Nasze drogie muzyczne lato

Tomasz Kaźmierski Tomasz Kaźmierski

Podczas tych wakacji, jest kilka imprez muzycznych na które warto zwrócić uwagę. Są wśród nich duże komercyjne festiwale, średnie imprezy ambitne i pojedyncze koncerty. Łączy je jeden wspólny mianownik – są stosunkowo drogie, zwłaszcza wtedy, gdy ktoś chciałby się wybrać na więcej niż jedno tego typu wydarzenie. Wiem, wiem, na Zachodzie jest jeszcze drożej, ale tam za pensję kupimy więcej droższych biletów niż u nas tańszych. Trzeba zatem wybierać. Oto kilka moich propozycji.

Opener Festival 03-06 lipca

Chyba najważniejszy i najpopularniejszy zestaw letnich koncertów w naszym kraju. Takie przynajmniej mam wrażenie, mieszkając w Bydgoszczy, czyli stosunkowo blisko Trójmiasta. Co ciekawe, tegoroczna edycja jest dużo ciekawsza niż zeszłoroczna – jubileuszowa. Organizatorzy „jadą” szeroką ławą. Od Blur, przez Arctic Monkeys, Nicka Cave’a, Queens of The Stone Age, Crystal Fighters, Disclosure, do Steve’a Reicha! Zestaw dla tych, którzy śledzą co modne, ale są artyści, na których pojadą zagorzali fani i w zasadzie nic innego, oprócz ukochanego wykonawcy, ich nie zainteresuje. Czego najchętniej posłuchałbym z openerowej sceny? Chciałbym sprawdzić, jak radzą sobie na żywo „modni dla modnych”, no i zobaczyć na scenie Steve’a Reicha. Jednak ten festiwal po kilku latach zaczął mnie trochę męczyć. Ocean przepływających twarzy, las piwnych ławek, „nadwesoła” młodzież (choć w tym roku też sporo muzycznych wspomnień), żetony płatnicze, nużące kilometry między poszczególnym scenami. Na razie starczy.

Off Festival 02-04 sierpnia

Impreza dla nieco innej, bardziej świadomej, bardziej osłuchanej, chyba też trochę starszej publiczności. W tym roku oprócz „gwiazd naszej młodości” czyli My Bloody Valentine czy Smashing Pumpkins, są dość zwariowane i pociągające pomysły czyli Zbigniew Wodecki oraz Mitch and Mitch, którzy zagrają całą debiutancką płytę Pana od Pszczółki Mai. Poza tym są nasi, czyli Bisz B.O.K. Live Band, Stara Rzeka i częściowo Hokei. Ciekaw jestem także, jaki brudny ogień pojawi się podczas występu Girls Against Boys.

Tauron Nowa Muzyka 22-25 sierpnia

Elektronika jest moją najmłodszą miłością, tzn. zabrałem się za nią pod koniec lat 90., zatem moje serce chyba jednak bije w rytmie tej katowickiej imprezy. Choć w tym roku może nie jest to najlepsza edycja, z przyjemnością znalazłbym się na koncercie Thundercat. Grupy, która bez szwów łączy czarną muzykę, beat i jazzowe zakręty. Po północy pokiwałbym się przy „kompaktowej” eminencji czyli dj’u Koze. Sprawdziłbym, co ma do zaoferowania uroczy, abstrakcyjny nudziarz Vladislav Delay. Czy Jamie Lidell jeszcze szaleje tarzając się po scenie z mikrofonem i pudełkiem, które jego głos zamienia w kilka instrumentów? Czy setów Amona Tobina da się jeszcze słuchać? Gdzie w tym momencie ze swoimi wybrykami są Venetian Snares, a gdzie Squarepusher? Poza nimi jeszcze Moderat, LFO, Tosca i wielu innych.

 


 

No i co jeszcze? Jarocin? Nieee. Chociaż może na koncert Suicidal Tendencies? Przystanek Woodstock? Nie dam rady – przerażający pryszczaty tłum. Jeśli pojedynczy koncert to może 20 lipca w Poznaniu Atoms for Peace czyli Thom York, Flea i spółka? Na koniec jeszcze troche wspominków. Co prawda, gdy Depeche Mode nagrywało Violator, to skrót DM na murach złośliwie rozpisywałem jako Death Metal i śmiać mi się chciało z butów z blaszkami, ale pewnie ktoś się też śmiał z moich naszywek, jednak z przyjemnością znalazłbym się na koncercie tej przedziwnej grupy. Przedziwnej dlatego, że stworzyła, w pewnym momencie, fanów, którzy słuchali tylko tej muzyki i żadnej innej, ba, byli przecież wspominani Depesze z butami z blaszką czyli prawie subkultura tylko jednego zespołu. Później to się nieco rozmyło, ale przez pewien czas było właśnie tak. Jednak poczekam chyba na koncert, który odbędzie się w przyszłym roku w hali w Łodzi, ogrom stadionu narodowego mnie przeraża. Życzę zatem wszystkim czytelnikom miłego, muzycznego lata, tylko żeby się finanse zgadzały, bo często, dla młodych ludzi, to wybór: dwa tygodnie nad morzem, czy cztery dni szaleństwa na festiwalu. Jeszcze kilkanaście lat temu nie było w zasadzie na co jeździć, a teraz trzeba raczej wybierać i podliczać, na co starczy – bo, zdaje się po wejściu do Unii, wpadliśmy w rozpiski koncertowe tych wielkich, średnich i małych. I chyba jednak wolę mieć problem z nadmiarem propozycji niż z braku możliwości jechać 12 godzin pociągiem na set Jana Jelinka do nieistniejącego już klubu Krowoderska w Krakowie.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Lipiec / Sierpień 2013 Nasze drogie muzyczne lato