Z akcentem na pop

iMageNta, "2 heads & 3 tails" iMageNta, "2 heads & 3 tails"

Imagenta jest zaskoczeniem. Dlaczego? Dlatego, że Bydgoszcz, którą – słuszna to brawura czy nie – nazywa się (czy też: my sami nazywamy) miastem muzyki, nie z taką akurat muzyką jest kojarzona. Klasyka – oczywiście, klasyka z kilku powodów odpowiada za ten obraz, bo szkoła muzyczna, akademia, filharmonia, nawet opera, bo jeszcze Paderewski, Blechacz. Jazz, jass, eksperyment – oczywiście, bo cała plejada świetnych bydgoskich eksperymentatorów, doskonali perkusiści, Przybielski, Mózg i chłeptanie ciekłego helu. A nawet rockowa i indie rockowa alternatywa – jasne, bo przecież Variete, George’e i 3moony. Legion innych. A jak nie legion nawet, to wystarczająco wiele i wystarczająco ważnych grup, żeby dowodnie świadczyć o miejscu Bydgoszczy w muzycznej ekstraklasie.

Imagenta jest inna, chociaż – już od razu to potwierdzę – też wspiera pozycję Bydgoszczy na muzycznej mapie Polski. Nie szkodzi, że to debiut, skoro debiut taki udany. Właściwie to nawet lepiej, że debiut. Takie debiuty nie są czymś powszechnym. Nie jest czymś powszechnym tak spójna muzyczna realizacja na wielu poziomach: od produkcji, przez kompozycyjny minimalizm (a im większe dziś możliwości techniczne, tym większą estymą darzyć trzeba tych, którzy wykazują się skromnością w korzystaniu z tych możliwości), na wykonawstwie kończąc.

Co gra Imagenta? Najbardziej słyszalnym jest silne dziedzictwo lat osiemdziesiątych. Nie, nie sądzę, żeby na Imagentę jakoś szczególnie silnie wpłynęła Bonie Tyler, Alannah Myles, Sam Brown (wymieniam żeńskie wokale, bo i Imagenta to bez wyjątku, bez chórków i gościnnych śpiewów – żeński głos) czy kogo tam jeszcze się słuchało. Lata osiemdziesiąte słychać w dziedzictwie syth popu i new wave. Z akcentem na pop właśnie. Bo Imagenta to zespół popowy. Jednak to ciekawy pop z wieloma bardzo szlachetnymi wpływami.

Te wpływy zresztą i ich przemieszanie bardzo dobrze świadczą o bydgoskich debiutantach. To, że z tej mieszanki udało się zbudować taką spójną konstrukcję, jest godne podziwu. Mamy tu więc dream pop (trochę jakby spod znaku Piano Magic, na przykład w Hard Candy albo jeszcze bardziej w Ciii), jest też shoegaze (taki jak prezentuje nam Ladytron – Mrs Someone brzmi trochę jakby go zagrali właśnie liverpoolczycy), są elementy nowoczesnej elektroniki o lekko alternatywnym zabarwieniu (tak, Breakout brzmi trochę jak Goldfrapp z wczesnych płyt), ale też jest w tym wszystkim szczypta freak folku, nieco ambientu (Tycho? czyżby?) jest trochę z electro popu La Roux albo nawet z wcześniejszego projektu Bena Langmaida, Kubb (nie, Imagenta nie gra rocka, ale i Kubb to był, powiedzmy, bardzo lekki, popowy rock).

Jakimś problemem jest to, że przy niezwykle ciekawym materiale, który wypełnia płytę (rozmiar płyty też jest doskonały – 40 minut), brakuje ewidentnych hitów (tak, ten pociąg nie ma lokomotywy, poszczególne wagony nieźle sobie radzą same, same się toczą, ale prawa dzisiejszego rynku są inne). Innym problemem jest to, że takie nawiązanie do estetyki electro z lat osiemdziesiątych w muzyce światowej nie jest szczególnie oryginalne. I na dodatek, zdaje się, że znów byliśmy świadkami przesilenia tej estetyki. Świadczą o tym nowy album Hurts czy nowe nagrania La Roux (te przynajmniej, które już znamy z wykonań na żywo). Powiedzmy więc, że Imagentę pewnie też czeka przesilenie, przejście, pokonanie własnej estetyki, ale na razie – podziwiajmy ten debiut. Jest go za co podziwiać. Przede wszystkim za to, że słucha się go świetnie.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Lipiec / Sierpień 2013 Z akcentem na pop