Nie jestem już wyłącznie dla siebie

Lenistwo z kolekcji 7 grzechów Lenistwo z kolekcji 7 grzechów Fot.: Agata Jagniątkowska, charakteryzacja: Kasia Wilk

Z Romą Gąsiorowską-Żurawską, aktorką i projektantką, o aktorstwie, modzie i sławie rozmawia Kuba Ignasiak


Pamiętam, jak kilka lat temu umówiliśmy się na wywiad w Węgliszku. Byłaś wtedy na początku swej aktorskiej kariery, z większą ilością ról teatralnych niż filmowych na koncie. Co zmieniło się od tego czasu? Masz już pięć domów i wielką furę?

Nie mam. Mam problem, żeby kupić mieszkanie na kredyt – brakuje mi środków własnych. Choć na pewno zmieniło się zainteresowanie plotkarskimi portalami – jestem pod większym obstrzałem i można wyczytać więcej bzdur na mój temat. Na przykład, że moja gaża w ostatnim filmie przekroczy 200 tysięcy złotych… Bardzo bym chciała, niestety w rzeczywistości wyniosła o jedno zero mniej. Ludzie lubią wydziwiać i sobie umniejszać, wywyższając celebrytów i stawiając ich na miejscu boga po to, żeby móc ich potem opluć z zazdrości. Chyba lepiej się przez to czują… Polskie piekiełko. A tak poważnie – zmieniło się wiele. W wieku trzydziestu lat mam na koncie kilka ról w kultowych filmach, gdzie gram postaci, które mówią głosem pokolenia. Jestem szczęśliwa, bo pokazałam swoje różne twarze, nie dałam się zaszufladkować i zyskałam uznanie w branży, o czym świadczy Zloty Lew dla najlepszej aktorki na festiwalu w Gdyni. Jestem z siebie dumna. (uśmiech) Stawiam poprzeczkę, jak zawsze, coraz wyżej. Nie spoczywam na laurach. Od czerwca buduję swoją modową markę ‚Stara Bardzo’ – sprawdzam siebie w roli projektantki i współtwórczyni sklepu Natinaf. Spełniam kolejne marzenia.

Podczas tamtej rozmowy byłaś bardzo surowa dla większości „starych mistrzów” polskiego kina. Zarzucałaś im, że bezlitośnie dyktują warunki, że w świetle jupiterów mówią o konieczności „zmiany warty”, a tak naprawdę z całych sił próbują utrzymać swoją pozycję. Czy dziś nadal tak uważasz, czy jednak wejście w ten świat nieco głębiej wpłynęło na zmianę Twoich poglądów?

Stara gwardia jest wciąż silnie obecna, choć zmieniło się troszkę na rynku i więcej szansy daje się debiutującym reżyserom. Jest natomiast problem coraz bardziej atakującej komercji. Producenci chcą zarabiać, angażując do filmów nazwiska. W związku z tym w w kolejnych produkcjach wciąż powtarza się tylko kilka z nich. Rynek jest bardzo wąski, aktorom ciężko przebić się do pierwszej ligi.

Pamiętam również, jak zarzekałaś się wtedy, że nie zamierzasz grać w serialach, że to nie dla Ciebie. Dziś masz na koncie kilka serialowych ról. Zastanawiam się, czy była to konieczność związana z brakiem innych ofert, które pozwoliłyby Ci przetrwać, czy raczej te produkcje wydały Ci się na tyle interesujące, że postanowiłaś nagiąć/zmienić swoje zasady?

Seriale, w których zagrałam, to: „PitBull”, „Londyńczycy” i „Ratownicy”. „PitBull” był jednym z najlepszych polskich seriali. Moim zdaniem niektóre filmy są na niższym poziomie „Londyńczycy” to był największy kompromis, szczególnie druga seria. Skusiła mnie jednak możliwość wyrwania się z polskich realiów, by choć przez chwilę popracować w Londynie. „Ratownicy” to z kolei była niewielka rola w miłym towarzystwie, a i serial też nie głupi. Oczywiście w serialach gram wyłącznie po to, żeby zarobić. Wolałabym tego nie robić, bo strasznie nie lubię telewizyjnej popularności i tego targetu. Ludzie oglądający seriale nierzadko nas – aktorów utożsamiają z postaciami, które gramy. To jest zawsze dla mnie bardzo przykre i jestem wobec tego bezbronna. Unikam seriali, jeśli tylko mam inne propozycje.

Dziś mówi się o Tobie, jako o jednej z najpopularniejszych i najzdolniejszych aktorek młodego pokolenia. Czy Złoty Lew za rolę w „Ki”, wiele wcześniejszych nominacji i niewątpliwa popularność, jaką zdobyłaś na przestrzeni kilku ostatnich lat, doprowadziły Cię już do tego momentu w karierze, w którym możesz „przebierać w ofertach”, czy to jeszcze nie ten etap?

Nie bardzo. Mam trzydzieści lat więc zaczyna się ten moment dla aktorki, w którym propozycji jest mniej. Na szczęście jestem w ciąży, wiec akurat troszkę to przeczekam. (śmiech) Mam już jakieś plany na później. Na razie przyszedł czas na urlop, na który zasłużyłam.

Zdarzyło Ci się kiedyś odrzucić rolę, mimo dobrych warunków finansowych?

Są role, które są zupełnie nieciekawe. Albo sprowadzają się do pokazania ciała, albo zwyczajnie są rolami w tasiemcach. Wtedy je odrzucam.

Podczas tamtej rozmowy w Węgliszku mówiłaś również o tym, jak ważny dla Ciebie jest teatr, o wiele ważniejszy niż film. Nadal tak uważasz?

Na tym polu wiele się zmieniło. W filmie przeżyłam dużo więcej i wiele się o sobie dowiedziałam. W teatrze przestałam się czuć tak niezwykle. Być może z powodu zanikającej ideologii, którą widziałam wokół siebie, teatr przestał być ostoją. Zaczęłam coraz lepiej czuć się w filmie. W teatrze jestem i lubię grać, jednak bardzo wiele zależy od ludzi, z którymi pracuję. Tam więcej czasu spędza się w swoim towarzystwie. Jest to bardziej trwałe. Film to projekt określony ramami czasu i innego typu aktywnością spotkania. Zaczęłam lepiej czuć się w filmie.

Dzięki swej ciężkiej pracy i talentowi stałaś się osobą co najmniej rozpoznawalną. Z czym to się wiąże, jak sobie z tym radzisz? Udaje ci się chronić swoją prywatność?

Chronię na tyle, na ile jest to możliwe. Mam jednak świadomość, że nie jestem już wyłącznie dla siebie. Jestem komentowana na każdym kroku, pod ciągłym obstrzałem, nieustannie krytykowana. Zbudowałam sobie pancerz. Bez niego nie byłabym w stanie funkcjonować. Być osobą publiczną, to być nieustannie inwigilowanym. Trzeba bardzo uważać na to, co się mówi, jak się wygląda i zachowuje – czy to prywatnie, czy w pracy. Ludzie tylko czekają, żeby powiedzieć o tobie „a ta, to jest gwiazda”, oczywiście w tym pejoratywnym znaczeniu.

Skoro poruszyłem już sferę prywatną – jak tam życie małżeńskie? Oboje jesteście aktorami – widujecie się w ogóle?

Nie jesteśmy aż tak zapracowani, jak byśmy chcieli.

Ostatnio poza byciem aktorką dałaś się również poznać jako projektantka. Coraz głośniej jest o Twoich kolekcjach, które sprzedajesz pod marką‚ Stara Bardzo’. Opowiedz coś o niej - czym się charakteryzuje, gdzie można ją zobaczyć/kupić, do kogo skierowana jest ta oferta?

Pod marką ‚Stara Bardzo’ powstały już cztery kolekcje: damska i męska – „7 grzechów” – na wiosnę/lato, damskie „stygmaty”, casual i „amor amor amor” heute couture (jesień/zima). Sklep można znaleźć w internecie pod adresem www.natinaf.com – tam można kupić moje i nie tylko moje ciuchy. Na stronie www.starabardzo.com można dowiedzieć się więcej o ideologii marki. Otworzyłam też showroom w Warszawie przy ul. Felińskiego 44/2.
Kolekcje staram się komponować tak, żeby trafiały w różne potrzeby i gusta. Nie chcę się ograniczać. Jest też możliwość uszycia czegoś wyłącznie dla siebie – oryginalnego, niepowtarzalnego. Chciałabym stworzyć duży dom mody, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie. Teraz powstaje linia sukienek wieczorowych dla ciężarnych. Na pewno będą też ciuszki dla dzieci. Rozwija się to małymi krokami.

Czy byłabyś w stanie porzucić aktorstwo dla mody?

Nie sądzę. Na pewno nie w tym momencie.

A w przyszłości?

Zobaczymy, gdzie będą mnie bardziej potrzebowali. (śmiech)

Pytam o to nie przez przypadek, bowiem nie dalej jak kilka dni temu byłaś gościem honorowym toruńskiego Festiwalu Filmowego PRZEJRZEĆ, którego tegorocznym hasłem były „Moda i Film”. Przedstawiałaś tam zarówno swe filmowe, jak i modowe oblicze. Jak Ci się podobał ten event?

Cieszę się, że powstał tego typu festiwal – dla mnie, jak znalazł. Pewnie nie raz jeszcze go odwiedzę…

Na koniec nie mogę o to nie zapytać… Swego czasu w jednym z wywiadów strasznie „pojechałaś po Bydgoszczy”. Jak dobrze pamiętam nazwałaś wówczas swoje rodzinne miasto miejscem bez perspektyw, prowincją, z której na szczęście udało Ci się wyrwać. Naprawdę tak źle postrzegasz Bydgoszcz? Co Cię tak w niej wkurza?

Zawsze chciałam się stamtąd wyrwać i nadal nie wyobrażam sobie, że miałabym tam mieszkać. Przykro mi, ale dla mnie tam jest za ciasno. Wolę duże miasta. Wybrałam Warszawę, nie Poznań, nie Kraków, gdzie byłam po drodze. Warszawa jest trudna i nieobliczalna – to dla mnie godny przeciwnik. Nieskromnie mówiąc – mam zbyt duży potencjał rozwoju. Czekam na ten moment, kiedy już dojrzeję do Londynu. Bardzo bym chciała tam mieszkać. Bydgoszcz jest jak dla mnie za mało europejska.

Bywasz tu czasem?

Mam tu rodzinę i kilku przyjaciół. Pewnie, że bywam, ale coraz rzadziej.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Grudzień 2011 Nie jestem już wyłącznie dla siebie