Sąsiad na widoku

Sąsiad na widoku Sąsiad na widoku Fot. Patrycja Jankowska

Jesteś zadowolona z akcji w Bydgoszczy?
Paulina Braun: Oczywiście, że tak! Jasne, że byłoby jeszcze lepiej gdyby jeszcze więcej ludzi wzięło udział w projekcie i odwiedziło się w swoich domach, ale jestem przekonana, że mimo wszystko było to bardzo mocne wydarzenie w tej dzielnicy. Sąsiedzi naprawdę zaangażowali się w sytuację. To, co się wydarzyło podczas odwiedzin, imprezy u pana Franka i potem sprawiło, że na pewno wrócę tu, spotkam się z nimi wszystkimi, przywiozę im w prezencie dokumentacje z całej akcji. To nie jest tak, że skończył się projekt, zrobiłam swoje i nic mnie więcej nie obchodzi. Los tych ludzi nie będzie mi już obojętny, będę chciała wiedzieć, co u nich, jak potoczyły się losy dwóch bezdomnych panów, którzy wzięli udział w akcji. Przyjadę jesienią, niech przyjdą refleksje, wszyscy nabierzemy do projektu dystansu i wtedy zobaczymy, co z tego wszystkiego zostało.

Jakie były pierwsze reakcje, z którymi się spotkałaś po zakończonej akcji?
Jeszcze tego samego wieczoru, a właściwie w nocy dostałam wiadomość na Facebooku od chłopaka, który po prostu tamtędy przypadkowo przechodził ze znajomymi. Napisał, że był pod ogromnym wrażeniem tego, co zobaczył i podziękował mi, że zrobiłam coś takiego u niego w mieście. On mnie odnalazł na portalu i zwyczajnie wyraził swoje uznanie. Zresztą bardzo wiele osób do nas dołączyło zupełnie spontanicznie, zatrzymali się w bramie, popatrzyli i weszli. Następnego dnia skontaktowałam się z panem Wojtkiem, bezdomnym, który dołączył do nas zupełnie przez przypadek, spotkaliśmy go na Dworcowej i namówiliśmy do odwiedzin u pana Kazimierza, również bezdomnego. Kątem oka obserwowałam, że właściwie przegadali całą imprezę. I w niedzielę pan Wojtek przejechał pół miasta żeby przywieść herbatę dla Kazimierza. To właśnie jest esencja tej sytuacji. Nie to, co było na podwórku, grill czy tańce przy akordeonie, tylko to, co się zadzieje z tymi ludźmi potem. Pan Wojtek obiecał mi, że zmieni swoje życie, poszuka pracy i mieszkania, zaopiekuje się panem Kazimierzem. Bardzo bym chciała, żeby mu się udało. W moich działaniach najważniejsze są te wszystkie mikrosytuacje, to, co zadzieje się między ludźmi, którzy jeszcze przed chwilą się nie znali. Aspekt wizualny tych projektów też jest bardzo znaczący, forma gra zawsze dużą rolę, ale nie jest najważniejsza, najważniejszy jest człowiek, jednostka. Wszystko, co robię dotyczy ludzi. Bardzo zżywam się ze wszystkimi uczestnikami happeningów i nigdy nie jest to dla mnie proste tak zwyczajnie wsiąść do pociągu i odjechać. Staram się utrzymywać te relacje.

Dlaczego zajęłaś się właśnie taką forma działania? Skąd pomysł na community art?
Zawsze byłam zaangażowana społecznie, wrażliwa zwłaszcza na obszary wykluczenia, od dawna pracuję z seniorami. Jestem bardzo wyczulona na drugiego człowieka. Nie ukrywam, że w tej pracy pomagają mi moje umiejętności interpersonalne, potrafię integrować ludzi, jestem ich ciekawa. Zaczęło się wszystko od akcji w Świnoujściu. Zrobiłam tam kolację dla mieszkańców blokowiska. Taka prosta rzecz, ludzie mieszkają tak blisko siebie, a jednak się nie znają, są samotni. Jak już wcześniej wspominałam, dla mnie działanie nie kończy się na samej akcji, gasną światła i do domu, nie. Najważniejsze jest to, co będzie potem, interakcja pomiędzy ludźmi, którzy poznali się podczas projektu. Co oni dalej z tym zrobią. Sukcesem moich działań nie jest frekwencja podczas imprez, czy ilość ludzi biorących udział w konkretnej akcji, a to,co zadzieje się następnego dnia, za tydzień czy miesiąc. Nie inaczej było w Bydgoszczy. Przemek, jeden z uczestników, kontynuował z nami wieczór, pan Wojtek w niedzielę zwiózł herbatę Kazimierzowi. I właśnie po to to robię…

* * *
Sąsiad na widoku. Akcja artystki Pauliny Braun mimo początkowego sceptycyzmu mieszkańców ulic Dworcowej, Warmińskiego, Obrońców Bydgoszczy, Marcinkowskiego, a nawet samego pana Franka, który gościł nas na swoim podwórku była fantastyczna i zakończyła się sukcesem. Nie tylko dlatego, że przyszło dużo ludzi, a odrapane ściany kamienic wyglądały magicznie dzięki projekcjom filmowym i kolorowym światłom. Jak mówi w rozmowie artystka, wydarzyło się to, o co w tym całym zamieszaniu chodziło. Poznali się sąsiedzi z najbliższych ulic, jeden bezdomny obiecał, że weźmie pod opiekę równie doświadczonego przez los starszego pana. Gdyby nie ta sobotnia akcja pewnie by się nigdy nie spotkali…

- - - - - - -
Paulina Braun – realizatorka projektów artystycznych zaangażowanych społecznie, happeningów. Absolwentka Szkoły Aktorskiej i Telewizyjnej Spot w Krakowie. Studentka Wydziału Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach na kierunku: organizacja produkcji filmowej i telewizyjnej. Współpracuje z Fundacją Cinema Art. Pracuje w Impresariacie Filmowym Stars. Pracowała jako kierownik produkcji przy warszawskim Festiwalu Re:wizje Inwazja Sztuki Niezależnej.

Monika Grabarek

Monika Grabarek

Pedagog, dziennikarka radiowa (Radio Kultura).

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Wrzesień 2013 Sąsiad na widoku