Miłość do alergii

Szymon Andrzejewski Szymon Andrzejewski

„Jak ktoś jest uczulony na truskawki to ewentualnie może ich nie jeść.” – pamiętam te słowa, wypowiedziane przez mojego zdecydowanie nieświętej pamięci ojca, i towarzyszą mi one od początku drogi wyznaczanej przez brak możliwości wyboru przezwiska. Los, który sprawił, że mój kolega pośliznął się na trawniku i wpadł twarzoczaszką we wspomnienia po suchej karmie, doprowadził do tego, że do dzisiaj (pomimo dwójki dzieci i rozłożystej geometrycznie małżonki) kolega ów nazywany jest dość nieparlamentarnie. Ale było wtedy śmiesznie i kiedyś jeszcze, siedząc nad szklaneczką brunatnego destylatu, wspomnimy niefortunny tamten upadek. W przypadku natomiast moim determinacja nazewnictwa rozstrzygnęła się pokolenie przed moimi narodzinami. Siłą sprawczą była szmaragdowa w wyrazie kolorystycznym wyspa, a wspomniany już ojciec przy świetle zachodzącego słońca ozdabiał świat miedzianym blaskiem owłosienia. Nie ma znaczenia jak potoczy się to co reszta ludzkości omyłkowo nazywa rzeczywistością, nie ma znaczenia, co jeszcze przydarzy mi się w czasie tego procesu, który nieuchronnie prowadzi mnie do stania się spłachetkiem energii podróżującej z prędkością nieznaną przez drogi mleczne i marcepanowe. Zawsze będę rudy. Zawsze będę Rudym. W miesiącu więc co mi rok kolejny przewinie będzie o żółtej kulce na niebie i rzeczach, co kierują tym, czym kierować chcielibyśmy sami.

Najważniejszym czynnikiem, który wpływ ma na wszystko jest geografia. Dzięki niej, a może raczej przez nią, Polacy najbardziej uwielbiają walczyć z przeważającymi siłami wroga i mają na świecie opinię jednostek nadużywających procentów w płynie oraz nieswoich samochodów. Przez setki lat radzimy sobie z sąsiadami, którzy do niedawna jeszcze nie pałali zbytnim entuzjazmem do odpoczynku w hamaku i sączenia drinków z parasolką. Może dlatego, że hamak przy minus trzydziestu zamienia się w krajalnicę do warzyw, a parasole na naszym terenie zdecydowanie służą wbrew swojej nazwie. Każdy mężczyzna i większość kobiet chce mieć samochód, a jak go zabraniają produkować lub skutecznie to uniemożliwiają, to rodzi się pomysł do „czasowego użyczenia pojazdu” w celu zabrania dziewczyny nad jezioro gdzie ten hamak może i ta parasolka będą miały w końcu rację bytu.

Istnieje trochę na lewo od nas i w górę naród, który przez długi okres swojej historii uważany był za nację mityczną i składającą się li tylko z duchów. Panowie o charakterystycznych nosach (ci co swoje hełmy przyozdabiali różnokolorowymi szczotkami) uważali, że na północ od tego, co już im się udało podbić mieszkają demony o wzroście mojej ukochanej acz nie wystającej zbyt mocno ponad trawę rodzicielki. Bali się ich więc postawili mur, co miał potwory te skutecznie powstrzymać przed najeżdżaniem ziem rozjechanych. Orlonosi byli logiczni więc mur zbudowali niski. Baaaaaaardzo niski. Demony zza muru miały ubaw. U siebie w kraju natomiast mały niewiele poza postrzępionymi górami i połaciami terenu pełnymi kamieni więc śmiejąc się z tej romańskiej ścianki działowej zaczęli kombinować jak tu żyć w luksusie nie musząc niczego podbijać ani ujawniać faktu, iż są wielkimi facetami o potężnych udach, które nie konweniują z bielizną. I tak powstał naród jowialnych olbrzymów, którzy mają najwięcej patentów wynalazczych per capita na świecie. Tak, toster to też oni…

Nad nami leży kraina gdzie niewiasty o pszenicznych włosach i piersiach niczym konchy zabierają dzielnych mężów prosto z pola bitwy na… kolejne pole wypełnione odcinaniem sobie kończyn w celach rozrywkowych. I to w ramach nagrody (sic!). Ci co się nie sprawdzą w boju spędzają zaświaty w bujanym fotelu z książką Paolo Cohelio w ręku i kubkiem kakao na nocnym stoliku. Zgroza. Chłopaki o jasnym owłosieniu mają problem z najważniejszą chyba substancją w ludzkim organizmie – z dopaminą. To serum szczęścia i dobrego samopoczucia nie wydziela im się w ilościach wystarczających, bo ciemno w ich kraju z reguły i co za tym idzie mrocznie w ich głowach i smutno. Sagi ludowe mają więc ociekające krwią i osoczem, i nawet pewien kwartet ze Szwecji nie zmieni faktu, iż ich twórczość muzyczną mógłby określić jako radosną tylko ktoś o poczuciu humoru godnym adwersarza Mrocznego Rycerza. Leżą tam, gdzie leżą więc najczęściej na świecie skaczą z okien. Geografia über alles!

Mama od zawsze owijała mnie szczelnie w obawie, że ta żółta kulka na niebie zrobi mi krzywdę. Kilka razy faktycznie mi zrobiła. Były szpitale i skóra, która nie chciała już być organiczną częścią mnie więc odchodziła ze zmarszczonym czołem. Dosłownie. Może dlatego charakter mi się wykształcił raczej skandynawski i spojrzenie na świat cokolwiek niewesołe. Dopamina w moim organizmie pochodziła raczej zawsze z tego, co sam wytworzyłem mózgiem, który, pozbawiony światła, zaczął produkcję zajęć i konstruktów, co i mnie i innym przynosiły radość. Nie po drodze mi z tym gorejącym reaktorem chemicznym, co wisi nad nami i przysparza tylu pozytywnych doznań. Na szczęście promieniowanie UV to nie jedyny czynnik przynoszący radość i dający powody do wstawania z łóżka. I chociaż teraz znowu wychodzę tylko po zmroku to:
Kocham Cię, Słońce.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Start