SPOZA UKŁADU (14): Powrót Jedi w kinie Orzeł

Dziesięć, piętnaście lat temu bardzo mocno brakowało mi w Bydgoszczy kina studyjnego. Jeździło się na festiwale bliżej i dalej, chodziło na przeglądy do Pałacu Młodzieży czy kinoteatru Adria i próbowało się coś obejrzeć w tzw. multipleksach. Wizyta w multipleksie zawsze kończyła się obietnicą: już nigdy więcej tu nie wrócę. Upór trwał około roku i, skuszony jakimś filmem, znów wracałem i znów żałowałem. A to ktoś komuś na głos tłumaczył film, a to ktoś wszedł na salę z wielkim kebabem, a to załatwiał coś przez telefon. Trzeba było się przesiadać kilka razy, by jakoś oddalić się od tych dziwnych ludzi, którzy muszą w kinie jeść, jakby nie można było przegryźć czegoś po lub przed seansem. To nie były jeszcze czasy, by obejrzeć film na laptopie czy wykupić abonament internetowej wypożyczalni, ale można było jechać do Bartosza na Bartodzieje do zwykłej wypożyczalni kaset wideo, gdzie znajdowała się mikro-półeczka z kinem artystycznym czy po prostu z dobrymi filmami. Wcześniej po słabe filmy chodziło się na giełdę na Chemika, a jeszcze wcześniej, na halę koło Placu Kościeleckich. A jeszcze wcześniej dokąd się chodziło?

Do kina! Bez popcornu, dziwnych ludzi, za to ze skrzypiącymi fotelami. Bywałem we wszystkich: Pomorzanin, Polonia, Orzeł, Awangarda, Bałtyk (w którym był ekran w kształcie trapezu). Kiedyś byłem też w Młodości, a w Słońcu nigdy nie byłem, choć wiedziałem gdzie się mieści: to było przy ul. Gwardii Ludowej. Chodziłem do kina naprawdę często, zabierając ze sobą kolegów z klasy, gdyż miałem pewne ułatwienie. Zarówno babcia jak i dziadek pracowali w firmie, która nazywała się Okręgowe Przedsiębiorstwo Rozpowszechniania Filmów i, jako pracownikom, przysługiwały im wejściówki i zaproszenia. Obskakiwaliśmy zatem Crittersy, Gremliny, Błękitne gromy, Terminatory, przepraszam Elektronicznych morderców, a później, jak rozumu nieco doszło, to np. filmy Żuławskiego i bardziej wyszukane propozycje. Jednak prawdziwe uniesienia pojawiły się podczas oglądania Powrotu Jedi w kinie Orzeł. Wracałem na ten film chyba dziesięć razy. To było dla mnie coś więcej niż film. Trafiło idealnie w swój czas i mój wiek. Byłem wtedy w trzeciej klasie. Dziesięć lat później już brakowało mi w Bydgoszczy kina studyjnego, dwadzieścia lat później, zniknęły prawie wszystkie kina, do których chodziłem (Pomorzanin obchodziłby w tym roku stulecie istnienia), trzydzieści lat później znów jest kino Orzeł, kino studyjne, w dodatku świetnie wyposażone, z systemem DCP. Może kiedyś puszczą tam Powrót Jedi, np. w ramach przeglądu/seminarium prezentującego tzw: Kino Nowej Przygody? Przyjdę na pewno. 

Działy:
Więcej z tym numerze: « Wychodzę... Od redakcji »

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Marzec 2014 SPOZA UKŁADU (14): Powrót Jedi w kinie Orzeł