Hołd dla muzyki

Marcin Degowski Marcin Degowski Fot. Natalia Stefanowicz

Z Marcinem Degowskim gitarzystą i organizatorem koncertów rozmawia Szymon Andrzejewski.


W dniu, w którym umówiliśmy się na rozmowę po raz pierwszy urodziła się twoja córeczka, Helenka. Gratulacje. Ważny moment w życiu?
No, zdecydowanie. Przepiękny… Początkowo miałem nadzieję, że urodzi się w moje urodziny czyli jedenastego stycznia, a przyszła na świat ósmego. Tak jak Elvis Presley. To fajnie wróży na przyszłość.

Mówiąc o ważnych momentach, to czy pamiętasz kiedy przyszedł ci do głowy pomysł na zrobienie pierwszego koncertu Bydgoscy Muzycy w Hołdzie? Standardowo odbyło się to tam gdzie król chodzi piechotą czy w wannie? Na lodowisku może?
Ten pomysł dojrzewał we mnie od dłuższego czasu. Nabrało to wszystko wyrazu pod koniec października 2009. Przy nowo otwartym wtedy również Centrum Handlowym Focus powstał wówczas fajny, nowy klub – nieistniejący już niestety dzisiaj Lizard King. Jako że był to lokal sieciowy to grało tam wtedy bardzo dużo zespołów spoza naszego miasta. Jednocześnie odczuwałem wtedy coś, co sugerowali mi również koledzy muzycy – że takie typowe granie klubowe jakby zamarło. Nastała moda na puszczanie „sztucznej” muzyki w weekendy, więc tych grań zaczęło się robić trochę mało. Jeśli chodzi o Little Wing, to tych grań mieliśmy wtedy bardzo mało. Postanowiłem więc, że nie ma co czekać aż te grania się same „narysują” i że trzeba wziąć sprawy w swoje ręce.

Czyli pomysł powstał częściowo ze względów finansowych?
Może nie do końca chodziło o finanse. Pieniądze z grań klubowych są... powiedzmy symboliczne (śmiech). Bardziej chodziło jednak o to, żeby zachować tę adrenalinkę. Kontakt z publicznością. Żeby być cały czas w pędzie. Bardziej wynikało to więc z tego niż z chęci zarobienia kasy. Zresztą, z tych szesnastu koncertów, które już zrobiłem, to żaden nie był dla mnie jakoś specjalnie zarobkowy... niektóre wręcz odwrotnie. Poza tym chodziło też o chęć sprawdzenia się jako organizator. Zawsze miałem do tego żyłkę. No i chęć do spotkania się z innymi muzykami. Fajne w tych koncertach jest to, że przy okazji tego typu wydarzeń spotykamy się czasem po bardzo długim czasie. Tak było w czasie koncertów poświęconych The Doors i Beatlesom, gdzie grałem z ludźmi, z którymi nie stałem na scenie przez prawie dwadzieścia lat. Fajne to jest. Najfajniejsze chyba. Poza tym dochodzi kwestia promowania nowych muzyków. Czasami bardzo młodych ludzi.

Jakim kluczem kierujesz się przy doborze muzyków?
Przede wszystkim staram się zawsze znaleźć złoty środek czyli dla każdego coś miłego. Otwieramy drzwi młodzieży, której zawsze jest trudno wystartować, a taki koncert jest dla nich niesamowitym wyzwaniem. Poza tym staramy się zaprezentować publiczności szeroki wachlarz muzyczny. To nie zawsze jest stylistyka rockowa. Na przykład przy Beatlesach mieliśmy okazję posłuchać kwartetu smyczkowego. Przy Claptonie były duety. Staram się, żeby część występów była akustyczna, a część elektryczna. Bardzo ważne jest, żeby, tak jak to było przykładowo przy Claptonie, nie zapraszać kogoś, kto Claptona nie ceni i nie lubi, bo będzie wtedy nieprawdziwy. Myślę zawsze o tym, kto mógłby fajnie wypaść w danym kawałku. Dzwonię i jeżeli jest pozytywny odzew to dogadujemy szczegóły i przechodzimy do prób.

Tułałeś się z tym cyklem po wielu miejscach...
Chyba nie nazwałbym tego tułaczką. Dwa pierwsze koncerty to był Lizard King. Potem tamto miejsce siłą rzeczy odpadło. Wiem, że w Toruniu Lizard cały czas funkcjonuje, a u nas z niewiadomych mi przyczyn się jakoś nie przyjął. Zaraz potem trafiłem pod skrzydła Akademickiej Przestrzeni Kulturalnej i tam gościliśmy dosyć długo. To były cudowne koncerty. Rewelacyjnie się tam grało. Zdaje się, że po drodze był raz Kubryk, no i ostatnio w czerwcu – Kuźnia. Jakoś tak się stało, że te koncerty przestały się wpisywać w takie typowe klubowe granie do piwa. Zauważyłem, że wielu ludzi, a są to ludzie w naprawdę różnym wieku, przychodzi, żeby skupić się na muzyce. Ci ludzie naprawdę słuchają i oceniają jakość wykonania. Fajniej jest chyba po wszystkim zrobić jakieś after party – już na luzie i bez napinki wypić parę piwek i porozmawiać o tym, co się działo na koncercie. Jednym podobało się to, że przy Stonesach można wypić piwo, a innym nie. Wszystkich nigdy nie zadowolisz.

Stąd wybór MCK-u?
Nie do końca to był mój wybór. Częściowo były to podpowiedzi znajomych, którzy podkreślali wspaniałe warunki jakie są na sali. Najbliższy koncert będzie koncertem podsumowującym pięciolecie cyklu, więc potrzebuję miejsca, gdzie będę mógł połączyć koncert z wystawą materiałów archiwalnych: plakatów, zdjęć, biletów. Myślę, że MCK jest do tego stworzone.

Ten koncert na pięciolecie będzie poświęcony...
Bobowi Dylanowi. Ludzie się dziwią dlaczego właśnie on, a ja... powiem ci tak: szukałem postaci, która w jakiś sposób połączy wszystkie te szesnaście koncertów. Jakiegoś takiego wspólnego mianownika. Dylana grali prawie wszyscy. Jest to chyba obok The Beatles najczęściej coverowany artysta na świecie. Stąd mój wybór.

Masz już ugadanych muzyków? Możemy zdradzić kto wystąpi?
Ty (śmiech). Na pewno zespół Helldorado. Bardzo się z tego cieszę, bo chłopacy występowali już z nami niejednokrotnie i świetnie się sprawdzają. Trwają rozmowy z zespołem Moove, zespołem młodym i obiecującym. Ja oczywiście będę chciał się pokazać z takim tworem muzycznym, który nazywa się Mały Projekt, do którego zapraszam swoich przyjaciół i mam taką ambicję, żeby zaprosić teraz naprawdę dużo wokalistów. Zaśpiewa na pewno Magda Rosła, która wspiera nas również jako sponsor. Nie chciałbym za dużo zdradzać. Rozmowy trwają. Myślę, że będzie „grubo”.

Będą następne edycje?
Myślę, że tak. Robimy to głównie dla ludzi i to od tego, czy oni będą chcieli na te koncerty przychodzić, zależy ich przyszłość. Mam zamiar złożyć jeszcze kilka hołdów...

Grasz już od prawie dwudziestu lat. To jest jeszcze przyjemność czy już tylko sposób na zarabianie pieniędzy?
To zdecydowanie jest ogromna przyjemność. Powiedziałem sobie, że jak przestanie mnie to bawić, to przestanę to robić. To przede wszystkim musi być przyjemność. Inaczej nie miałoby to sensu.

Dziękuję za rozmowę.
Dzięki.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Luty 2014 Hołd dla muzyki