otwarty.

A więc kwiecień i wrzesień nawet w teatrze się splatają. A swoją drogą prawdziwie zazdroszczę mieszkańcom Gdańska. Mają już kilka porządnych teatrów i jeszcze kolejny dostaną, a u nas raz na jakiś czas wybucha dyskusja i wszyscy są zgodni, że druga scena w 400-tysięcznym mieście jest niezbędna, a później zapada milczenie, które na długo spowija scenę. Może czas w końcu skończyć ten „chocholi taniec”?

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Start