Atmosfera równie fascynująca jak na koncertach rockowych

Paweł Sztarbowski Paweł Sztarbowski Fot. Dariusz Gackowski

Z Pawłem Sztarbowskim, dyrektorem programowym i kierownikiem literackim Teatru Polskiego w Bydgoszczy, rozmawia Maciej Federowicz.

 


 

Rozpoczął się XII Festiwal Prapremier, więc zacznijmy od pytania najbardziej istotnego. Jakie spektakle możemy podziwiać podczas tegorocznej edycji na deskach bydgoskiego teatru?
Bardzo różnorodne. Zależy mi na tym, żeby co roku konstruować program w taki sposób, aby nie przeważał jakiś nurt czy zjawisko jednostronne. Czasami to jest prowadzenie walki z samym sobą, bo tak jak każdy, mam własne upodobania artystyczne i często mój gust podpowiada mi coś, ale potem myślę sobie, że wszystkie spektakle nie mogą być z „jednego worka”.

Które spektakle docenił pan zatem w tym roku?
W tym roku oprócz Podróży zimowej, która powstała w koprodukcji naszego Teatru z Teatrem Powszechnym w Łodzi, pokażemy Firmę w reżyserii w reżyserii Moniki Strzępki z Teatru Nowego w Poznaniu, Morrisona/Śmiercisyna w reżyserii Pawła Passiniego z Teatru Lalki i Aktora w Opolu. Te dwa spektakle są o tyle ciekawe, że zarówno Strzępka, jak i Passini są laureatami naszego festiwalu – Monika dwa lata temu dostała Grand Prix za Tęczową trybunę 2012, a Paweł trzy lata temu za Turandot. Następnie pokażemy Kalinę z Teatru Polonia w Warszawie, która jest monodramem Katarzyny Figury. Inną propozycją są Balladyny i romanse z Teatru Lalki i Aktora „Pinokio” w Łodzi na podstawie nominowanej do nagrody Nike powieści Ignacego Karpowicza. Ciekawą reprezentacją teatru wspólnotowego, tworzonego z mieszkańcami, który stawia sobie obywatelskie cele jest Klub miłośników filmu Misja w reżyserii Pawła Szydłowskiego z Janem Peszkiem w obsadzie. Potem pokazujemy Piątą stronę świata z Teatru Śląskiego na podstawie wspomnień Kazimierza Kutza, Betlejem polskie z Teatru Dramatycznego w Wałbrzychu i na koniec Requiemaszyna z Instytutu Teatralnego w Warszawie. Jest to chór stworzony na podstawie poezji Władysława Broniewskiego. Do tego wyjazdowy spektakl w Toruniu – Upadek pierwszych ludzi w reżyserii Iwony Kempy.

Co wpłynęło na wybór tych konkretnych propozycji?
Przede wszystkim ich jakość artystyczna. Poza tym, jak wskazuje nazwa festiwalu, zapraszamy prapremierowe wystawienia tekstów. Bardzo walczę o to, aby były to nowe teksty, które powstały w ostatnich latach i były po raz pierwszy wystawiane w Polsce. Chciałbym, żeby to był festiwal pokazujący nowe tendencje w dramaturgii polskiej i światowej. Dlatego też zależało mi na debacie o tym, czym współcześni dramatopisarze się nie zajmują, jakie ważne tematy leżą odłogiem i domagają się swojej reprezentacji w teatrze. Będą też czytane teksty najmłodszych dramatopisarzy, które powstały w ramach warsztatów Szkoły Dramatu Artura Pałygi.

Podczas wyboru poszczególnych spektakli konkursowych zwracał pan szczególna uwagę na wagę podjętego tematu, formę czy język teatralny? Które kryterium jest dla pana najistotniejsze?
Najważniejsza jest dla mnie waga podjętego tematu i to widać po propozycjach. Spotykają się tutaj bardzo różne formy, języki teatralne, ale w mojej opinii każdy z tych spektakli ma coś istotnego do przekazania. Każdy dotyka jakiegoś ważnego tematu. Ale też oczywiście sam temat to za mało, by powstał z tego zajmujący kawałek teatru.

A co zadecydowało o tym, że podczas tej edycji zobaczymy Kalinę? Recenzje tego monodramu okazały się dosyć chłodne, czy zatem w tym wyborze chodziło tylko o Katarzynę Figurę?
Nie będę ukrywał, że oczywiście Katarzynę Figurę jako wybitną aktorkę kocham i moim zdaniem te recenzje były dosyć niesprawiedliwe, bo ona w każdej roli jest wspaniała. Wydaje mi się, że nie ma w Polsce innej osoby, która mogłaby wiarygodnie zagrać Kalinę Jędrusik. To bardzo ciekawe spotkanie tych dwóch artystek. Jedna była przez całe życie ikoną PRL-u, kolorowym ptakiem w szarej polskiej rzeczywistości, a druga okrzyknięta została seksbombą i musi ciągle mierzyć się ze sobą, z tym wciśnięciem w tę określoną rolę. Innym uzasadnieniem wyboru tego spektaklu jest moja ciekawość kolejnych prac reżyserskich Małgorzaty Głuchowskiej. To bardzo ciekawa artystka, która w konsekwentny sposób rozwija swój język. Kalinę pokazujemy po Morrisonie, więc widz otrzyma dwie ważne biografie teatralne.

Ciekawi mnie w związku z tym, która z tych biografii jest dla pana ważniejsza? Który spektakl wybrałby pan jako widz?
Poszedłbym na oba. Na wszystkie spektakle podczas festiwalu trzeba pójść obowiązkowo, bo są bardzo ciekawe i warto się z nimi zmierzyć. Ten festiwal jest przez tydzień bydgoskim świętem teatru, gdzie można zobaczyć i porównać różne estetyki, tendencje we współczesnym polskim teatrze.

Jakie wydarzenia będą towarzyszyły tegorocznej edycji festiwalu i które z nich są godne szczególnej uwagi?
W tym roku mamy bardzo dużo takich imprez, choćby cztery spektakle towarzyszące. Są to dwie koprodukcje – pierwszą z nich jest Against, czyli koprodukcja polsko-szwajcarska, druga to Europa, czyli koprodukcja teatrów z Bydgoszczy, Zagrzebia, Birmingham i Drezna. Poza tym pokażemy spektakl Zachem. Interwencja w reżyserii Aleksandry Jakubczak i Małgorzaty Wdowik, studentek wydziału reżyserii warszawskiej Akademii Teatralnej. Ten spektakl dotyka bardzo istotnego tematu zarówno lokalnie, jak i w kontekście opowieści o polskiej transformacji, bo w rozmowach reżyserek z byłymi pracownikami Zachemu pojawiały się zdania, z których wynika, że dla nich transformacja ustrojowa to nie rok 1989, ale 2012, czyli likwidacja Zachemu. Ten zakład był totalnym modelem pracy w komunistycznym stylu, organizującym nie tylko pracę, ale też czas wolny, rozrywki itp. Nagle ten model przestał istnieć i nie wiadomo, jak funkcjonować bez niego i odnaleźć się w kapitalistycznej rzeczywistości. Ostatnim spektaklem będzie Skąpo w reżyserii Doroty Ogrodzkiej – spektakl Młodej Sceny, który jest opowieścią młodzieży bydgoskiej o tym, co we współczesnym świecie ich wkurza, gdzie widzą zagrożenia oraz jak wyobrażają sobie możliwość zmiany tej rzeczywistości.

W tym roku nastąpiła pewna zmiana, bo Aneks został włączony do głównej części festiwalu. Skąd taka decyzja?
To wynikało ze względów organizacyjnych. Wiedzieliśmy, że Against będziemy musieli zagrać przed festiwalem, natomiast Europę po. Robienie prologu i aneksu wydawało mi się bez sensu. Jest też inny argument. Co roku publiczność przychodziła na pokazy festiwalowe, które cieszyły się dużym powodzeniem, a po tygodniu, kiedy zaczynał się Aneks, wszyscy mieli już dosyć i mieliśmy trudność ze sprzedażą biletów. Dlatego w tym roku robimy pewien eksperyment, nadając aneksowym spektaklom charakter pozakonkursowy.

Stałych bywalców TPB nie trzeba namawiać do zakupu biletów na spektakle festiwalowe, a w jaki sposób zachęciłby pan osoby stroniące od teatru lub niezdecydowane?
Myślę, że podstawowy argument jest taki, że nie są to spektakle przypadkowe, że każdy z nich wart jest uwagi. Często spotykam osoby, które dawno nie były w teatrze, bo myślały, że tam są grane tylko poczciwe ramoty. Nagle przychodzą raz i zaczynają wracać do teatru regularnie, bo okazuje się, że atmosfera może być tam równie fascynująca jak na koncertach rockowych. Mam nadzieję, że tak właśnie będzie podczas Festiwalu Prapremier.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Październik 2013 Atmosfera równie fascynująca jak na koncertach rockowych