Kandydaci śmierci – młodzi, dobrze zapowiadający się filmowcy

Młodzi filmowcy Młodzi filmowcy fot. Jolanta Cuske

Spotykamy się w samym środku wakacji, jak wiadomo lato słynie z ogromu filmowych imprez, przeglądów, festiwali… Jesteście ogromnymi pasjonatami X muzy i początkującymi filmowcami. Czy śledzicie te wszystkie wydarzenia?
Rafał Waraczewski: Oczywiście znamy te wszystkie letnie festiwale, ale w tym roku nie bardzo w nich uczestniczyliśmy, nie mieliśmy na to czasu. Ja wziąłem udział tylko w jednych warsztatach filmowych.
Stanisław Cuske: Niestety, w tym roku tak się złożyło, że nie pojechaliśmy na Nowe Horyzonty, ale w zeszłym roku braliśmy udział w tym festiwalu. Właśnie jesteśmy przed wyjazdem na wakacje, będziemy odpoczywać i zbierać energię do pracy, bo zaraz po powrocie zabieramy się za nowy film.

Wróćmy zatem do waszego wielkiego dnia – czyli do upalnej czerwcowej niedzieli, kiedy to w kinie Orzeł odbyła się premiera na wielkim ekranie waszego cyklu Kandydaci śmierci, a zaraz potem wasze pierwsze spotkanie autorskie… Jakie towarzyszyły wam wtedy uczucia? Było to duże przeżycie dla was?
Stanisław Cuske: Przede wszystkim bardzo zaskoczyło nas to, że przyszło tak dużo ludzi, to było naprawdę super i świetnie to odebraliśmy. Bardzo nas ucieszyło takie zainteresowanie filmami amatorskimi. Publiczność bardzo fajnie odebrała nasze filmy, ludzie super reagowali, a nie sztywno siedzieli. Śmiali się, głośno komentowali, żywiołowo reagowali.
Rafał Waraczewski: Zachowanie publiczności było naprawdę świetne, czuliśmy od ludzi bardzo pozytywna energię. W niektórych scenach Kandydatów śmierci bardzo luźno podeszliśmy do tematu i widownia doskonale wychwyciła te momenty i dobrze się bawiła. Bardzo mile nas to zdziwiło.

Jak zaczęła się wasza przygoda z filmem?
Rafał Waraczewski: To była piąta, może nawet czwarta klasa podstawówki, kiedy zacząłem się bawić telefonem komórkowym mojej mamy i coś tam sobie nagrywać. Najpierw dla samego siebie, a potem pokazywałem te filmiki Stasiowi i Adrianowi, wtedy narodził się pomysł, by wspólnie coś nagrać. No i się zaczęło. Pierwsze powstały James’y Bondy, takie parodie, potem dostałem kamerę na gwiazdkę i podeszliśmy do tematu bardziej poważnie. Wtedy powstały nasze pierwsze projekty, a potem był wyjazd z panem Maciejem, tatą Stasia, na którym powstała pierwsza część Kandydatów Śmierci.
Stanisław Cuske: Właśnie tak było. Wszystko zaczęło się od komórki, a nie od mojego taty jak wszyscy pewnie myślą. Tata dopiero potem, przy poważniejszych filmach pomagał nam robić lepsze kino.

Jak wygląda wasza praca nad filmami? Opowiedzcie trochę o tym, co się działo nim padł pierwszy klaps na planie.
Rafał Waraczewski: Właściwie to za każdym razem jest podobnie jak w przypadku pierwszej części Kandydatów Śmierci. Jedziemy gdzieś, widzimy miejsce, sam scenariusz powstaje w jakieś dwa dni i kręcimy. Tak się dzieje oczywiście w wakacje. Podczas roku szkolnego, zbieramy pomysł, spisujemy je. Tak wypadło, że zazwyczaj to ja piszę scenariusz, dzielę się tym, co wymyśliłem z moim operatorem czyli ze Stasiem. Dalej już wspólnie myślimy nad ulepszeniem tematu, powstaje scenopis, decydujemy kto będzie grał.

Czyli role już są pomiędzy wami ustalone? Ty, Rafał piszesz scenariusze i reżyserujesz, a Stasiu jest operatorem i pięknie fotografuje to, co wymyślicie?
Stanisław Cuske: Tak się złożyło i chyba tak już zostanie. Na planie staram się oprócz filmowania pomagać Rafałowi jak tylko mogę bo nie mamy zbyt wielu osób do pomocy. Tylko przy Kandydatach było inaczej tam mieliśmy większy zespół filmowy. W czasie szkoły pomagamy sobie nawzajem. Dopełniamy się, ale głównie to Rafał jest reżyserem, a ja operatorem.
Rafał Waraczewski: Zawsze łączy nas faza montażu. Montujemy razem. Potem prosimy o korektę i wskazówki tatę Stasia. Pan Maciej nigdy za nas oczywiście nic nie robi, tylko radzi i podpowiada.
Stanisław Cuske: Efekty naszej pracy pokazujemy nie tylko mojemu tacie , ale też innym i zawsze pytamy ich o zdanie i przyjmujemy wszystkie uwagi.

To oczywiste, że jesteście kinomaniakami…
Rafał Waraczewski: Tak! Ja oglądam naprawdę dużo filmów, Stachu też. Od klasyki po szczegółowe nurty, które nas interesują.

A kto jest dla was inspiracją? Od jakich mistrzów czerpiecie inspirację?
Rafał Warczewski: Moi ulubieni reżyserzy to David Lynch, Stanley Kubrick i oczywiście Tarantino. Uwielbiam też Scorsese i Hitchcocka. Widziałem ich wszystkie filmy.

A polskie kino?
Rafał Waraczewski: Nie cierpię polskich współczesnych komedii, są beznadziejne. Bardzo ubolewam, że tak rzadko można w naszych kinach obejrzeć świetne filmy, które są pokazywane na festiwalach i wcale nie jest ich tak mało.
Stanisław Cuske: Właśnie. Polskie filmy ogląda się głownie na festiwalach albo w kinach studyjnych. Do tych naprawdę dobrych czasem trudno dotrzeć. Najczęściej wchodzą filmy, które poruszają kontrowersyjne tematy.

Dlaczego posługujecie się właśnie taką, a nie inną konwencją? Kandydaci śmierci arthausowe kino, mocno przypomina pastisz horroru i kryminału…
Stanisław Cuske: Pierwsza część powstała trochę za namową mojego ojca. Było to latem pięć lat temu. Tata powiedział, że zabierze nas na wakacje, ale pod warunkiem, że zrobimy coś twórczego, że będziemy mieli okazję zrobić film. Działo się to w miejscowości gdzie tata robił swój film Daleko od miasta. Dostaliśmy kamerę i mogliśmy działać. Nie pamiętam już dlaczego właśnie takim gatunkami zaczęliśmy się bawić. Chcieliśmy żeby było czasem śmiesznie, czasem strasznie.
Rafał Waraczewski: Ja pamiętam, że inspirowałem się filmem Z piekła rodem z Johnnym Deepem. Potem, rzeczywiście czerpaliśmy z tych wszystkich pojechanych filmów. Na razie bawi nas taką konwencja dlatego takie filmy robimy.

Swoją przyszłość i dorosłe życie wiążecie z filmem?
Stanisław Cuske: Zdecydowanie tak!!!

- - - - -
Oto rozmowa z bardzo młodymi twórcami, którzy pod koniec czerwca mieli swój pierwszy kinowy pokaz. Publiczność dopisała, a jej reakcje przeszły najśmielsze oczekiwania filmowców.

 

Działy:
Monika Grabarek

Monika Grabarek

Pedagog, dziennikarka radiowa (Radio Kultura).

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Wrzesień 2013 Kandydaci śmierci – młodzi, dobrze zapowiadający się filmowcy