Historia niezwykła

Widok na domek i drogę nad kanałem Widok na domek i drogę nad kanałem

Z panią Joanną Papuzińską miałam zaszczyt spotkać się kilkakrotnie. To osoba niezwykła. Niezapomniana – w literaturze i w rozmowie. Jej skromność dorównuje wielkością talentowi i osiągnięciom. Profesor zwyczajny UW, autorka licznych prac teoretycznych z zakresu czytelnictwa, bibliotekoznawstwa i literatury dla dzieci. Poetka i prozaik. Znana nam głównie z twórczości dla dzieci, literatury mądrej i zabawnej, czytanej bez przymusu i znudzenia. Jej książki, niepodobne do innych, pamiętane i przechowywane (Nasza mama czarodziejka, Tygryski, Czarna jama, Wędrowcy, Darowane kreski, Agnieszka opowiada bajkę, Asiunia), wychowują i wychowywać będą kolejne pokolenia Polaków. 

Nasze ostatnie spotkanie w zaciszu przytulnej kawiarenki przy ulicy Dworcowej to nie tylko rozmowy o literaturze czy pasjach. Zaowocowało ono czymś ważnym, żywotnym – wspomnieniami o Rowcu, tajemniczej szczęśliwej krainie istniejącej przed wojną, gdzieś... nad Kanałem Bydgoskim.

Zamieszkiwała tam, przez okres kilku lat, rodzina Wędrychowskich, babcia i dziadek autorki, do których to na okres wakacji licznie zjeżdżali wnukowie.

Rowiec to nie literacka fikcja

Z Urzędu Gminy Białe Błota pozyskałam informacje: ROWIEC była to wieś nad Kanałem Noteckim położona w zachodniej części gminy. Obecnie jej teren stanowi administracyjną część wsi Murowaniec. Zwyczajowo malownicze tereny nadnoteckie w tym rejonie mieszkańcy nadal nazywają „Rowcem”. Nazwa starej osady została jednak zachowana jako ulica Rowiec, będąca przedłużeniem ulicy Szerokiej w Drzewcach.

Sama autorka nigdy w Rowcu nie była. Znała go jedynie z babcinych opowieści snutych wieczorami zamiast bajek na dobranoc. Były oderwaniem od okrutnej wojennej rzeczywistości. Dawały poczucie bezpieczeństwa i wiary w lepsze jutro. Stanowiły wizję jakiegoś nieznanego, pięknego, ze snów wyjętego świata. Z biegiem lat wspomnienia o Rowcu ożyły i szczęśliwie znalazły miejsce w autobiograficznej opowieści Darowane kreski. Szczęśliwie, gdyż dla nas książka może stanowić obfite źródło wiedzy o regionie i jego tradycji. Zresztą dzieło wyróżnione Międzynarodową Nagrodą Literacką im. Janusza Korczaka hołduje wartościom rodzinnym w sposób niecodzienny, poruszający, musi więc pozostać żywe w świadomości i sercach mieszkańców Bydgoszczy i okolic.

Joanna Papuzińska pisze:
„Najpiękniejsze zaś były opowiadania o Rowcu, niezwykłej krainie szczęśliwości, gdzie babcia mieszkała przed wojną razem z dziadkiem, który wtedy żył jeszcze. Tam w Rowcu był kanał, po którym pływały „berlinki”, taki rodzaj statków, wnuczkowie przyjeżdżali na wakacje i biegali po ogrodzie i żył najmilszy pies, Perełka, mądra „jak człowiek…”

Minęły lata, Rowca już nie ma. Pozostały emocje, gorące wspomnienia, ludzie pielęgnujący historię i fotografie potwierdzające fakty. I poczucie, że gdzieś tam zastygł fragment opowieści o naszym regionie – opowieści, w którą warto wejrzeć głębiej i pochwycić jej ulotne tchnienie, by nie umknęło z biegiem czasu. Być może historia ta jeszcze nie dobiegła końca. Być może to właśnie my, bydgoszczanie, wyostrzymy zmysły, by rozpoznać osoby, budynki zaklęte we wspomnienia o Rowcu.

Może historia ta zachęci do poszukiwań nieodnalezionych jeszcze kart tej opowieści? Byłoby to hołd oddany autorce i podziękowanie, że ożywiła przeszłość.

Joanna Papuzińska: wspomnienia o Rowcu

Nigdy nie byłam w Rowcu i nawet nie za dobrze wiem gdzie go szukać. Jest on dla mnie przestrzenią mityczną, legendarną znaną tylko z rodzinnej tradycji oralnej, jak można by powiedzieć. Rajską krainą, która istniała przed moim urodzeniem i przed nim zniknęła, a z nią zniknęły inne „przed” takie jak przed wojną i przed śmiercią dziadka. Więc nie można było jej odwiedzić, przebywać w niej ani zamieszkać.

Została za to zapisana w mojej pięcio, sześcioletniej głowie i po dziś dzień ma w niej swoje miejsce. Stało się to w ostatnich, bezdomnych i sierocych miesiącach wojny, kiedy opiekowała się nami babcia. Wśród bajek i piosenek, którymi nas raczyła, najbardziej lubiliśmy opowiadania o Rowcu, domku nad kanałem. Chyba dlatego, że były zarazem takie prawdziwe i takie odmienne od naszej przeżywanej wtedy codzienności. Tam w Rowcu, babcia spędziła swoje ostatnie szczęśliwe miesiące życia, w wynajętym domku z ogrodem, w dostatku, bezpieczeństwie i miłości. Dla babci Rowiec był pięknym wspomnieniem, a dla nas wizją innego świata. Im bardziej rzeczywistość doświadczana przez nas, wojenne dzieci, była głodna, chłodna i brudna, tym bardziej rosła, jaśniała i świeciła legenda Rowca.

Potwierdzeniem jej prawdziwości były zmaltretowane, ale jakoś ocalone fotografie, w które godzinami można było patrzeć.

Tych pięciu chłopców w nieskazitelnie białych ubrankach i białych czapeczkach, stojących w zieleni na zalanym słońcem skrawku ogrodu. W tym miejscu panuje wieczne lato, ale łagodne, bez męczących skwarów, pełne przyjaznych cieni. Nakryty białym obrusem stół na powietrzu, pod murowaną ścianą budynku. Przy nim siedzą babcia i dziadek, jacyś jeszcze nieznani albo niezapamiętani ludzie, jakieś dziecko... Ale najważniejszy jest stół i ten biały obrus zastawiony czymś czego nie można rozpoznać, a jakże to pobudza wyobraźnię, na pewno jakieś pyszności.

Wiem, że za chwilę babcia zawoła do służącej:
Marto, zrób nam herbaty!
Ale, proszę pani, właśnie dolałam! – odkrzyknie Marta.

To znaczyło, jak wyjaśniała babcia, że Marta uzupełniła zawartość czajnika świeżą wodą i teraz trzeba czekać – dość długo – aż czajnik się zagotuje. Tak właśnie Marta odpowiadała zazwyczaj i to było bardzo śmieszne.

Oprócz obrazów i całych scen z niewiarygodną precyzją zapisały się, a nawet rzec by można wyryły w dziecinnej pamięci imiona i nazwy własne: Kanał Bydgoski – Jasieniec (Jasiniec) – Białe Błota; nieznane i niesłyszane nigdy przedtem ani potem słowo „berlinki”; Marta – imię służącej (nazwisko – chyba Dworzakówna).

Wiele razy bezskutecznie szukałam nazwy Rowiec na mapach samochodowych i w spisach miejscowości. Z czasem byłam skłonna wątpić w jego istnienie. Może nie było go wcale, urodził się tylko w mojej wyobraźni? To akurat mogłam zweryfikować, dzięki pamięci moich starszych braci. Oni nie tylko wiedzieli o Rowcu, oni nawet w nim BYLI. Jednak nie na wiele się to zdało, ich pamięć wypełniona była innymi rzeczami i wreszcie oni nie słuchali OPOWIEŚCI. Opowieści babci, wielokrotnie mi powtarzanej, która była scenariuszem tego filmu, tak mocno nagranego w pamięci. Zaczęło mi po latach przychodzić do głowy, że może opowieść babci nie była tak całkiem prawdziwa? Może babcia ulepiła ją z różnych letniskowych historii w jedną całość, żeby nie plątać dzieciom w głowie i nazwała ją „Rowiec”, bo to taki ładny tytuł i dobrze brzmiący?

Czy to tam, w Rowcu, wołało się „przewozu!” i wtedy nadpływała łódka i można było przeprawić się na drugi brzeg wody? Czy też wspomnienie to pochodzi z jakiejś innej historii?

Inne pamiętne zdanie, jakby z jakiejś powieści wyjęte, brzmiało: „Posłać konie na stację” (po kogoś kto przyjeżdżał z wizytą). Miało tyle możliwych znaczeń i nigdy nie przyszło mi do głowy zapytać babcię, co znaczyło dokładnie, tylko gubiłam się w rozkosznych domysłach.

Tak więc Rowiec przez lata całe był moją wirtualną „okolicą dzieciństwa”, splecioną z opowiadań, dziecinnych pragnień i zmyśleń.

Dopiero nie tak dawno odwiedzałam w Bydgoszczy panią Jolę Niwińską, niezwykłą osobę, która uwalnia książki i jakimś szczególnym trafem w jej miłej obecności uwolniły się też moje dawne wspomnienia o Rowcu. Dzięki pomocy topograficznej pani Joli i innych obecnych osób udało mi się wyłowić pewne konkrety.

Próbując jakoś wydobyć z pamięci rodzinnej rzeczywiste realia bytności w Rowcu, trzeba usytuować ten pobyt na lata najprawdopodobniej 1934-1936 lub 1935-1937. Właściwie słuszniej chyba byłoby powiedzieć „pobyty” ponieważ jak się dowiaduję, musiały to być trzy wakacyjne sezony. Ale dziadkowie tam mieszkali na stałe, przez około 3 lata.

Kanał nazywał się Górnonotecki, obok szła droga i konie ciągnęły berlinki. Można było usiąść na bramie ogrodzenia i godzinami patrzeć na te berlinki. Rowiec był między śluzą w Łochowie, a śluzą w Lisim Ogonie.

W każdym razie udało się „wyguglować” Rowiec w internecie. Nie jest on miejscowością, ma obecnie rangę ulicy nad kanałem w miejscowości Białe Błota, a wszystko razem jak na dzisiejsze czasy jest nadzwyczaj blisko Bydgoszczy, po prostu o rzut beretem!

Może kiedyś uda mi się nawet tam pojechać, zobaczyć czy ceglany domek przy drodze jeszcze stoi? A może właśnie nie warto?

Może ta niezwykła Arkadia powinna pozostać tam, gdzie dotąd miała swe miejsce – w sercu i na fotografii?

Joanna Papuzińska

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Listopad 2013 Historia niezwykła