Derwid – skrywane oblicze Witolda Lutosławskiego

Witold Lutosławski Witold Lutosławski Fot. Wikipedia

Dalsze losy piosenek Witolda Lutosławskiego.


Bardzo rzetelna praca na temat twórczości Lutosławskiego pióra Charlesa Bodmana Rae o piosenkach nie wspomina. Dołączony na koniec tej pozycji indeks wszystkich utworów Lutosławskiego, bardzo wyczerpujący i szczegółowo opisany, nie zawiera kompozycji rozrywkowych. Mogło się to wiązać z niewiedzą autora na ten temat, nie pominął tu bowiem przykładów muzyki filmowej czy pisanej do sztuk teatralnych.

Kilka zdań na temat piosenek znajdziemy w dwutomowej monografii autorstwa Danuty Gwizdalanki i Krzysztofa Meyera . Autorzy opisują sytuację kompozytora w latach 50. i 60., Naświetlają kontekst, odsłaniają tajniki powstania pseudonimu Derwid. Jest to opis na tyle unikatowy w literaturze, iż warto go przytoczyć:


„Nowe czasy przyniosły przeobrażenia w wielu dziedzinach życia, zmianie uległy nawet gatunki muzyki uprawianej przez kompozytorów dla zarobku. Śmierć Stalina położyła kres wymuszonej przez polityków żywotności i lukratywności pieśni masowej – otwarcie na Zachód spowodowało rozkwit kultury popularnej, której nieodłącznym atrybutem była piosenka taneczna. I to ona, obok muzyki radiowej tudzież coraz rzadziej przyjmowanych zamówień na ilustracje do sztuk teatralnych, stała się teraz jednym ze źródeł utrzymania Lutosławskiego. (…) Pierwsze z 35 piosenek Lutosławskiego powstały prawdopodobnie w 1957 roku, a były to: walc Cyrk jedzie, dwa fokstroty Czarownica, Zielony berecik i dwa tanga Milczące serce, Daleka podróż, wszystkie do tekstów Tadeusza Urgacza (niegdyś autora słów do pieśni masowych) lub Mirosława Łebkowskiego. Cztery z nich opublikowane zostały przez PWM w tym samym roku w zbiorze Śpiewamy i tańczymy, i wydania te – ukazując się przez wiele lat – cieszyły się ogromną popularnością. Lutosławski nie publikował ich jednak pod swoim nazwiskiem. 1 kwietnia 1957 roku złożył w ZAiKS-ie podanie datowane 31 marca, w którym pisał: Uprzejmie proszę o zatwierdzenie mego pseudonimu Bardos, którym zamierzam się posługiwać w utworach muzyki lekkiej. Ponieważ jednak Bardos okazał się nie tylko imieniem jednego z bohaterów Krakowiaków i górali, ale nadto nazwiskiem żyjącego węgierskiego kompozytora, więc dwa miesiące później Lutosławski zmuszony był poszukać sobie nowego pseudonimu; z trudnych do wyjaśnienia powodów wybór padł na Derwida, choć imię tragicznego wieszcza z Lilli Wenedy w żaden sposób nie pasuje do muzyki tanecznej” .

Ciekawostką może być fakt, iż suita z Krakowiaków i górali Stefaniego, w opracowaniu Grzegorza Fitelberga, dopełniała zawartość wspomnianej pionierskiej płyty wolnoobrotowej, na której znalazła się kompozycja Lutosławskiego. Czyżby rzutowało to na wybór pierwszej wersji pseudonimu?

Niezwykle ciekawa z punktu widzenia twórczości Derwida staje się dopiero lektura rozmowy przeprowadzonej przez Grzegorza Michalskiego z Haliną Grzecznarowską-Szpilman, wdową po Władysławie Szpilmanie . Porusza ona wątek przyjaźni obu muzyków, relacji towarzyskich między obiema parami, jak również relacje z innymi osobami ze środowiska muzycznego. Oto jej najistotniejszy fragment:

„[Grzegorz Michalski:] Witold Lutosławski bywał systematycznie zachęcany do komponowania piosenek właśnie przez pani męża, Władysława Szpilmana. Robił to dla niego, czyli dla Polskiego Radia…

[Halina Grzecznarowska-Szpilman:] Na pewno Lutosławski się wahał, jeśli chodzi o komponowanie utworów rozrywkowych. On na to nie był psychicznie przygotowany. Obawiał się, że nawet nie potrafi tego robić. Oczywiście padła taka propozycja, żeby pisał piosenki pod pseudonimem. Myślę, że nie wspominał jednak tego okresu z przyjemnością.

Ale nigdy też się tego nie wypierał.

To prawda, choć chyba nie czuł, żeby tego typu działalność go nobilitowała. (…) O ile mój mąż nigdy nie wstydził się muzyki rozrywkowej i zawsze starał się to robić dobrze, o tyle nie sądzę, żeby Lutosławski zajmował się tym z wielką ochotą. Nie musiał się wstydzić, bo jego wszystkie piosenki były muzycznie dobrze opracowane i niektóre są śpiewane do dzisiaj, ale takie miałam wrażenie, że wolałby na ten temat nie mówić”.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Start