Żywy organizm

Panorama Bydgoszczy sfotografowana z Wieży Ciśnień ok. 1913 i w 2013 roku Panorama Bydgoszczy sfotografowana z Wieży Ciśnień ok. 1913 i w 2013 roku

Miasto żyje. Jest żywym organizmem, który rozwija się niezależnie od naszych planów i chęci. Albo ostrożniej: nie do końca zależnie od chęci i nadziei każdego z nas. Wpływ na rozwój miasta mają dopiero procesy społeczne w skali makro. Wpływ na ten rozwój ma też charakter miasta. Nie chcę tu rozwijać żadnej mistycznej koncepcji miasta jako organizmu żyjącego niezależnie od mieszkańców (to jest trochę wizja jak z horroru), mówię raczej o nieusuwalnej komponencie charakteru miasta, która wpływa na jego rozwój: o geografii miasta (to, czy leży na górze, czy leży nad rzeką, czy ma w swoich granicach jeziora, czy geografia sprzyja rozwojowi miasta czy przeciwnie – ogranicza jego terytorialną ekspansję itd.), o architekturze miasta (czy zabytkowa architektura sprzyja rozwojowi starych dzielnic, czy istniejąca architektura sprzyja czy ogranicza rozwój transportu miejskiego itd.), o demografii, o położeniu miasta względem drogowych, wodnych, kolejowych dróg komunikacyjnych, o dostępności energii, o geografii ekonomicznej regionu, o innych jeszcze bardziej subtelnych, ale pewnie także istotnych elementach.

Bydgoszcz też ma swój silny charakter, też rozwija się trochę sama – niebaczna naszych chęci i nadziei, oporna na globalizacyjne trendy, niewrażliwa na miękkie działania planistów. Czasami ta miejska inercja jest błogosławieństwem, bo zabezpiecza ten miejski organizm przed zmianami niepożądanymi, czasami – jest wręcz przeciwnie: miasto samo szkodzi sobie i swoim mieszkańcom. A jak jest w przypadku Bydgoszczy?

Migracje, mody, trendy

Nowe plany zagospodarowania centrów polskich miast opisała ostatnio w „Gazecie Wyborczej” Aleksandra Lewińska (Mieszczanie do miasta!, 12.08.2013). Bydgoszcz, rzadko obecna w ogólnopolskich gazetach (a przynajmniej: zbyt rzadko), pokazana została jako miasto modelowe, gdy idzie o nowy (wyczekiwany i wspomagany) trend: powrót mieszkańców podmiejskich osiedli – znużonych ich usypiającym, sypialnianym spokojem i zmęczonych codziennymi dojazdami – do centrum. Krajowa polityka miejska ma ten proces wspomagać i przyspieszać. Na razie jednak: miasto jest opuszczone, zaniedbane, nie przyciąga do centrum nowych mieszkańców z klasy kreatywnej. Czy to obraz prawdziwy?

I tak, i nie. Centrum Bydgoszczy nie jest opuszczone, ono nie jest ustalone. Bydgoszcz jest miastem niezwykle rozległym, stąd trudno określić, gdzie znajduje się jej serce. Stary Rynek? Ulica Gdańska? Wyspa Młyńska? Sztandarowy projekt rewitalizacyjny Bydgoszczy to nie ocieplone bloki na peryferyjnych blokowiskach, tylko Wyspa Młyńska i jej okolice. Trudno uznać ją za teren wymarły lub opuszczony. Rozległość Bydgoszczy też nie sprzyja zaludnieniu jej centrum. Inaczej niż w Toruniu, który często przedstawia się jako miasto ludne nawet po północy i o każdej porze roku – z najdalszych zachodnich i północnych dzielnic Torunia nie jest trudno dotrzeć do centrum pieszo, w Bydgoszczy taką okazje ma Szwederowo ograniczone w swojej terytorialnej ekspansji lotniskiem (ale tylko wówczas, gdy za centrum uznamy Stary Rynek i Wyspę Młyńską). Ale nie tylko rozległość i sieć komunikacyjna decydują o aktywności mieszkańców.

Inercja jako ratunek

Centrum Bydgoszczy jest niezwykle rozległe, stąd trudniejsza jego rewitalizacja. Jednak jest to wiadomość dobra dla tych, którzy chcieliby się w przyszłości osiedlić – mieszkania będą tu łatwiej dostępne, zapewne tańsze, wybór pożądanych lokalizacji będzie większy. Dzięki specyficznemu charakterowi miasta, a także dzięki jego inercji przyszli mieszkańcy centrum będą mieszkali w o wiele lepszej przestrzeni niż w innych miejscach/miastach. Dlaczego? Bo Bydgoszcz oparła się procesowi, który jest czasem mylony z rewitalizacją, a jest jej fatalnym skutkiem – chodzi o gentryfikację.

Stopień rewitalizacyjnego zaniedbania skutkuje tym, że miasto (tu akurat: centrum tego miasta, dzielnica Śródmieście) nie przeżywa wstrząsu związanego z nagłą zmiany struktury demograficznej. Nowi mieszkańcy pojawiają się stopniowo, nie dzieje się to – jakby to ująć – kosztem starych mieszkańców. Być może rzeczywiście w centrum Bydgoszczy rzuca się w oczy duża liczba banków, ale nie oznacza to tak znacznego odpływu gastronomii czy drobnego handlu (jak to ma miejsce choćby w Toruniu, by jeszcze raz odwołać się do doświadczeń sąsiadów, którzy przecież podejmowali już próby ratowania swojej starówki przed odpływem mieszkańców i handlowców – a ten jest nieprzerwany i dramatyczny). Inercja Bydgoszczy ma ten dobry skutek, że nie pozwoliła, by miasto straciło swój charakter, Bydgoszcz nie pozwoliła na odczłowieczenie swojego centrum. W obecnej chwili trudno dostrzec ten pozytywny aspekt, ale on ujawni się, gdy rozpocznie się powrót mieszkańców z przedmieść do centrum. A też jestem przekonany, że to nastąpi. Już się zaczęło?

Odzyskać przestrzeń

Kiedy już wrócą, problemem będzie oswojenie tej przestrzeni, pozyskanie jej dla nowych mieszkańców. O ich aktywności – i tu wracam do poruszonego wcześniej problemu – zdecyduje to, na ile tę przestrzeń uznają za swoją. Dziś dla większości stała się obca – to także efekt oddalenia wielu ludzi od miasta. Oddalenia także emocjonalnego. Odzyskiwanie tej przestrzeni nie jest związane z jej rewitalizacją (ta niezrewitalizowana dzisiejsza Bydgoszcz nie jest pozbawiona uroku, przeciwnie – jest miastem uroczym, dla mnie – który się w centrum wychowywałem – wywoływała i wywołuje nieodmiennie sentyment). Ono jest związane ze zmianą postrzegania Bydgoszczy przez jej mieszkańców. Co najlepsze – zmianę w tym zakresie można zacząć w każdej chwili, nie czekając wcale na postępy prac budowlańców, konserwatorów, architektów.

 

Działy:
Michał Tabaczyński

Michał Tabaczyński

Redaktor naczelny BIK.

Polonista, dziennikarz, slawista, autor kilku książek (Parada równości, Koniec zabawy w pokolenie) i współautor kilku innych (Tekstylia bis, Kultura niezależna w Polsce 1989-2009).

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Wrzesień 2013 Żywy organizm