Priorytetem są koncerty i działania artystyczne

Z Qbą Janickim rozmawia Monika Grabarek.


 

Dwudzieste urodziny Mózgu… Miałeś pięć lat jak otwierał się klub. Co pamiętasz z tamtego okresu?
Kiedyś już Tobie o tym opowiadałem, ja bardzo dobrze pamiętam tamten czas, tylko moje wspomnienia są z zupełnie innej perspektywy, z perspektywy dziecka, więc siłą rzeczy te wspomnienia są zupełnie inne niż moich rodziców, koncentrują się na innych sytuacjach. To było bardzo nietuzinkowe przedszkole. Pamiętam, że tu zawsze coś się działo, było pełno fajnych, ciekawych ludzi, nawet jak klub był zamknięty. Przewijali się tu młodzi muzycy sceny trójmiejskiej, miałem do niech nieograniczony dostęp, podpatrywałem ich przy pracy, po prostu jak gąbka chłonąłem to, co robią. Traktowali mnie wtedy całkiem poważnie, rozmawiali ze mną już wtedy zupełnie po partnersku. To oczywiście miało swoje przełożenie w kontaktach z rówieśnikami w szkole. Miało swoje plusy, ale też ogromne minusy. Zawsze miałem raczej starszych kolegów, przechodziłem też okres strasznego zarozumialstwa i byłem pewnie nie do zniesienia, ale to szczęśliwie już poza mną. Z całą pewnością mogę powiedzieć, że w Mózgu nauczyłem się słuchać i dyskutować, tu zaprogramowałem się na działanie, poszukiwanie. W klubie nigdy nie było postaw – nie da się, nie uda się… Trzeba robić, próbować i koniec. Jestem pewny, że klub wywarł tak wielki wpływ nie tylko na mnie. Chyba każdy, kto w jakikolwiek sposób związał się z tym miejscem, sporo się tu nauczył i doświadczył inspirujących na całe lata sytuacji.

 

Dobrze orientujesz się na mapie Polski klubowej, jesteś muzykiem, dużo koncertujesz, Mózg jest jednym z niewielu klubów w Polsce, który od tylu lat trwa w tym samym miejscu, bez zmiany profilu swoich działań. Tu się chyba po prostu udało…
Rzeczywiście, jesteśmy chyba najstarszym klubem w Polsce, który nie zmienił właściciela ani adresu. Złożyło się na to mnóstwo przeróżnych okoliczności. Od piątych urodzin klubu ciągle to miejsce walczy, by nie utracić płynności finansowej, co jakiś czas pojawiały się pomysły by się zamknąć, a jednak tak się nie stało i od tylu lat idziemy do przodu. Przez to miejsce przewinęły się setki bardzo ciekawych, kreatywnych ludzi, którzy zostawili tu kawałek siebie, wkładali mnóstwo czasu i energii w tworzenie tego miejsca. Mam poczucie, że dużo się udało, ale też były klęski. Czasy się zmieniły, ludzie się zmienili. Nie ma już tego zbiorowego poczucia odpowiedzialności za to miejsce, które kiedyś było oczywiste. Kiedyś ekipa związana z Mózgiem, tworząca tu, traktowała go jak swój dom, wszyscy bardzo dbali o to co się tu dzieje. Dziś już tego nie ma. Nas nie interesuje Mózg tylko jako bar, to działalność zupełnie obok, priorytetem są koncerty i działania artystyczne. Ze Sławkiem bardzo staramy się o wysoki poziom, zapraszamy świetnych artystów z całego świata i frustruje nas to, że publiczność nie dopisuje, albo że ludzie wolą siedzieć i pić piwo przy barze. Mam świadomość, że nie jest to tylko nasz problem, że tak się dzieje wszędzie. Ludzie poprzez internet mają teraz nieograniczony dostęp do muzyki, artystów z całego świata, nie wychodząc z domu. To znak czasów, ale nic nie zastąpi kontaktu z żywą muzyką, energia na koncertach jest niepowtarzalna. Nie wiem czy ta tendencja się odwróci, ale to teraz problem we wszystkich klubach.

Rok temu nastąpiła metamorfoza klubu, zniknęła palarnia, zmienił się bar, pojawiło się pysze jedzenie. Czy wszystko potoczyło się zgodnie z planem?
Zadziało się zupełnie odwrotnie. Niestety bardzo odczuliśmy to, jak ludzie boją się zmian, nie lubią ich i że przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka. Ludzie wolą wiedzieć, czego mogą się spodziewać, nie lubią być zaskakiwani… Chcieliśmy stworzyć miejsce, którego nie ma w mieście – z dobrymi śniadaniami, obiadami… Okazało się, że taką ofertą zainteresowani są nieliczni. Myśleliśmy, że otwieramy nowy rozdział, którego symbolem miał być właśnie ten biały kolor ścian… Stało się inaczej. Otwieramy się teraz tylko trzy razy w tygodniu. Jest rzeczywisty spadek od remontu, odpływ ludzi. Bardzo to analizuję, zastanawiam się nad tym, co poszło nie tak, co zrobiłem źle. Z jednej strony, wiem, że odpływy i przypływy ludzi w knajpach to zupełnie naturalna tendencja, jednak jak nie ma ludzi, to nie ma z kim rozmawiać i konfrontować swoich pomysłów. Niepokoi mnie to bardzo, bo to, co się dzieje u nas, jest odbiciem szerszego problemu. Z Bydgoszczy znowu wyjeżdżają młodzi ludzie, po lepszym okresie silne jest poczucie, że miasto znowu się zwija, że przechodzi poważny kryzys… Nie mniej robimy swoje od dwóch dekad i jak mówi Sławek: jak jest źle, to trzeba się cieszyć, bo to znaczy, że będzie lepiej. Co będzie dalej? Zobaczymy.

Działy:
Monika Grabarek

Monika Grabarek

Pedagog, dziennikarka radiowa (Radio Kultura).

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Kwiecień 2014 Priorytetem są koncerty i działania artystyczne