Derwid – skrywane oblicze Witolda Lutosławskiego: Wykonane, niewykonywane

Witold Lutosławski, Warszawa 1960. Witold Lutosławski, Warszawa 1960. Fot. Andrzej Zborski, dzięki uprzejmości Polskiego Centrum Informacji Muzycznej POLMIC

Witold Lutosławski dystansował się od wielu poczynań wczesnego etapu swej twórczości. Zważywszy, do jak ważnych dla historii muzyki osiągnięć doszedł po wypracowaniu swego dojrzałego języka dźwiękowego i formalnego, nie można się dziwić, iż większość swej spuścizny sprzed Pięciu pieśni do słów Iłłakowiczówny i Gier weneckich uznawał za artystycznie niedojrzałe. Jeszcze dalej posuwał się w ocenie swych działań niewpisujących się w jego oficjalną tekę kompozytorską. Traktował je jako zło konieczne, sposób na zarobek w trudnych czasach. Świadom wielkości swojego dzieła głównego miał prawo marginalizować tak poboczny nurt. My jednak, po latach odnajdując pisane pod pseudonimem Derwid walczyki, foxtroty i tanga, nie możemy im odmówić należnego miejsca w historii polskiej muzyki rozrywkowej. Nie ustępują one poziomem żadnym pisanym ówcześnie formom piosenkarskim, a kompozytor podczas ich tworzenia nie chciał – lub nie potrafił? – pozwolić sobie na żadną taryfę ulgową względem wyszukania melodycznego czy harmonicznego języka. Z jednej zatem strony – podobnie jak w wypadku Lacrimosy na gruncie twórczości „poważnej” – mamy do czynienia z utworami często zbytnio naznaczonymi jakąś idée fixe, by mogły zyskać status powszechnie dostępnych dla współczesnych wykonawców, z drugiej – niezmiennie nobilitującą dla muzyka jest świadomość, iż wykonuje piosenkę pisaną ręką samego Witolda Lutosławskiego. To zobowiązuje i czyni wysiłek włożony w odczytanie autorskiego tekstu wartym zachodu.

Potwierdzeniem stopnia trudności piosenek Derwida jest wypowiedź Reginy Bielskiej, wybitnej polskiej piosenkarki (z Gdańska), która należała do czołowych postaci świata muzyki rozrywkowej przełomu lat 50/60.

Regina Bielska nieprzypadkowo nagrała piosenkę Czarownica, która należy do najtrudniejszych, napisanych przez Derwida. Podczas niedawnej, prywatnej rozmowy, powiedziała: „Czarownica nie była napisana dla mnie. KTOŚ sobie nie poradził ze strukturą melodyczną, stroną rytmiczną piosenki i Polskie Nagrania wytypowały mnie do zarejestrowania na płycie utworu. Pojawiłam się w studiu nagrań bez możliwości wcześniejszego ustalenia tonacji, charakteru, tempa. Znakomity zespół instrumentalny prowadzony był przez wielką gwiazdę muzyki rozrywkowej tamtych lat – Charlesa Bovery. Musiałam „wpasować” się w jego zamysł i całą koncepcję piosenki. Było to wielkie wyzwanie, ale powiodło się. Dzisiaj nie byłoby to takie proste dla piosenkarza, który nie posiada warsztatu wokalnego. Cała muzyka pop oparta jest przede wszystkim na rytmie, nie ma tam harmonii, nie słyszy się melodii, jest tylko chropawy, krzykliwy głos, pokazanie złości, nienawiści do wszystkiego, to nie ta epoka, co kiedyś… To, co napisał Derwid, przekracza ich możliwości… Lutosławski był wielkim kompozytorem tzw. „muzyki poważnej”, ale piosenki, które napisał ukrywając się pod pseudonimem Derwid, są moim zdaniem potwierdzeniem jego genialnej inwencji twórczej. Cóż robili kompozytorzy minionych epok? Również pisali tzw. „muzykę użytkową”. To, co dzisiaj słuchamy z nabożeństwem, było wówczas muzyką rozrywkową na tamte czasy. Sięgajmy, więc śmiało po piosenki Derwida i cieszmy się, że napisał je wielki Witold Lutosławski. Jego piosenki są znakomitym dopełnieniem jego wszechstronności, jako kompozytora.”

(Wypowiedź Reginy Bielskiej zarejestrowana podczas prywatnego spotkania w Gdańsku, dnia 27 kwietnia 2009 roku.)

c.d.n.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Listopad 2013 Derwid – skrywane oblicze Witolda Lutosławskiego: Wykonane, niewykonywane