Się nam wydaje. W Bydgoszczy (14)

M. Karnowski, R. Drwęcki, Brudna forma, Bydgoszcz 2013 M. Karnowski, R. Drwęcki, Brudna forma, Bydgoszcz 2013

Czyściej nie trzeba, czyli Brudna forma

Nie taka wcale brudna ta forma, jak ją malują. I piszą.

Stylowo by było na tym skończyć recenzję, stylowo, ale i ekstrawagancko. Nie byłby to grzech wobec omawianej książki, bo i styl, i ekstrawagancja nie są jej obce. Właściwie cała ona jest z wyczucia stylu i odwagi ekstrawagancji. Czy, żeby to ująć najściślej: cała ta książka jest próbą dyskusji o tym, czym dzisiaj w literaturze jest styl i jakie są dziś granice ekstrawagancji. 

 

Brudna forma nie jest zwykłą książką – powiedzmy – poetycką (również nieodległy od prawdy byłby i taki wniosek: jest Brudna forma książką niezwykłą). Nie jest zwykła, bo jest – w tradycyjnych kategoriach opisu tak by można to ująć – swoistym kolażem słowno-plastycznym (czy: werbalno-wizualnym?). W takich przypadkach ciekawe jest często to, jak te teksty by znaczyły, gdyby je podać w czystej (czystszej?) formie tradycyjnego zapisu – powiedzmy – poetyckiego, czyli: z lewej równo, z prawej poszarpane, czarne literki na białej powierzchni stronicy. Pokusa takiego zabiegu jest ogromna, a i sam zabieg nieszczególnie skomplikowany (kto posiada pewne zdolności, wystarczy by się skupił, kto nie posiada żadnej wrażliwości plastycznej, nic nie musi robić; kto zaś nie posiada takich zdolności, a jest obciążony wrażliwością plastyczną, musi podjąć niewielki trud przepisania słów w kolejności i układzie, jaki wyda mu się najwłaściwszy). Nie jest to zabieg skomplikowany, tym bardziej odradzam podejmowanie takiego zadania; łatwizna w lekturze nie wydaje mi się obiecującą formą obcowania z literaturą. Tym bardziej ten trud jest jałowy, że obaj autorzy (książka powstała bowiem jako efekt kolaboracji: Marcin Karnowski napisał teksty, Radek Drwęcki opracował całość graficznie) dołożyli wszelkich starań, żeby tekst w takim opracowaniu graficznym mówił więcej i inaczej, by mówił właśnie poprzez to opracowanie graficzne.

Mieści się on, ten tekst, w tradycji awangardy poetyckiej pierwszej połowy dwudziestego stulecia, mieści się – choć może tylko: nawiązuje i przywodzi na myśl – tradycję poezji konkretnej i liberatury. Ale w istocie jest nawiązaniem do innego procesu, który można obserwować w dzisiejszej kulturze pisma. Otóż od wielu już lat obserwuje się proces, który polega na przemodelowaniu tego, co się fachowo określa jako „pole tekstu” albo „przestrzeń pisma”. Na czym to przemodelowanie polega? Na tym, mówiąc w skrócie, że media elektroniczne oraz drukowane zmieniają formę literatury, rzucając jej tradycyjnym formom (także w zakresie ich wizualnego kształtu) wyzwanie. Odpowiedzią na takie wyzwanie jest właśnie Brudna forma.

Nie ma sensu opisywać poszczególnych fragmentów tej książki, bo każdy z nich inaczej wygląda i inaczej mówi. Najważniejsza w niej zdaje się dyskusja nad możliwościami literatury, granicami ekstrawagancji, celowością eksperymentowania. Dyskusja – co rzadkie – atrakcyjna tak w sferze tekstowej, jak i wizualnej.


 

"Teatr wspólny", TPB, Bydgoszcz 2013.
Dokumentacja i zobowiązanie, czyli Teatr wspólny

Książka ukazuje się w szczególnym momencie. Nikt nie mógł mieć pewności, że w jakiś sposób podsumuje ona (bo raczej – mam nadzieję – nie zamknie) pewien etap działalności Teatru Polskiego w takiej, otwartej i odważnej formule. Ukazuje się w chwili tuż przed zmianą dyrekcji teatru. Jest jednocześnie podsumowaniem tych kilku lat działalności teatru i zobowiązaniem dla każdej przyszłej dyrekcji. Ta książka będzie – czarno na białym – przypominać: taki mieliśmy teatr, taki zespół, tyle premier, tyle wreszcie nagród i wyróżnień, takie recenzje, taką renomę, tyle ten teatr robił dla lokalnej społeczności, a tyle dla lokalnej tożsamości, tyle dla sławy miasta, a tyle dobrego uczynił dla dumy mieszkańców z miejsca, w którym życia. Dzięki tej publikacji ta najbardziej ulotna ze sztuk ma dokumentację swoich heroicznych czasów.

Teatr wspólny składa się z trzech części: pierwsza to część programowa, teksty teoretyczne, które definiują misję i tryb pracy teatru, próbują zrekonstruować cele jego działalności; druga to przedstawienie całego zespołu aktorskiego; trzecia to spis (i opis) wszystkich premier z lat 2007-2013. Ten trzeci dział ma, rzecz oczywista, charakter dokumentacyjny (ważne to i może nawet ciekawe – szczególnie w kontekście wspomnianych wcześniej zobowiązań dla przyszłej dyrekcji, ale przecież, powiedzmy sobie szczerze, lekturowo niezbyt porywające).

Inaczej rzecz się ma z częścią pierwszą i drugą. A dokładniej: pierwsza jest ważna, a druga – ciekawa.

Pierwsza część głosami (czy może: piórem?) różnych autorów mówi o tym, o czym informuje tytuł. Zresztą, tytuły poszczególnych tekstów współgrają z tym tytułem: Teatr spraw, Wspólny czy Dla najmłodszych. Nawet tekst Artura Pałygi o kontrowersyjnym tytule (przejętym od przeciwników teatru) Krzewiciele antykultury także opowiada o tym samym. O czym konkretnie? O tym, że teatr w Bydgoszczy został zaprogramowany i był prowadzony tak, by odpowiadać na najbardziej drażliwe (nawet: nieuświadamiane i wypierane) problemy mieszkańców, by dotykać spraw drażliwych. A skoro drażliwych, to i ważnych – tak to się często zdarza i tak się właśnie działo w bydgoskim teatrze. To właśnie o tym pisałem jako o wyzwaniu rzuconym każdej kolejnej dyrekcji – nie musi tego kursu zachowywać, ale przecież będzie musiała się do niego odnieść. To ten opisany tu teatr – jego działania i jego sukcesy – będą dla kolejnej dyrekcji punktem wyjścia w budowaniu nowego teatru.

Najbardziej jednak atrakcyjna jest część druga – ludzie! Cóż jest w życiu tak fascynującego, jak nie ludzie właśnie. A ci akurat stanowią cudowną wręcz zgraję, która przeszła wiele i wiele miała przygód. Czy nie stąd bierze się siła tego zespołu? Z dziwnych, trudnych i niesamowitych kolei losu poszczególnych aktorów? Opowieści o Michale Jarmickim czy Marcinie Zawodzińskim i ich drodze do aktorstwa są niesamowite, opowieść o Małgorzacie Witkowskiej – niesamowita z innego zupełnie powodu historia współpracy z pięcioma kolejnymi dyrektorami naszej sceny; ale nawet historie najmłodszych aktorów jawią się jako fascynujące, bo, owszem, teatr jest po prostu fascynujący, czyż nie? A do tego te historie są po prostu dobrze napisane (autorem wszystkich jest Mike Urbaniak).

 

Działy:
Michał Tabaczyński

Michał Tabaczyński

Redaktor naczelny BIK.

Polonista, dziennikarz, slawista, autor kilku książek (Parada równości, Koniec zabawy w pokolenie) i współautor kilku innych (Tekstylia bis, Kultura niezależna w Polsce 1989-2009).

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Marzec 2014 Się nam wydaje. W Bydgoszczy (14)