Inne brzegi?

Marek Maciejewski, Grzegorz Kaźmierczak, Marcin Karnowski. Marek Maciejewski, Grzegorz Kaźmierczak, Marcin Karnowski. Fot. Jakub Szymczak

1.

Napis na piasku plaży – taki ślad kolonistów. Dodajmy: napis na piasku plaży zmazany częściowo przez falę – taki to ślad kolonistów. Nietrwały. (Pierwsza i ostatnia strona okładki Piosenek kolonistów tak właśnie wyglądają.)

Ładnie (nie)rozwiązana dwuznaczność, piekielna zagwozdka: o jakich kolonistów chodzi? O dziesiątkowanych chorobami konkwistadorów (okręty, rapiery, śmieszne szyszaki na głowach, szkorbut, szklane paciorki) czy o dziesiątkowanych młodzieńczymi pragnieniami uczestników letnich obozów (okopane namioty, zapach brezentu, wczesna pobudka, podarte koszulki, poranione małe serduszka)? I ci, i ci mogliby śpiewać piosenki. Czy akurat takie? Czemu nie?

W każdym razie: i jedni, i drudzy mogliby zostawić taki ślad na piasku plaży. I w pewnej istotnej perspektywie – byłyby to ślady równie nietrwałe.

2.

Zaczyna się zaskakująco, bo zaczyna się żeńskim głosem:

„Żadnego znaczenia / nie będzie miało nic / jeśli kim jestem / się nie dowiem”.

To gościnnie Magda Powalisz z George Dorn Screams (śpiewa po polsku, jakby to w macierzystym zespole robiła zawsze – czekamy na nowy materiał po polsku, czekamy niecierpliwie).

Poza żeńskim głosem jednak zaskoczeń nie ma dużo. Jest Variete zespołem, od którego oczekujemy rewolucji tylko w obrębie – żeby ciągnąć tę historyczno-politologiczną metaforę – funkcjonującego ustroju. O ile w ogóle oczekujemy rewolucji. I tu też mamy do czynienia z taką samoograniczającą się rewolucją: Variete nie traci charakteru, nie traci swoich dystynktywnych cech, ale brzmi inaczej, wciąż inaczej. To oczywiście zagadka zespołu, nie będę jej próbowała rozwikłać, tym bardziej, że przecież w interesie zespołu jest, by wikłać te ścieżki. Co to za tajemnice, które daje się rozwiązać.

Ma Variete ten silny charakter, ma go i na Piosenkach kolonistów. Nie znaczy to jednak wcale, że się nie zmienia.

3.

Zmienia się wiele, choć niejako w tle. Po pierwsze więc – perkusja. Zmiana personalna, to oczywiste, ale nie najważniejsze. Ale i zmiana stylu. Marcin Karnowski (znany z 3moonboys, Brdy czy wspomnianych George’ów – piszę znany, ale przecież jako perkusista jest, taki to zły zwyczaj słuchaczy, nieznany jako tenże; a to bardzo źle) gra inaczej. Inaczej niż kto? Inaczej niż większość. Gra delikatnie, dzierga te ażurowe partie perkusji, rzadko jest monotonnie motoryczny (a kiedy już jest, to jest specyficznie – posłuchajcie Państwo utworu Przezroczyste lwy, wtedy zrozumiecie, na czym polega oryginalność tego perkusisty). Druga zmiana – elektronika. Była niby od zawsze, ale chyba nigdy aż tak ważna jak teraz. I nie chodzi nawet o jej – jakby to powiedzieć – ilość, ale o konstrukcyjną istotność. Jest istotna teraz bardziej, „robi” całe numery. Jest też znakiem nowoczesności, ustawia trochę inaczej cały zespół (tak, taką bym sobie pozwoliła postawić tezę, chociaż ostrożnie: Marek Maciejewski dzięki temu gra inaczej, a Grzegorz Kaźmierczak inaczej trochę śpiewa: śpiewa delikatniej; wyżej trochę? Może).

4.

Dwa utwory bardzo się wyróżniają: Paść się i Przezroczyste lwy. Pierwszy jest delikatny, elektroniczny, lekko pulsujący. Drugi – motoryczny, o świetnym, bardzo atrakcyjnym, zaraźliwym riffie. Zupełnie inne od reszty i zupełnie inne od siebie nawzajem – te dwa utwory pokazują rozpiętość możliwości Variete. W tych dwu kawałkach tak różnie gra gitara, tak różne spełnia funkcje, tak inaczej gra perkusja, głos jest zupełnie inny. A propos głos – ilekroć słucham Przezroczystych lwów dziwi mnie, jak bardzo wyróżniony jest tu głos: dominuje całą resztę, wysunięty na przód, zagłusza instrumenty wtedy, gdy się pojawia (zresztą świetnie i dramatycznie brzmiący to fragment:

„Mam tylko kilka chwil / w tym ciele / maluje nazwy jachtom / przez papierowy szablon”).

Może jeszcze wyróżnia się Polska B – głównie dzięki tekstowi i orientalnemu motywowi (to klawisz, bo gitara bardzo ładnie zresztą od tego atrakcyjnego, jarmarcznego motywu się odcina agresywnym solo).

5.

Jeśli o tekstach mowa – Kaźmierczak jest w świetnej formie. To też oczywiście element trwałości stylu, bo to poeta wierny swojemu idiomowi. Ale własny idiom może być dobry i zły, mocny i słaby, skuteczny i nie. Tu akurat jest dobry, mocny i skuteczny (skuteczny i efektowny jako tekst piosenek również).

6.

Koncert premierowy (5.12, MCK, Bydgoszcz) był oryginalny i odważny. Rozumiem, że łatwiej nowemu składowi grać nowe piosenki, ale przecież – gdyby tylko chcieli – graliby i starocie (których zresztą, jak to ma w zwyczaju, publiczność od czasu do czasu się domagała). Ale nie. Twardo zagrali niemal cały materiał z Piosenek kolonistów (publiczność doczekała się chyba tylko dwóch starszych utworów). Świetnie. Znaczy to dużą wiarę w nowy materiał (w tym przypadku ryzykowne to sformułowanie; powiedzmy więc: najnowszy materiał), który zresztą na żywo brzmi świetnie (może oprócz Przezroczystych lwów, które zespół postanowił zacząć delikatnie i powoli dociążać – w wersji płytowej, gdzie rozpoczyna się agresywnie i do końca nie traci impetu zdaje mi się mocniejszy, bardziej wyrazisty, ot, taki, jaki być powinien. Znaczy: doskonały? Niech tak będzie).

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Styczeń 2014 Inne brzegi?