Najpierw uwodzi mnie obraz

Marcin Sauter Marcin Sauter

Z Marcinem Sauterem o jego nowym filmie rozmawia Monika Grabarek

Czy ważne były dla Ciebie wspomnienia arabskich bajek które znamy z dzieciństwa kiedy rozpoczynałeś ten film?

To nie jest tak, że wspomnienie było najważniejsze Film potrzebuje tematu na wspomnieniach trudno oprzeć spójną opowieść. Nie wiem może to ważne, ale cały czas te bajki mam pod powiekami. Nad moim łóżkiem w dzieciństwie wisiała makatka z arabskim krajobrazem. Było na niej to co potem znalazło się w filmie na zdjęciach trickowych, palmy, wielbłądy, zamek na pustyni. Potem wyjechałem do arabskiego, tureckiego miasta robić zdjęcia i pomyślałem sobie, że jestem w miejscu w które mam w głowie od bardzo dawna. Wpadłem na pomysł, by połączyć to wyobrażenie o krajach arabskich, z tym jak to jest naprawdę. To wspomnienie pomagało mi podczas zdjęć, bo robiąc film muszę mieć coś bardzo osobistego w temacie. Potrzebne jest mi to żebym widział sens w pracy, nie potrafię opowiadać o rzeczach które są dla mnie obce, nieistotne.

Czy dobrze czujesz się w tej obcej nam arabskiej kulturze?

Podobają mi się kraje arabskie. Miasta, światło, które tam jest. Z tą kulturą jest tak, że nie czuję się upoważniony żeby o niej mówić ponieważ jej kompletnie nie rozumiem. Nie będę udawał, że dowiedziałem się o niej po tych kilku tygodniach pracy w Syrii, Libanie czegoś więcej. To jest zupełnie obca kultura ale staram się ją przyswoić, oswoić dla siebie dla potrzeb mojej pracy. Daleki jestem od mówienia o tym, że ją poznałem. Podobają mi się kraje nie kultura. Fascynuje mnie połączenie tamtego chaosu z dźwiękiem Muezinów, hałasem ulicy, ciekawym światłem, które tam jest. To fascynacja tym co widzę oczami, nie kulturą. W swoich filmach zawsze wychodzę od obrazu, a nie od szukania, zagłębiania się w kulturze. Zawsze najpierw uwodzi mnie obraz i dopiero potem na nim staram się zbudować historię.

Jak trafiłeś na ślad Hakawatich?

Cały czas myślałem o kraju arabskim i myślałem o bajkach. Pamiętałem, że jest to dla mnie obcy świat i obca kultura, ale bajki nie są mi obce. Znam bardzo dobrze bajki arabskie, przypuszczam, że wszyscy je znamy. Tak więc szukałem czegoś magicznego, nieracjonalnego, nieuchwytnego. No i znalazłem książkę o Hakawatich, o opowiadaczach bajek. Ale nim dotarłem do tych bajek przeczytałem kilka książek Salmana Rushdiego. To historie o takich opowiadaczach bajek, którym rzeczywistość miesza się z bajkami i pomyślałem, że to jest bardzo ciekawe. Dowiedziałem się, że taka kultura opowiadaczy baśni niestety nie istnieje już, odeszła bezpowrotnie wraz z nadejściem współczesnego świata i zacząłem drążyć ten temat. To umierająca tradycja, prawdziwych Hakawatich już nie ma.

Myślisz, że Hakawati odeszli bo nie ma dla nich miejsca we współczesnym świecie?

W Libanie i Syrii kultura Hakawatich zupełnie umarła, można natrafić na jej ślady w Maroko, natomiast tak naprawdę jej nie ma, zniknęła. To takie smutne, wraz z nowymi przekaźnikami zniknęła potrzeba opowiadania bajek. Teraz wszyscy zamykają się w internecie, siedzą przed telewizorami. Korzystają z możliwości, których kiedyś nie mieli, ale tym samym tracą chyba na zawsze klimat, magię tamtych wspólnych spotkań podczas których słuchali razem niezwykłych historii, baśni.
W krajach arabskich przez to, że jest tam bardzo ciepło, życie toczy się na ulicach. Jest to bardzo fotogeniczne i niezwykle uruchamia wyobraźnie, to, że ci mężczyźni dzień w dzień spotykali się i czekali na dalszy ciąg opowieści wydało mi się fascynujące. Hakawati to nie byli tyko opowiadacze bajek, oni łączyli opowieści z sytuacją polityczną z życiem miasta, z życiem dzielnicy. Te opowieści, to dla większości mężczyzn był bardzo ważny element życia. Siedzieli w tych knajpach, słuchali kolejnych odcinków bajek i tak płynęło im życie. Bywało tak, że te bajki mieszały im się z rzeczywistością. Współcześni Arabowie z wielką nostalgią i żalem opowiadają o tamtych czasach. Teraz mają telewizję, internet, namiętnie oglądają seriale telewizyjne, które tam są bardzo popularne i to one przejęły niestety rolę opowiadaczy bajek. Jest taki serial syryjski bardzo popularny, podczas jego emisji całe ulice się wyludniają, to bardzo smutne.

A może to tak jest, że dziś nikt nie chce słuchać wszyscy chcą mówić?

Nie wiem Nie potrzebujemy już takiej integracji. Odeszła taka potrzeba wspólnego spędzania czasu. Teraz ludzie zamykają się w swoich domach. Przez życie w internecie strywializowały się kontakty międzyludzkie, stały się one bardzo powierzchowne. A kiedyś dla ludzi bycie razem było ważne. Mam takie poczucie, że teraz ten świat jest gorszy. Internet jest świetnym medium, ale równie wiele nam zabiera jak daje. Może nawet więcej.

Ale może wróci czas, że ludzie znowu będą chcieli być razem?

Jestem głęboko przekonany, że ludzie mają taką potrzebę. Wiem to po sobie, po bohaterach moich filmów.

Działy:
Monika Grabarek

Monika Grabarek

Pedagog, dziennikarka radiowa (Radio Kultura).

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Grudzień 2011 Najpierw uwodzi mnie obraz