Horror w pałacu

Monika Grabarek rozmawia z Markiem Piestrakiem i uczestnikami warsztatów filmowych w Ostromecku.


Czy można sobie wyobrazić lepszą scenerię dla filmu grozy niż wnętrza starego pałacu, kręte korytarze, tajemnicze piwnice, ciemny strych? Całość wymarzonej scenografii dopełnia wielki park, który okala oba pałace w Ostromecku. Takiego szczęścia nie spodziewali się uczestnicy kolejnych warsztatów filmowych zorganizowanych przez Bydgoską Kronikę Filmową. W tym roku zjechało do zespołu pałacowo-parkowego piętnaście osób z całej Polski. Różnili się wiekiem, wykształceniem, jedni byli z Warszawy inni z niewielkiego Helu, ale wszystkich łączyła wspólna pasja – film.

Każdego dnia odbywały się wykłady i prelekcje na temat warsztatu scenopisarskiego i operatorskiego, a wieczorami oglądaliśmy klasyki gatunku, by wprowadzić młodych adeptów sztuki filmowej w odpowiedni nastrój. Nad warsztatem filmowym czuwał znakomity reżyser Leszek Dawid oraz dokumentaliści Cuske i Sauter. Niekwestionowaną gwiazdą tego pleneru filmowego był Marek Pietrasik. Kinomani, którzy mają trochę więcej niż dwadzieścia lat, doskonale pamiętają kultową Wilczycę, a także Powrót Wilczycy. Myślę, że również nie trzeba im przypominać Klątwy doliny węży. Pan Marek oczywiście okazał się kopalnią wiedzy o filmie, niesamowitym anegdotom z planów zdjęciowych nie było końca. Zachłannie domagaliśmy się opowieści z planu zdjęciowego klasyki gatunku – Dziecka Rosmary Polańskiego, wszak nie każdy wie, że Marek Piestrak był stażystą na planie zdjęciowym, zaraz po ukończonej filmówce. Wszystkim uczestnikom pleneru z pewnością na długo pozostanie w pamięci specjalny pokaz dyplomowego filmu Piestraka oraz wieczór autorski, który odbył się zaraz po projekcji. Widzieliśmy Śledztwo, kryminał na podstawie opowiadania Stanisława Lema. Mistrz okazał się świetnym pedagogiem, miał doskonały kontakt z młodzieżą, chętnie udzielał porad i fachowych uwag. Zagrał nawet w dwóch, spośród trzech filmów, które powstały podczas warsztatów. Oto, co artysta miał do powiedzenia tuż przed swoim wyjazdem z Ostromecka:

Plany filmowe skończyły się nad ranem, wystąpiłeś u dwóch różnych ekip, bardzo Cię nasza młodzież wymęczyła?
Marek Piestrak: Tak zdjęcia zakończyły się bardzo późno, była to dla mnie na zakończenie warsztatów solidna praca. W jednej ekipie zagrałem reżysera, który wrzeszczy na aktorkę, a w drugim mrocznego, upiornego taksówkarza.

Mimo dużego zmęczenia chyba z przyjemnością popracowałeś z uczestnikami?
Marek Piestrak: Oczywiście! Młodzież jest bardzo przejęta, wszyscy są bardzo zaangażowani i bardzo się starają. Chcą jak najlepiej zagrać, bardzo doceniam ich zapał. Powstały prawie profesjonalne ekipy.

Podczas swojego pobytu w Ostromecku dużo przebywałeś z warsztatowiczami, aktywnie brałeś udział w zajęciach, jak oceniasz ich kreatywność, sposób myślenia o filmie?
Marek Piestrak: Zebrała się tu bardzo fajna grupa młodych ludzi. Mają w sobie ogromny zapał, niektórzy już próbowali dostać się do filmówki, mimo niepowodzeń będą startować dalej, są tu także ludzie zainteresowani wyłącznie pisaniem scenariuszy, dwie dziewczyny chcą zostać aktorkami. Są też tacy, którzy są zupełnie początkujący. Czuje się, że kino jest dla nich ważne, że chcą je robić.

Od razu było widać, że złapałeś z nimi świetny kontakt, chętnie pracujesz z młodymi ludźmi i dzielisz się swoją wiedzą i ogromnym doświadczeniem?
Marek Piestrak: Bardzo chętnie, kilkakrotnie prowadziłem zajęcia w szkołach filmowych, których jest teraz bardzo dużo, biorę udział w warsztatach, plenerach, ale nie jest to moje stałe zajęcie nie jestem zawodowym nauczycielem.

Podczas Twojego wieczoru autorskiego była mowa o kinie gatunkowym w Polsce, dlaczego Twoim zdaniem jest z nim taki problem? Jest lekceważone przez krytyków, ale odbiorców takich filmów jednak nie brakuje.
Marek Piestrak: Film od swojego zarania uprawiał różne gatunki i nurty, było kino społeczne, zaangażowane, przygodowe, historyczne, horrory, jest przecież gatunek artystycznego horroru, trzeba pamiętać o ekspresjonizmie niemieckim. Tak naprawdę lekceważenie tego gatunku wynika z małej wiedzy o nim. I małej miłości do filmu wielu krytyków. Tak to jest u nas, że największym szacunkiem krytyków cieszą się filmy poruszające ważne kwestie moralne, filozoficzne, ale przecież jedno nie wyklucza drugiego. To jest absolutnie moje zdanie. Na całym świecie nikt nie wstydzi się kina gatunkowego, tylko u nas jest z tym problem.

Bardzo mnie się podobało jak zacytowałeś Polańskiego. Polański powiedział kiedyś, że w dzieciństwie chciał być piratem, więc zrobił film o piratach, a pamiętamy, jak zmiażdżyła go krytyka.
Marek Piestrak: Spełnił swoje dziecięce marzenie. Bo kino właśnie od tego jest, by spełniać marzenia! Wszyscy filmowcy w duchu tak naprawdę pozostają dziećmi i gonią za marzeniami. Dlatego tak kochamy filmy, bo przenoszą nas w inne światy, kino również ma być zabawą. Ma choć na chwilę uszczęśliwiać ludzi.


 

Młodzież nie marnowała podczas pleneru ani chwili; podczas przerw miedzy zajęciami, a potem w trakcie realizacji swoich projektów rozmawiali tylko o filmach, dopytywali, dzielili się swoimi przemyśleniami, naprawdę ciężko pracowali. Na zakończenie podzielili się swoimi refleksjami.

Krzysztof Walecki: Uwielbiam horror, więc do zgłoszenia się na warsztaty temat przekonał mnie ostatecznie, ale gdyby to był Melodramat w pałacu, też bym się zgłosił. To doskonała okazja, by popracować pod okiem świetnych fachowców, poznać nowych ludzi, to następne doświadczenie. Szansa, by cos fajnego zrobić. To była trudna praca, bo horror jest bardzo wymagającym gatunkiem. Ja zajmuję się również pisaniem scenariuszy i wiem, jak trudno o dobrą historię, która będzie miała odpowiedni klimat grozy, napięcie, zwrot akcji, dlatego tak mało ich powstaje.

Patrycja: Moja przygoda z filmem już trwa od jakiegoś czasu i zawsze, jeśli tylko pojawiają się ciekawe warsztaty, to staram się brać w nich udział. Bardzo chcę się nauczyć jak najwięcej, interesuje mnie strona techniczna filmu, przede wszystkim obsługa kamery i tu miałam taka możliwość. Do tego praca tematyczna, czyli horror, była dodatkową frajdą i zarazem utrudnieniem, ponieważ to wielka sztuka dobrze kogoś nastraszyć. Mam ogromną nadzieję, że mojej ekipie to się udało. Bardzo się staraliśmy.

Iga Woźniak: Przede wszystkim ze względu na temat wzięłam udział w tych warsztatach. Bardzo chciałam się zmierzyć z tym tematem od strony scenariuszowej, popracować nad inną historią niż dotychczas pisałam. Wszystko to, co się tu wydarzyło podczas ćwiczeń, a potem na planie zdjęciowym było fantastycznym doświadczeniem. Stworzenie naszego filmu kosztowało nas wiele stresu i nerwów, ale równie dużo się nauczyliśmy. Fajne było, to że każdemu zależało na efekcie, nikt się nie obijał. Film to magia, i bardzo bym chciała w przyszłości tworzyć scenariusze, które będą realizowane.

Marcin Kundera: Dwa lata temu również brałem udział w plenerze filmowym tu w Ostromecku, należę do BKFu. Wtedy kręciliśmy kryminał, tym razem zmierzyliśmy się z horrorem. Tu pojawił się problem, ponieważ mieliśmy bardzo mało czasu, a kino gatunkowe jest wymagające. Musieliśmy wykreować wszystko od początku do końca. Zdjęcia, światła, ludzie – to wszystko było bardzo trudne, ale jednocześnie wymagające i dużo się uczyliśmy. Oglądając film, nie zdajemy sobie sprawy, jak trudno coś takiego stworzyć. Dla mnie największą wartością tych warsztatów jest nauka pracy w grupie. To wymaga wielkiej elastyczności, słuchania innych, uczy pokory. Świetne jest też to, że oprócz tego, iż słuchamy uwag naszych opiekunów to również uczymy się od siebie nawzajem.

Właśnie praca w grupie była często wymieniana jako ogromny atut tego pleneru filmowego. Z całą pewnością każdy uczestnik wyniósł z niego co innego, nauczył się czegoś nowego o filmie, a także o sobie. Na sam koniec zapytałam o podsumowanie warsztatów jego twórców, Macieja Cuske i Marcina Sautera.

Maciej Cuske: Do ostatniego dnia, do prezentacji filmów nie wiedzieliśmy, co powstało i jakim rezultatem ten plener się zakończył. Filmy powstawały w wielkim trudzie i artystycznym chaosie. Po projekcji okazało się, że młodzież spisała się świetnie, myślę, że nie przesadzę, jeśli powiem, że w tym roku powstały lepsze filmy niż dwa lata temu, poziom był naprawdę dobry. Końcowy efekt naprawdę pozytywnie nas zaskoczył. Zrobili kawał bardzo fajnego kina. Zjechali do nas bardzo ciekawi, kreatywni ludzie, którzy mają ogromną pasję, kochają kino i chcą robić filmy. Narzucona przez nas konwencja horroru była dodatkowym, myślę, że niemałym, utrudnieniem. Wybrnęli z tego znakomicie. To była zabawa w kino, zbudowali atmosferę, nie zgubili humoru, mam nadzieję, że sprawiało im to radość. Dlatego zaproponowaliśmy im kino gatunkowe, by mogli się jednocześnie uczyć i dobrze bawić.

Marcin Sauter: W tym roku na pewno mniej się wtrącaliśmy się w to, co młodzi robią, taką teraz przyjęliśmy zasadę. Daliśmy im wolną rękę w realizacji zadań. Podzieliliśmy ich na trzy grupy, wymieszaliśmy ze sobą i to dało bardzo fajny efekt, powstały naprawdę dobre filmy. Wiadomo, że opierały się na istniejących już kliszach, bo trudno w konwencji horroru wprowadzić cos bardzo nowatorskiego, ale z pewnością w każdym filmie znalazło się coś świeżego, od nich. Jak wspomniał Maciej, to miała być zabawa w kino gatunkowe i musieli posługiwać się językiem horroru. Podczas oglądania finału ich pracy było czuć, że ta praca sprawiała im dużo radości, że dobrze się bawili robiąc te filmy i o to chodziło.


Efekt wrześniowych warsztatów będzie można obejrzeć będzie można obejrzeć 31 października na specjalnym pokazie w kinie Orzeł. A po projekcji Bydgoska Kronika Filmowa zaprasza wszystkich na niezwykłe Halloween party! Oczywiście w konwencji filmów grozy! Przebranie obowiązkowe!!!

Działy:
Monika Grabarek

Monika Grabarek

Pedagog, dziennikarka radiowa (Radio Kultura).

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Październik 2013 Horror w pałacu