Derwid – skrywane oblicze Witolda Lutosławskiego

Derwid – skrywane oblicze Witolda Lutosławskiego Fot. Juliusz Multarzynski (c) IMIT

Piosenki a inna twórczość z lat 1957-1965

By lepiej zrozumieć rozterki kompozytora tworzącego muzykę taneczną w celach zarobkowych, warto przyjrzeć się jego twórczości oficjalnej z tego okresu. To, co uderza natychmiast, to fakt, iż walczyki, foxtroty i tanga pisał Lutosławski dokładnie w okresie, w którym kształtował się jego unikatowy, osobisty język muzyczny, pierwszy, z którego był naprawdę zadowolony. Daty powstania najważniejszych dla tej przemiany dzieł mówią same za siebie: Pięć pieśni do słów Kazimiery Iłłakowiczówny – 1957, Muzyka Żałobna – 1954-1958, Gry weneckie – 1960-1961, Trzy poematy Henri Michaux – 1961-1963, Kwartet smyczkowy 1964, Paroles tissées – 1965. Zastosował w nich techniki, nad którymi pracował właściwie od początku swej drogi twórczej, mając głębokie przekonanie, iż jest mocno „spóźniony” względem kalendarza, rzeczywistości, innych autorów. Był kompozytorem po czterdziestce, wojna, socrealizm oraz kłopoty materialne nie pozwoliły mu – w jego mniemaniu – na naturalny rozwój warsztatu w czasie, gdy dzieje się to u innych twórców. W zestawieniu z piosenkami dla radia, epokowe znaczenie tych pierwszych dojrzałych kompozycji zdaje się porażać kontrastem i nic dziwnego, iż Lutosławskiemu niezręcznie było rozmawiać o Derwidzie.


Jednocześnie sumienność i profesjonalizm nie pozwalały mu na potraktowanie zadań zleconych przez Szpilmana jako czegoś łatwego czy gorszego – o czym wspomina Halina Grzecznarowska w przytoczonej wypowiedzi. Dla uzupełnienia tego obrazu kompozytora przytoczyć można słowa Tadeusza Kaczyńskiego, dotyczące twórczości dziecięcej i folklorystycznej, ale w pełni odpowiadające również kontekstowi piosenek:

„Będąc perfekcjonistą Lutosławski nie potraktował, bowiem tych utworów jak chałtur, ale jak poważne zadanie kompozytorskie, z którego trzeba się wywiązać możliwie jak najlepiej. Wykorzystał też tę okazję do swoich celów teoretyczno-warsztatowych. Doświadczenia, nabyte przy pisaniu piosenek dla dzieci, wykorzystał później – jak wyznał – m.in. w Pięciu pieśniach do słów Kazimiery Iłłakowiczówny. Ta praca zarobkowa wydała więc pożyteczne owoce zarówno dla samego Kompozytora, jak i tej dziedziny muzyki polskiej, wzbogaconej w ten sposób wydatnie”.

Przykładem takiego przerzucania mostu między różnymi gatunkami muzyki, jak również dowodem osobistego poczucia humoru, może być fakt umieszczenia cytatu z trzeciej części Morza Debussy’ego w piosence Daleka podróż towarzyszącego słowom o fali oceanu. Potwierdza to w pełni poważne podejście do zadań z dziedziny już nie tak poważnej.

Przytoczone wyżej wypowiedzi świadczące jak najlepiej o Lutosławskim jako o kompozytorze „poważnym” stanowią dobry punkt wyjścia do rozważań na temat Derwida jako twórcy dzieł lżejszej muzy. Większość powstałych piosenek nie zyskała sobie popularności predestynujących je do miana przebojów. Niektóre jednak stały się dobrze znane, jak na przykład Nie oczekuję dziś nikogo, która została radiową piosenką stycznia 1960 roku.

c.d.n.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Lipiec / Sierpień 2013 Derwid – skrywane oblicze Witolda Lutosławskiego