spoza układu (12): Dwie świetne bydgoskie płyty

Tomasz Kaźmierski Tomasz Kaźmierski

1.

Czekałem i się doczekałem. Jest nowa płyta bohaterów mojego starszego szczeniactwa czyli lat 15+. Mimo metalowego zakucia zawsze Variete na mnie działało. W ich muzyce było to, co w metalu czyli mrok. Było też coś, czego w metalu raczej nie było – świetne teksty. Grzegorz Kaźmierczak zawsze zabierał mnie w przerwaną podróż. Podczas piosenki pozwalał się przygotować do wyjazdu, spakować, usiąść w pociągu, który za chwilę ruszał. Kiedy już zdawało się, że jadę w dobrym kierunku i pojawiało się poczucie bezpieczeństwa, wtedy Grzegorz zawiązywał temat i znikał. Zostawiał mnie samego z tą niepewnością – w trakcie.

Porzućmy te turystyczne porównania (choć patrząc na treść wielu tekstów – uprawnione), mam nadzieję, że trochę pomogły w opisie mojego odbioru tekstów Grzegorza. On tworzy obraz, ale jest to szkic. Jest sytuacja, ale ledwie zarysowana. Jest konstrukcja, ale trzeba ją wypełnić czymś swoim. To jest jak włączenie reflektora na chwilę, to, co zobaczymy jest nasze, a gdy światło gaśnie – musimy dalej radzić sobie sami, nie wiedząc czy dobrze dostrzegliśmy i zapamiętaliśmy szczegóły. Resztę trzeba sobie dopowiedzieć. Piosenki kolonistów urzekają mnie też muzycznie. To w 100% Variete czyli cała gra toczy się pod naskórkiem. Coś tam nerwowo wibruje, pulsuje, hipnotyzuje. Nieważne z którego muzycznego świata pochodzi, ważne, że spójnie brzmi. To tylko pierwiastki, a siła jest przecież w poskładanej całości.

Dostaję szału, nie przesadzam, bardzo kłócę się i spieram z osobami, które w moim towarzystwie wspomną, że „kiedyś Variete to fajnie grało”. Wiem, każdy ma prawo, tak powiedzieć. Ja także bardziej toleruję wcześniejsze płyty pewnych zespołów, jest to świadomy wybór, gdyż po przesłuchaniu nowszych, stwierdzam, że się nie rozwijają, tylko „odcinają kupony” od wcześniejszych dokonań, nie mają nic ciekawego artystycznie do zaoferowania. Jednak w przypadku Variete, niektórzy fani, chcieliby właśnie takiej postawy, sugerując by zespół „grał jak kiedyś”.

To straszne. Dla mnie budujące jest to, że Variete jest grupą, która umie przefiltrować współczesność, skleić z niej swoje brzmienie i nadal być sobą: nieść mrok, trans, niepokój na dzisiejszym budulcu – bo to jest postawa artysty. Jest mi też bardzo miło, i to w zasadzie też jakiś znak czasu, że z bohaterami mojego szczeniactwa 15+ gra inny szczeniak – mój rówieśnik, z którym „po budzie” gadaliśmy o muzyce, siedząc na ławkach na Noakowskiego na Kapach.

 

2.

Kolejna świetna „bydgoska” płyta to z kolei zespół w którym gra, na szczęście coraz częściej doceniany, Kuba Ziołek. Kuba udziela się w wielu rożnych projektach i w zasadzie każdy z nich zasługuje na uwagę, jednak teraz o płycie Alameda 3.

Kuba i koledzy dokonują tu rzeczy bardzo ciekawej, bez szwów przechodzą od gitary akustycznej, przez ambientowe pasaże, noise, psychodelię do black metalu. To jest album totalny! Proszę mnie nie podejrzewać, że skoro w samych superlatywach napisałem o płycie Variete i teraz o Alamedzie to jestem z tych co, nad wyraz, zachwycają się wszystkim co pojawi się na rynku. Nie. Nieraz „pojadę” po płycie tak, że aż mi wstyd, no ale jeśli mam do odsłuchu takie płyty jak te powyżej, to nie sposób nie używać tego typu sformułowań.

Tak jak w obcowaniu z Variete odnajduję aurę napięcia intelektualno-egzystencjalnego, tak w Alamedzie to raczej duchowość, czucie, tajemnica. W dodatku jakby z naszego, słowiańskiego kręgu kulturowego. Nie dziwi mnie zatem, że o Kubie i jego projektach przeczytać można także w zagranicznej prasie muzycznej i to w najlepszych tytułach. Chyba też dostrzegli, że jest tu coś czego nie ma u nich.

Jakże to dla mnie budujące, że różne pokolenia, w różnych estetykach, w moim mieście, nagrywają takie płyty. Jeśli dostaliście pod choinkę, choć jedną z nich – jesteście szczęściarzami.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Styczeń 2014 spoza układu (12): Dwie świetne bydgoskie płyty