Tu wciąż działa magia

Katarzyna Jaworska i Jiri Menzel na Tofifest. Katarzyna Jaworska i Jiri Menzel na Tofifest. Fot. Wojciech Szabelski

Z Katarzyną Jaworską dyrektorką festiwalu Tofifest rozmawia Szymon Andrzejewski.


Po co robi się festiwal filmowy?
Festiwal filmowy i jak podejrzewam każdy inny robi się dla ludzi i by mieć możliwości zarażenia ich swoją pasją. Festiwal ma możliwość kreowania gustów widzów, proponuje selekcję tych tytułów, które organizatorzy festiwalu chcą zaproponować widzom.

Legalne serwisy filmowe proponują setki filmów z tak zwanej „wyższej półki” artystycznej. Jak zamierzacie przyciągnąć widzów do kina?
Zarówno serwisy legalne, jak i nielegalne pękają w szwach jeśli chodzi o ilość tytułów, które można obejrzeć. Rozwój technologiczny kina dał możliwość oglądania filmów nawet w czasie rzeczywistym (np. kiedy seans odbywa się w telewizji, my w internecie możemy również go obejrzeć). Pójście do kina jednak to zupełnie coś innego. Musimy przeprowadzić wybór, na jaki film chcemy się wybrać, do którego kina pójdziemy – najczęściej wybieramy nasze ulubione, wreszcie mamy możliwość miłego i innego spędzenia czasu aniżeli siedzenie w domowych pieleszach. Bo nic nie jest w stanie zastąpić wyjątkowych wrażeń seansu w kameralnym kinie. Tu wciąż działa magia X Muzy, jest ciemno, panuje cisza i nic ani nikt nie przeszkadza nam w naszej filmowej podróży.

Tofifest to twoje dziecko. Jak ten festiwal wpływa na lokalne środowisko filmowe? Czy pomaga w animowaniu, kreowaniu i rozwoju lokalnych filmowców?
Aktywizacja regionalnego środowiska filmowego od zawsze była naszym celem. Stąd już od pierwszej edycji zaprogramowaliśmy specjalne pasmo zatytułowane LOKALIZACJE, w ramach którego pokazywaliśmy filmy regionalnych twórców.
Dziś, kiedy odbędzie się już jedenasta edycja festiwalu, rozpoczynamy nowy etap naszej pracy na rzecz rozwoju środowiska filmowego regionu – powołujemy konkurs filmowy, w którym właśnie filmy naszych rodzimych, lokalnych twórców będą ze sobą rywalizowały o główną nagrodę. Będzie to o tyle ciekawe, że niejednokrotnie twórcy tych filmów doskonale są ze sobą zaprzyjaźnieni, ba, nawet wspólnie tworzyli swe filmy, tymczasem tu przyjdzie im zmierzyć się między sobą, poczuć ten dreszczyk emocji konkursowych, no i zostać ocenionym przez niezależne jury.

Czyli chcecie wprowadzić trochę fermentu w lokalne środowisko filmowe?
Tofifest od zawsze był o fermencie w myśleniu i fermencie twórczym więc… tak chcemy potrząsnąć trochę naszymi filmowcami, ale bez jakiegoś wkładania kija w mrowisko. Potrząsnąć nimi i zestawić ich twórczo.

Czy festiwal będzie się rozwijał w kierunku multimedialności? Czy będzie się poszerzał o inne dziedziny sztuki korzystając z faktu, że kino – jak żadna inna sztuka – jest takie synkretyczne?
Kino rzeczywiście skupia w sobie wszystkie dziedziny sztuki po trochu, żywi się nimi i efektywnie wykorzystuje w filmowej tkance. Kino jest samowystarczalne i dla siebie, i dla mnie. Co nie zmienia jednak faktu, że od dawna marzy mi się rozbudowanie sceny muzycznej, stworzenie silnej i dynamicznej platformy muzycznej, która grałaby w rytm naszych filmów. Niestety jest to wciąż pieśń przyszłości ze względu na brak środków na realizacje takiego dodatkowego projektu. Należy jednak pamiętać, że robimy festiwal filmowy, międzynarodowy i bardzo prestiżowy, i mimo że wielkich koncertów nie organizujemy, to ta muzyka w duszy nam gra, czego odzwierciedleniem co roku jest pasmo wydarzeń muzycznych na festiwalu.

Oglądasz na pewno mnóstwo filmów. Czy potrafisz jeszcze zapomnieć się w filmie? Nie myśleć o kącie ustawienia kamery, o wykorzystaniu światła, odpuścić sobie zawodowe podejście do filmu?
Jak się uprawia jakiś zawód, to trudno o nim zapomnieć. Ilość filmów, którą już obejrzałam i nadal oglądam jest tak wielka, że gdybym ją podała i tak nikt by mi nie uwierzył. Pojawił się u mnie, niestety, ten niefajny nawyk, że potrafię szybko ocenić dany film. Nawet jeśli oglądam jakiś obraz bardzo krótko, to po piętnastu czy dwudziestu minutach wiem, czy jest wart uwagi, czy nie. Oceniam na podstawie zarówno merytoryki, jak i strony technicznej. Moja selekcja zatem jest bardzo restrykcyjna, gdyż mam już silnie zakorzenione schorzenie zawodowe oceniania. Z drugiej strony uwielbiam filmy, które potrafią tak mną pokierować, że w sposób zupełnie spontaniczny i naturalny wchodzę w ich świat i nie mam czasu na analizę, bo sam film mnie pożera. Takie chwilę są na wagę złota, szaleję za nimi.

Ostatnio mam wrażenie, że nowa fala polskich reżyserów (Szumowska, Rosłaniec na przykład) tworzy filmy festiwalowe. Ślizgające się tematycznie po powierzchni tego, co akurat modne i mające na celu jedynie wygrywanie festiwali właśnie…
Rzeczywiście powstało zjawisko filmów festiwalowych. W dużej mierze dotyczy ono jednak tytułów europejskich. Częstokroć wielkie reżyserskie nazwiska, które wygrywają Cannes, nie gromadzą widzów w kinach, z kolei na festiwalach publiczność tłumnie na nie przychodzi. To zjawisko coraz częściej spotykane i jest chyba znakiem naszych czasów. Kiedyś dzieliliśmy kino stricte według gatunków, a potem treści (artystycznych, komercyjnych, czyli zwyczajnie niezbyt mądrych). Dziś idziemy w stronę podziałów wywodzących się z finansowych uwarunkowań, czyli czy film się „sprzedał” mówiąc niezbyt elegancko. Polskie filmy na festiwalach za granicą odnoszą sukcesy i to jest fantastyczne. Ciekawe jest to, co wciąż jednak pokutuje w świadomości rodzimej publiczności, że te filmy, które przez zagranicznych krytyków, od Hollywood do Berlina, są uznawane za interesujące czy odkrywcze zazwyczaj spotykają się z krytyką w Polsce. Znakomitym przykładem są filmy Kaśki Rosłaniec. Dziewczyny, która przebojem wdarła się na zagraniczne festiwale, której oba filmy uzyskały wysokie wyniki sprzedaży w polskich kina, którą uznaną za nową i świeżą twarz polskiego kina, a którą w Polsce krytycy i większa część branży filmowej zwyczajnie zbeształa ze wszystkich stron. Czyż to nie fascynujące? Kiedy oglądam polskie filmy na zagranicznych festiwalach, one są po prostu inne. Wówczas bezpośrednio stykam się z opiniami widzów, krytyków i całej zagranicznej branży filmowej. Dzięki temu, że miałam tę możliwość niejednokrotnie, odkryłam polskie kino na nowo. Mamy znakomitych polskich reżyserów, którzy stworzyli własny język filmowy. Niestety za granicą nie istnieją poruszane przez nich tematy; ich sposób prowadzenia filmu jest zbyt hermetyczny. U nas szaleństwo, tam cisza. I są reżyserzy, a raczej reżyserki (Szumowska, Rosłaniec), które w Polsce niedoceniane, umieją zawojować świat. Doceńmy je, nie narzekajmy. Może to w nas jest błąd, a nie w nich. Może pole naszego widzenia rzeczywiście jest na tyle hermetyczne, że nowy i inny język filmowy jest dla nas nie do zniesienia. Ja dziś mogę powiedzieć, że w pełni uznaję nie tylko dokonania obu reżyserek, ale i boleję nad faktem przysłowiowego „układu zamkniętego” artystycznej, filmowej mentalności polskiego kina. Brakuje uniwersalności, a to największa wada jaką kinematografia może mieć.

Wróćmy do Tofifestu. Czy (abstrahując od możliwości finansowych, technicznych czy organizacyjnych) nie byłoby dobrze gdyby festiwal trwał w różnych sferach działalności kulturalnej przez cały rok i prowadził do filmowej kulminacji?
Tofifest jest festiwalem filmowym. Nasza działalność uzupełnia program wystawami, koncertami jednak wszystko kręciło się, kręci i będzie kręcić wokół kina. Od lat prowadzimy nowatorski program edukacji filmowej. I naszym zamiarem było, by program warsztatów mógł odbywać się przez cały rok, a nie tylko w czasie festiwalu. I właśnie w tym roku wreszcie udało nam się nasze cele przekuć w rzeczywistość i zrealizować „Filmogranie” – filmowe warsztaty dla dzieciaków w pięciu ośrodkach miejskich naszego regionu.

Co stanowi o wyjątkowości Tofifestu?
Tofifest ma bardzo silną myśl przewodnią – prezentację niepokornego, nietendencyjnego i odkrywczego kina. I to go wyróżnia. Nie boimy się prezentować zaskakujących zjawisk filmowych, o których krytyka zapomina (jak pasma filmów Blaxploitation czy spaghetti westernów), nie snobujemy się na kino tylko dlatego, że chodzenie do kina stało się obecnie bardzo trendy w niektórych artystycznych środowiskach. My kino zwyczajnie kochamy i pokazujemy najciekawsze i często nieznane jego oblicza. Kino od zawsze jest dla nas najważniejsze i bez niego nie funkcjonujemy. Jesteśmy tradycyjnymi kinomanami. Tofifest jest przez to szczery i taki pozostanie.

Czy jakiś film rzucił Cię ostatnio na kolana?
Ten rok jest obfity filmowo. Na festiwal zgłosiło się ponad 2500 filmów z całego świata. Jako programerka pasma konkursowego On Air prezentującego pierwsze i drugie filmy reżyserów, mogę przyznać, że filmy, które wybrałam zaskoczyły mnie i zaciekawiły. Mój ostateczny wybór jest dość przekorny, gdyż wachlarz tematów jest szeroki, ale to rzeczywiście są te tytuły, które w tym roku w jakiś sposób mnie poruszyły. Przedstawimy trzynaście filmów i wszystkie z nich, w pewnym sensie, rzuciły mnie na kolana

Płaczesz na filmach?
Tak. Sztuka powinna wzruszać, a ta dobra najbardziej.


Tofifest 2013 zaczyna się 21 października. Szczegóły programu na stronie www.tofifest.pl.


Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Październik 2013 Tu wciąż działa magia