Zugzwang (14): Marka

Bartłomiej Siwiec Bartłomiej Siwiec

Pamiętam, że jakiś czas temu, podczas dyskusji w Teatrze Polskim na temat sztuki Artura Pałygi Truskawkowa niedziela głos zabrał Roman Jasiakiewicz i w sposób grzeczny, aczkolwiek dość stanowczy, zaprotestował przeciwko ciągłemu poniżaniu polskich mieszkańców Bydgoszczy. Dlaczego my, dzieci, ba, wnuki polskich patriotów, społeczników, organizatorów życia kulturalnego, działaczy politycznych, mamy wciąż dokonywać samobiczowania za zbrodnię grupki opryszków? Rzeczywiście, w tamte wrześniowe dni 1939 roku działy się w mieście nad Brdą rzeczy straszne, ale później większość odpowiedzialnych za zbrodnie Polaków, zostało co do jednego przez Gestapo wyłapanych, a później przez Specjalny Sąd na karę śmierci skazanych. A tylu hitlerowskich zbrodniarzy pozostało bezkarnych. Podejrzewam, że Niemcom ta rola ofiary złożonej w Bydgoszczy bardzo odpowiada. Wpisuje się ona w pewien nurt przywrócenia narodowi dobrego imienia. Przecież chodzi o markę.

 W istocie, marka jest najważniejsza. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości obecna w grudniu zeszłego roku w Bydgoszczy dr Joanna Lubecka. Od lat bada, jak Niemcy, te powojenne i te obecne, walczą o swoją markę. Truizm, ale chodzi głównie o pieniądze. Dobrze prowadzona polityka historyczna może zapewnić dodatkowe profity. Weźmy choćby niemiecki przemysł samochodowy. Laik wie, że jest numer 1 w Europie, ba, w szerokim świecie też świetnie sobie Volkswagen i Audi radzą. A jednak pewne rzeczy budzą złe skojarzenia. Choćby jedno straszne słowo: „Auschwitz”. Te jedno straszne słowo może poważnie ograniczyć klientelę. W końcu nawet w Ameryce wiedzą, co tam się stało. Nawet w Ameryce. A japońskie wozy gorsze nie są. A francuskie? Bez żadnych złych skojarzeń. Co pan na to panie Schmidt? Ich danke Ihnen vielmals. Ich kaufe Nissan, ich kaufe Citroen. 

Od dawna wiadomo, że zbrodni czasami nie da się wymazać. Ona już w pamięci zbiorowej jest. Zagościła na dobre. Co zatem robić? Niemiecka polityka historyczna i na to znalazła sposób. Przecież można czasami gdzieś w artykule dokonać wrzutki: „polskie obozy koncentracyjne”, gdzieś przemycić jedno zdanie o współodpowiedzialności Polaków. A teraz jeszcze Jedwabne. Współudział Polaków jest bezsporny. Otwiera się nowy horyzont. No i jak ci Polacy potraktowali ludność żydowską w 1968 roku? Sprawa jasna jak słońce. Można, zatem rozmyć odpowiedzialność. Zobaczcie, oni też nie mają czystego sumienia. Sumienie jest najważniejsze. Sumienie. Co tam sprzedaż, handel, pieniądze? Sumienie.

Każdy, kto chodzi do teatru bydgoskiego wie, że jest to teatr prowokujący. Wkładanie kija w mrowisko jest permanentne. I pewnie dobrze. Czy jednak jest jakaś granica smaku, której nie powinno się przekraczać? Przecież teatr nie ma granic. Można wszystko. To takie à la Dostojewski. Jak nie ma Boga, to można wszystko. Można nawet zabić.

Nie inaczej odczułem to 25 stycznia roku bieżącego, na Historiach bydgoskich. Nie chodzi mi wszakże tutaj o recenzję bardzo udanej całości, ale o pewien fragment mocno bulwersujący. Otóż, w najlepszej historii, tej dotyczącej Albrechta von Alvenslebena, świetnie grający Niemca aktor, Jakub Ulewicz, w pewnym momencie zaczyna w rytm Roty śpiewać jakiś esesmański utwór. Wymyślanki zupełnie niepotrzebne. Nie wiemy przecież, co tam sobie Alvensleben w wolnych chwilach śpiewał. Można by mu wszystko włożyć w usta, ale czemu akurat na melodię Roty? Zresztą potocznie zwykło się mawiać, że źli ludzie nie śpiewają w ogóle. A to, że esesman był zły, świadczy jeden powszechnie znany fakt, że jak tylko przejął rządy w pałacu w Ostromecku jesienią 1939 roku, to natychmiast ojca swego wysłał do Dachau. Chętnie pewnie też zapolowałby na brata, Ludolfa, ale ten już zdążył uciec.

Świetna historia nieźle opowiedziana. Ale wstępem do niej jest bezrobotny bydgoszczanin, który zanim wypije butelkę wody Ostromecko i przeistoczy się w esesmana, schodzi w dół ulicą Słoneczną. Nazwa zobowiązuje. Jest strasznie gorąco. Upał. A w teatrze dość zimno – a na dworze – tym bardziej żartów nie ma, jest minus 15. Wzdrygnąłem się, gdy aktor oblał się wodą. Oczywiście z Ostromecka. Marka to w końcu przednia.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Marzec 2014 Zugzwang (14): Marka