Się nam wydaje. W Bydgoszczy (15)

Krzysztof Derdowski, Mistyka, zwierzęta i koany. Rzecz o poezji Stanisława Czerniaka, Krzysztof Derdowski, Mistyka, zwierzęta i koany. Rzecz o poezji Stanisława Czerniaka,

O sobie samym, czyli Mistyka, zwierzęta i koany

Źle tę lekturę rozpocząłem, powi­nie­nem był wiedzieć, żeby być bardziej ostrożnym. Ale nie, nie udało się. Rozpocząłem lekturę tej książki od fragmentu recenzji wydawniczej Janusza Drzewuckiego, która – i owszem – do tego mnie sprowokowała (pomieszczona bowiem została jako pierwsza na skrzydełku książki Mistyka, zwierzęta i koany). Dlaczego to źle? A dlatego, że ustawiła mi nota Janusza Drzewuckiego tę lekturę – nie w tym znaczeniu, żebym się nie mógł od jego rozpoznań oderwać, ale przeciwnie: nie mogłem się powstrzymać, żeby w trakcie czytania nie kolekcjonować wciąż nowych dowodów na mylność tych tez. Co pisze Drzewucki? Tak pisze: „Derdowski nie jest profesjonalnym literaturoznawcą, ale jego praca jest robotą literaturoznawczą pełną gębą. Pod względem metodologicznym to robota niemal wzorcowa. Co jednak istotne, rozprawa Derdowskiego jest nie tylko i wyłącznie rozprawą naukową…”.

Czytałem więc książkę zwracając uwagę na to wszystko, co świadczy przeciw tezom Janusza Drzewuckiego, czytałem wbrew założonej naukowości, czytałem nie jak rozprawę naukową (nie tylko naukową, ale także), czytałem nie jak pracę literaturoznawcy (choćby i nieprofesjonalnego). Po pewnym czasie dotarło do mnie, że czytam wbrew, ale tak właśnie jest najlepiej. Czytam wbrew Drzewuckiemu, który Derdowskiemu wyrządza przysługę co najmniej niedźwiedzią. Dlaczego? Bo nie można książki tej uważać za literaturoznawczą w żadnym razie. Nawet gdyby ktoś był fanem bardzo nieortodoksyjnego literaturoznawstwa, tej książki nie można uznać za literaturoznawczą. Nie da się zakwalifikować tej pracy jako naukowej z dziedziny literaturoznawstwa, jeśli jedynym odniesieniem (uczciwie przyznać trzeba, że kilka odwołań filozoficznych też jest kilka, głównie do filozofów starożytnych) są artykuły z książki zbiorowej poświęconej bohaterowi Mistyki, zwierząt i koanów (którą zresztą Krzysztof Derdowski zredagował). Jest i wiele innych powodów, by książki tej jednak nie uznawać za literaturoznawczą, niezależnie od tego, czy zastrzegalibyśmy – jak Janusz Drzewucki – czy autor jest, czy tez nie jest profesjonalnym literaturoznawcą.

Nie trzeba jednak jej traktować jako dzieło naukowe, a właściwie – nawet nie warto. Broni się ta książka nie jako literaturoznawcza praca naukowa, ale jako osobiste sprawozdanie z lektury. Takie sprawozdanie, które mówi więcej o tym, kto wysiłek lektury podejmuje niż o tym, kto jest tej lektury przedmiotem. Mistyka, zwierzęta i koany też jest trochę sama sobie winna, skoro kłamie w podtytule: Rzecz o poezji Stanisława Czerniaka. Nic z tych rzeczy, powiedziałbym. Już raczej: rzecz o lekturze, jaką uprawia Krzysztof Derdowski. Choć i to byłoby przekłamanie. Myślę, że najbliższy prawdy byłby podtytuł: rzecz o Krzysztofie Derdowskim. Po prostu.

Dlaczego akurat tak? Ano dlatego, że sprawozdanie z lektury, jakie daje nam autor prowadzi nas nie tyle przez poezję Stanisława Czerniaka, nie tyle nawet wiedzie ścieżkami jakiejś wybranej przez siebie metodologii (chętnie bym zapytał Janusza Drzewuckiego, cóż to za metodologia go tak urzekła w tej książce, na czym się ona – oprócz ogólnie rozumianego close reading jako trybu poznawania tej poezji – niby opiera), ale wprost: przedstawia nam siebie – swoje spojrzenie na świat, swoje lekturowe (poza Czerniakiem) fascynacje, swoje niemożności, ale i swoje zachwyty, swoje powody do radości i swoje fobie, swoje ideologie i tak dalej. Prowadzi nas odważnie i – na pewnym poziomie – także intymnie. Myślę sobie, że prawdziwą intymnością jest przecież to, co sobie myślimy o świecie, jak wyglądają nasze lęki i zachwyty. Taką właśnie intymność odsłania tu czasem Krzysztof Derdowski.

Sama poezja Stanisława Czerniaka nie jest moją poezją. Nie tyle uważam ją za złą, co po prostu nie potrafię jej czytać z zaangażowaniem. Nie tyle uważam ją za nieciekawą, co po prostu – dla mnie i być może tylko dla mnie – mało ekscytującą lekturowo. Za to doskonałą jako materiał do refleksji literaturoznawczej – tak to już bywa z poezją filozoficzną (a tym bardziej: poezją filozofów). I ta łatwość (bo każdy wiersz aż się prosi o to, żeby go interpretować i dopisywać mu katalogi kontekstów) też świadczy o tym, że Derdowski wcale nie chciał napisać o Stanisławie Czerniaku. Gdyby bowiem chciał, zrobiłby to z łatwością. Chciał napisać o sobie, wykorzystując Czerniaka jako pretekst. I to mu się udało. W trakcie lektury książki nabierałem zresztą sympatii do poezji Czerniaka – to niewątpliwy sukces Derdowskiego. Jednak gdy później (później, czyli na końcu książki, gdzie pomieszczono obszerny, siedemdziesięciostronicowy wybór tej poezji) czytałem ją pozbawioną narracji Derdowskiego, znów wydała mi się kostyczna i sucha. Potrafił ją dla mnie Krzysztof Derdowski jakoś ożywić opowieścią o sobie samym ukrytą pomiędzy interpretacjami. Zresztą – wolałbym nie używać nawet terminu „interpretacje”. Raczej: narracja osobista na osnowie Czerniakowych wierszy. Wiele tu fragmentów pisanych w trybie „tak-mi-się-zdaje”, „tak-to-czytam”, „tak-to-rozumiem”, gdzie autor streszcza cudze teksty i poglądy (w czym pomaga brak przypisów, stąd wiele stwierdzeń niezwykle trudno zweryfikować), czego w naukowej pracy zaakceptować by nie wolno, jednak uchodzą w takiej, nazwijmy to, „autobiografii duchowej/intelektualnej”.

Książka nie jest pozbawiona jednak wad. O wadach trzeba tu też napisać, choć nie dotyczą samego warsztatu narracyjnego, a raczej tych fragmentów, gdzie komentuje Krzysztof Derdowski wiersze i ich konteksty. A jednak te fragmenty też wiele mówią o autorze, wiele o jego sposobie myślenia, jeszcze więcej o światopoglądzie i kulturowych uprzedzeniach.

Po pierwsze więc, trudno się pogodzić z tym, co Derdowski pisze o – jak najsłuszniej zresztą używanym jako ważki kontekst – Kafce. Po tym, co pisali o Kafce Bloom, Agamben, Derrida, Calasso, Blanchot, Adorno, Deleuze, Grözinger (by wymienić tylko tych, których tłumaczono na polski) i masa innych – nie można i nie wypada pisać o Kafce tak, jak pisze Krzysztof Derdowski:

„Kafka pokazuje absurdalną logikę istnienia”, „bohaterowie jego powieści i opowiadań (…) cierpią z powodu braku ławników, adwokatów, a nawet sądowej publiczności”, „ucho, ręka, palec, żyją w tej prozie osobno, jakby poza bohaterem”, „człowiek u Kafki nie potrafi się skupić w jedną, niepodzielną cielesność”.

Po drugie, trudno zaakceptować to, co pisze autor o (i wokół) twórczości Nowej Fali. Pisze on o tym literackim pokoleniu, by wykazać oryginalność Czerniaka na tle jego rówieśników. I mam takie wrażenie, zupełnie niepotrzebnie ustawia sobie autorów pokolenia 68. Szkoda, że Czerniak musi wygrywać w tym korespondencyjnym przecież pojedynku (bo w realnym przecież przegrał – gdzie Czerniak, gdzie Barańczak czy Krynicki?!) z przeciwnikiem tak ustawionym. A jak go Derdowski ustawia? Równa całe to bardzo zróżnicowane pokolenie do jakiegoś wyimaginowanego spójnego zbioru cech (jakby po pierwsze, można znaleźć jakiś wspólny mianownik dla Barańczaka, Zagajewskiego, Kornhausera czy Krynickiego, a po drugie, jakby w tym pokoleniu nie istnieli Kornhold, Titkow, Herbst, Markiewicz, Karasek – o tego ostatniego stosunku do Herberta, o którym i Barańczak napisał książkę, trudno by mu było pisać to, co w Mistyce… napisał).

Niepotrzebnie się zwierza Derdowski ze swojej interpretacyjnej niemocy wobec wersu „Mówisz partia a myślisz morze” z wiersza Adama Zagajewskiego. Niepotrzebnie pyta, czy „idzie tu o metaforykę masy”, czy może „poeta chce nam powiedzieć, że partia jest rozległa, pochłaniająca wszystko jak morze” – niepotrzebnie, bo jeśli to nie ironia (a wygląda, że nie), to słabo świadczy o analitycznych zdolnościach autora. Wers jest interpretacyjnie prosty i jasny.

Gdy pisze Krzysztof Derdowski, że „niektórzy, jak Stanisław Barańczak i Stanisław Stabro sycili swoje światopoglądowe przekonania podziwem dla prawdziwie rewolucyjnych terrorystów z Czerwonych Brygad, czy szczerego komunizmu albańsko-chińskiego”, to po pierwsze, bardzo by się tu przydał bardzo dokładny cytat, a po drugie, przydałoby się trochę mniej manipulacji (pamięta Derdowski o przynależności Barańczaka do partii, ale dziwnym trafem zapomina o tym, że był członkiem-założycielem KOR-u, że za polityczną działalność wyrzucono go z pracy i objęto zakazem druku, zapomina wreszcie – pisząc, że w twórczości Nowej Fali brakowało problemów ekonomicznych – o wierszach Grudzień 1976 czy N.N. zastanawia się, kto jest szarym człowiekiem Barańczaka czy Filozofowie albo Miasto Zagajewskiego).

Tak, takie są wady tej narracji. Lektura książki Krzysztofa Derdowskiego jako pracy literaturoznawczej te wady by podkreślała (a te wady unieważniałyby prawomocność tej książki jako pracy literaturoznawczej). Jednak w przypadku lektury Mistyki… jako osobistej narracji o autorze te wzmiankowane nieścisłości wiele mówią o Krzysztofie Derdowskim, o tym – by posłużyć się jego słowami – czym syci swoje światopoglądowe przekonania. W takim trybie to lektura wielce ciekawa.

Działy:
Michał Tabaczyński

Michał Tabaczyński

Redaktor naczelny BIK.

Polonista, dziennikarz, slawista, autor kilku książek (Parada równości, Koniec zabawy w pokolenie) i współautor kilku innych (Tekstylia bis, Kultura niezależna w Polsce 1989-2009).

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Kwiecień 2014 Się nam wydaje. W Bydgoszczy (15)