Wrocław w pudełku

Igor Boxx Igor Boxx fot. Krzysztof Pawłowski

W sobotę, 19 listopada zakończyła się siódma edycja Mózg Festival. Przez trzy listopadowe dni na scenie Mózgu i Teatru Polskiego w Bydgoszczy zaprezentowali się wybitni przedstawiciele szeroko rozumianej muzyki współczesnej, performerzy i video artyści. Mnie najbardziej poruszył i jednocześnie poraził występ jednego z nich.

Na wstępie muszę zaznaczyć, że nie dane mi było uczestniczyć w większości występów odbywających się w ramach 7th Mózg Festival. Nie, żebym nie chciał, po prostu się nie złożyło. Bardzo żałuję, że nie udało mi się dotrzeć na żaden z festiwalowych koncertów odbywających się w teatrze. W relacjach osób, które spędziły piątek i sobotę w budynku TPB słuchając i oglądając występy tak zacnych artystów, jak Helmut Nadolski, Trevor Watts & Veryan Weston, Steven Bernstein, który zagrał w towarzystwie formacji Sex Mob, The Ames Room, czy bardziej lokalnych składów – EdWood, Ecstasy Project i Bydgoskiej Orkiestry Muzyki Współczesnej najczęściej pojawiały się określenia w stylu: „niesamowite”, „magiczne” i „świeże”. Tym bardziej żałuję, że nie odczułem tego na własnej skórze. Na szczęście udało mi się doświadczyć tego, na co – za przeproszeniem – zgrzewałem się od dawna. Mówię tu o mózgowym koncercie Igora Boxxa i VJ Spectribe’a, który wieńczył drugi dzień festiwalu. Choć przyznać muszę, że słowo „koncert” nie do końca oddaje to, co wydarzyło się w nocy z piątku na sobotę w Mózgu. No ale po kolei…

Opowiadając o tym niesamowitym występie znajomym zauważyłem, że niewielu z nich wie, kim w ogóle jest Igor Boxx. Jeśli i Wy nie wiecie – wyjaśniam. Igor Pudło, bo tak naprawdę nazywa się ten wrocławski artysta, jest połową duetu Skalpel, o którym większość z Was już pewnie co nieco słyszała. Pod tym właśnie szyldem Igor razem z Marcinem Cichym nagrał dwie znakomite płyty – Skalpel (2004) i Konfusion (2005) – wydane nakładem legendarnej londyńskiej wytwórni Ninja Tune. Dla większości miłośników nowoczesnej elektroniki już sama ta nazwa zdaje się być wystarczającą rekomendacją. Tym bardziej powinni sięgnąć po solowy krążek Igora Breslau wydany w roku 2010 nakładem Barcode Records na ekskluzywnej licencji tejże właśnie wytwórni. Od wielu miesięcy to dwupłytowe wydawnictwo znajduje się na samym szczycie mej muzycznej półki z płytami, jednak ograniczenie się wyłącznie do słuchania zarejestrowanych na niej dźwięków okazało się (opisywanej nocy właśnie) wyłącznie przystawką w tej muzycznej uczcie. Breslau nie jest bowiem zwyczajną płytą. To projekt audio-wizualny w pełnym tych słów znaczeniu. Od blisko dwóch lat Igor Boxx do spółki z Vj’em Spectribe jeżdżą z nim po całej Polsce rzucając słuchaczy (i widzów) na kolana. W sobotnio-niedzielną noc rzucili na nie bydgoszczan. No dobra, może nie wszystkich ale mnie, moją żonę (i kilkoro znajomych) na pewno. Trudno opisać słowami to, co obaj panowie zaprezentowali, zarzekłem się jednak, że to zrobię, więc spróbuję…

Wyobraźcie sobie ciężką, połamaną elektronikę generowaną z komputera, instrumentu perkusyjnego, samplera i adaptera. Muzykę tak głęboką, wielowarstwową i przeszywającą każdą część Waszego ciała tak dogłębnie, że słuchając jej macie wrażenie, że każda komórka Waszego bytu fizycznego zaczyna wibrować coraz szybciej, chcąc wyrwać się z ram tak zwanego człowieczeństwa. Macie ochotę, połamać się, potańczyć? No właśnie, ja też miałem. Początkowo przysłuchiwałem się temu siedząc, ale nie dotrwałem w tej pozycji nawet do drugiego numeru. Musiałem wstać, uwolnić energię. Tu jednak pojawił się pewien „problem”. Otóż tym – wiem, że nie dla wszystkich, ale mimo to – tanecznym dźwiękom towarzyszyły wizualizacje. Jednak nie takie, jakie zazwyczaj widuje się na klubowych imprezach. Nic z tych rzeczy. Otóż generalnym założeniem projektu Breslau jest opowiedzenie historii (choć może bardziej odpowiednim słowem byłaby tu „fantazja”) powojennego Wrocławia najechanego w ’45 roku przez Armię Czerwoną. I tak na wielkim ekranie widzimy „wariacje” na temat okrucieństw z tym związanych – biednych, zahukanych i wygłodzonych wrocławian, maszerujących czerwonoarmistów, rozstrzeliwane dzieci, propagandowe tuby. Nie brakuje też odniesień do wcześniejszych wydarzeń – zrzucających bomby samolotów w trakcie nalotu, wymachującego prawą ręką w wymownym geście Hitlera i odwzajemniających tenże gest żołnierzy, i dzieci. I wierzcie mi, że w połączeniu z tą niezwykłą, przeszywającą muzyką dało to wrażenie piorunujące, czy wręcz porażające. Po raz pierwszy w życiu doświadczyłem tak skrajnego, wewnętrznego paradoksu. Z jednej strony mój zmysł słuchu popychał me ciało do tańca, z drugiej zaś oczy przekazywały do mózgu tak groteskowe sygnały, obrazy, które unieruchamiały resztę. Do dziś jestem oszołomiony tym, co tej nocy przeżyłem. Do dziś nie mogę się otrząsnąć po tej swoistej, muzycznej podróży w przeszłość. Przeszłość, która przecież nie dotyczy mnie bezpośrednio, a jednak przez te blisko dwie godziny wydała mi się tak dziwnie znajoma. Wiem, że Breslau Igora Boxxa to nie pierwszy i z pewnością nie ostatni historyczny projekt muzyczny w naszym kraju. Wiem również, że żaden z tych, których wcześniej byłem świadkiem z tym jednym równać się nie może. Tym bardziej dziękuję organizatorom Mózg Festivalu za to, że dali mi szansę doświadczenia tego na własnej skórze. Wiem, że nie prędko jakikolwiek koncert znów mnie tak poruszy.

Na koniec chciałem też podziękować gościowi, który stał za mną przez większość koncertu. Mniej więcej w jego połowie, w momencie, w którym oszołomiony tym co widzę i słyszę, próbując poskładać to wszystko do kupy bez pardonu wyszeptał za moimi plecami do swego kompana „ale ch… te wizuale”. Dziękuję Ci stary – sprawiłeś, że znów uwierzyłem w siebie i poczułem się jak ktoś zupełnie wyjątkowy…

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Grudzień 2011 Wrocław w pudełku