Wychodzę...

W powszechnie znanym monologu, pochodzącym z filmu Marka Piwowskiego Rejs, inżynier Mamoń dzieli się z małżeństwem Sidorowskich swoją refleksją na temat kondycji krajowej kinematografii. Ów wywód kończy wielokrotnie cytowanymi słowami: „No i aż mi się chce wyjść z kina. I wychodzę”.

To wyjście stanowi formę ostatecznej i niezwykle dobitnej recenzji. Słabość filmu, na którą składają się: nuda, bardzo niedobre dialogi i dłużyzna, jest dla Mamonia nie do wytrzymania. Jedynym rozsądnym wyjściem okazuje się być właśnie wyjście.

 

Chyba każdy z konsumujących kulturę doświadczył takiej sytuacji, gdy wyjście (z kina, teatru, sali koncertowej) wydawało się wyjściem najlepszym, a nawet jedynie słusznym. Próbowaliśmy zostać. Mówiliśmy sobie, że damy wykonawcom jeszcze pięć, dziesięć minut. Może nas czymś ujmą, może zatrzymają i ostatecznie okaże się, że nasze potencjalne wyjście byłoby przedwczesne i na wyrost. Moja wewnętrzna walka kończy się zazwyczaj wtedy, gdy uświadamiam sobie, że ja podejmuję trud, czynię wysiłki, a autor lub wykonawcy zawalczyć o mnie po prostu nie zamierzają. I wychodzę.

Takie wychodzenie zdarza mi się jednak bardzo rzadko, z różnych zresztą przyczyn. Czasami po prostu nie wypada. Innym razem do pozostania na miejscu zobowiązują mnie powinności służbowe („Służbowo, na statek”). Bywa i tak, że nie chcę komuś przeszkadzać, przepychając się między rzędami krzeseł.

Ostatnimi czasy nabieram jednak przekonania o niesłuszności moich skrupułów. Wychodzenie bowiem, staje się bardzo popularne, by nie powiedzieć, że jest wręcz w dobrym guście. Wyjść należy trzaskając drzwiami i koniecznie rzucając półgłosem garść przemyśleń na temat tego, co nas skłoniło do tej gwałtownej reakcji. Wyjście motywowane estetycznie jest oczywiście mniej spektakularne, od wyjścia o charakterze światopoglądowym. Najbardziej cenione jest wyjście światopoglądowe i do tego grupowe. Nie ma szans na to, by pozostało niezauważone. Na pewno napiszą o nim obecni na sali recenzenci i publicyści. Być może będzie to wyjście przyczynkiem do gwałtownej dyskusję wokół sztuki, filmu lub koncertu, który grupowo opuściliśmy (dlatego warto wychodząc, wykrzykiwać słowa takie jak: hańba, skandal, zdrada, ewentualnie Targowica). Jeśli nasze wyjście odbije się dostatecznie szerokim echem, jest szansa, że spektakl zniknie z afisza, kino przestanie wyświetlać film, a muzyk czy zespół straci możliwość dokończenia trasy koncertowej. Takie wyjście to prawdziwa duma dla każdego szanującego się wychodzącego.

Wychodźmy więc jak najczęściej i z jak największym hukiem. Wszak nikt przy zdrowych zmysłach nie czeka do zakończenia, żeby wyrobić sobie zdanie na temat tego, co przyszedł zobaczyć lub usłyszeć.

Działy:
Marcin Szymczak

Marcin Szymczak

Polonista, dziennikarz radiowy (Radio Kultura).

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Marzec 2014 Wychodzę...