9 Mózg Festival, Bydgoszcz, 7-9.11.2013

Antler Antler Fot. Tomasz Kaźmierski

Dzień pierwszy.

Impreza jak zwykle miała wielowymiarowy charakter. Muzyka – wiadomo – jest najważniejsza, ale oprócz niej były instalacje i performance. Wszystko rozpoczęło się w Domu Mody Drukarnia, w pustym salonie sprzedaży. Tam Zenial i Derubare zaprezentowali coś na kształt wizualno-dźwiękowej instalacji. Muzycznie kręciło się to wokół abstrakcyjnej elektroniki o nieco industrialnym brzmieniu. Po „nieoficjalnym otwarciu”, można było przenieść się na „oficjalne otwarcie” do Miejskiego Centrum Kultury do świetnie brzmiącej sali o dużym szumie własnym. Właściwości sali rewelacyjnie sprawdzają się przy koncertach głośnych, a trochę przeszkadzają, gdy artysta stara się operować ciszą. Na początek Kwartludium. Muzyka współczesna, najnowsza, także improwizowana, świetnie „współgrająca” z wizualizacjami Macieja Walczaka. Kameralnie na scenie zrobiło się podczas występu Aleksandry Lelek (wiolonczela) i Macieja Zimka (akordeon). Mnie urzekły kompozycje Sofii Gubajduliny i Davida Cope’a. Finał pierwszego wieczoru to dość dziwna propozycja Seana Noonana: A Gambler’s Hand String Quartet. Seana pamiętam z gorących koncertów The Hub w klubie Mózg – były świetne, jego gra na perkusji na festiwalu również. Była narracja werbalna i perkusyjna. Kwartet smyczkowy robił co mógł i świetnie to brzmiało w cichych partiach, jednak przy dynamicznych fragmentach ostre bębny i smyczki jakoś mi nie smakowały, jednak po koncercie rozmawiałem z kilkoma osobami, którym występ się bardzo podobał.

Dzień drugi.

Dzień z gwiazdą. Rozpoczęło od świetnego improwizowanego koncertu Rafała Gorzyckiego i Kamila Patera. Zaznaczam, że improwizowanego, bo można było odnieść wrażenie, że wszystko dokładnie zaplanowano. Panowie świetnie się rozumieją i pewnie dlatego improwizują komponując. Brawo! Następnie scenę zaczęli „wietrzyć” koledzy z grupy Ich Bin Nintendo. Noise. Improwizacja. Emocje. Dla niektórych za duże. Wychodzili z sali. Woleli poczekać na gwiazdę w Szpulce, czyli przy barze. Norwegowie to jeszcze młodzi ludzie, ciekawe, dokąd zaprowadzi ich takie spojrzenie na muzykę. Przerwa przed koncertem gwiazdy. Ktoś dostrzega fortepian na scenie. „To nie ma organów?” – ktoś pyta. „Nie ma” – ktoś odpowiada. „Od dwóch albumów” – precyzuje. Panie i Panowie. Na scenie: Medeski, Martin and Wood. Pierwszy utwór świetny, otwarty, abstrakcyjny. Kolejny, też niezły. Jednak z czasem zaczyna wiać nudą. Jest prawie klasycznie, przewidywanie. Może to znów zestawienie zbyt dużych oczekiwań z rzeczywistością? A może jednak pamięć o albumach sprzed 15 lat, bez śledzenia tego co grupa nagrywała ostatnio? Po koncercie wielkie brawa. To dobrze, że się podobało. To dowód na to, że Mózg Festival jest dla ludzi o bardzo różnych gustach.

Dzień trzeci.

Ostatni festiwalowy dzień rozpoczął się koncertem fortepianowo-elektronicznym. Posłuchać można było kompozycji Kazimierza Serockiego, Michała Dobrzyńskiego i Matthew Whittalla. Na fortepianie grał Adam Kośmieja, a elektroniką zajął się Dariusz Kubicki. Kolejny występ to ciekawa propozycja norweskiego tria Antler (na zdjęciu). Jeśli istnieje eksperymentalny pop (oksymoron?), to brzmi właśnie tak jak gra Antler. Głębokie elektroniczne tła, niebanalna gra na perkusji i nieco chimeryczna wokalistka – to świetne połączenie. Gdy na scenie pojawił się Svartvit, muzyk-performer z Holandii, napięcie znacznie wzrosło. Svartvit generował industrialny hałas, mieszany z wrzaskiem, a jego elektryczna piła-instrument zmierzyć się musiała z kawałkiem muru. To był mocny komunikat, krzyk zagubionej i zdezorientowanej jednostki w postindustrialnym… bla bla bla. Koncertem finałowym był występ osobowości. Obok siebie na scenie stanęli Jerzy Mazzoll (klarnety), Sławomir Janicki (kontrabas), Jon Dobie (gitara) z Wielkiej Brytanii, Atilla Dora (saksofony) z Węgier i Shoji Hano (perkusja) z Japonii. Kompulsywna gra na bębnach, gitarowe tła, dialogujące klarnety i saksofony, porządkujący, a zarazem dygresyjny bas – to kwintesencja tego co organizatorzy uważają, za najszczerszy muzyczny wyraz. Mocny, masywny start, niuanse, drobiazgi, krótkie wycieczki i powroty, nagłe napory bębnów i piękny „konający” finał. Gdyby nie ten finał, nie wiedziałbym czy Atilla Dora dobrze czuł się na scenie. Choć koncert w podobnym składzie na festiwalu przed kilkoma laty trochę bardziej mnie wchłonął, to właśnie ten występ oraz propozycje Antlera i Svartvita zapamiętam najdłużej. No i jeszcze gorący show Zion Train, ale to już zupełnie inna historia.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Grudzień 2013 9 Mózg Festival, Bydgoszcz, 7-9.11.2013