Rzeczywistość przerosła nasze założenia

Michał Czachor Michał Czachor

Z aktorem Teatru Polskiego w Bydgoszczy Michałem Czachorem o spektaklu Podróż zimowa rozmawia Maciej Federowicz.


Czytałeś już recenzje Podróży zimowej?
(Wywiad przeprowadzony został w pierwszych dniach maja, a bydgoska premiera spektaklu odbyła się 23 kwietnia br. – dop. red.)

Czytałem. Dużo ich było.

W zdecydowanej większości są tam umieszczone pozytywne opinie. Zgadzasz się z nimi i prezentowanymi interpretacjami?
Każdy widzi to, czego oczekuje. Postmodernistyczne teorie mówią, że tyle dzieł, ile interpretacji. Zastanawiające jest, jak radykalnie się one od siebie różnią. Odrzucają przedstawioną rzeczywistość, albo odnajdują w niej obraz świata i relacji międzyludzkich, który ich porusza, wpływa na nich. Papierkiem lakmusowym odbioru tego spektaklu jest według mnie ostatni monolog.

Dla mnie ten wieńczący całość monolog jest swoistym sprawdzeniem wytrzymałości widza. W końcu powtarzasz tam przez dłuższy czas słowa: „Nawijam w kółko to samo. W kółko ta sama śpiewka, kto by chciał tego słuchać.” To był celowy zabieg znudzenia widowni?
Nie taki był nasz cel. To jest monolog starszej kobiety, artystki, która na swój sposób podsumowuje swoje życie, twórczość, siebie. Godzi się z cierpieniem, umieraniem oraz tym, że jest niezrozumiana. W pracy nad tym tekstem nie myśleliśmy w żaden sposób o prowokacji, ani szantażu. Nie ma w nim ładunku improwizacji. Zaskoczeniem było dla nas, jak bardzo rzeczywistość przerosła nasze założenia i wpisała się w temat tej wypowiedzi.

Wyprzedziłeś moje pytanie, bo zastanawiałem się, czy we wspomnianym finałowym wystąpieniu jesteś głosem Elfriede Jelinek, Mai Kleczewskiej (reżyserki spektaklu – dop. red.) czy tylko zdeformowanej kobiecości?
Nie wiem, co to jest „zdeformowana kobiecość”. Chodziło o przywołanie obrazu pewnego rodzaju artysty, kobiety. Wstrząsająca jest pogarda, z jaką traktuje się osobę o ogromnej sile wewnętrznej, ale realizującej życie w sposób różny od naszego, ogólnie przyjętego. Podczas pracy nad spektaklem rozmawialiśmy o Marii Janion, która w filmie Bunt Janion czyta w bezemocjonalny sposób listy będące wyrazami nienawiści do niej. Podobnie jest z Jelinek, która wciąż mówi, wysyła pewien przekaz pomimo społecznego ostracyzmu.

W najlepszy sposób taką kontestację przez społeczeństwo obrazuje twój „monolog szopa”. Nakreślasz w nim obraz zdegenerowanej populacji, która nie zgadza się na skupieniu całej uwagi na pojedynczej ofierze. Świata, który nie chce już dalej męczyć się obrazem ofiara-oprawca. Zastanawiam się, czy jest jeszcze miejsce na spektakl o tym? Czy ludzie będą chcieli ten powszechny obraz nienawiści oglądać w teatrze?
Dlaczego mają nie chcieć, skoro oglądają to codziennie w telewizji? Skąd taka popularność programów interwencyjnych, reportaży społecznych, robiących sensację z każdego nieszczęścia? Zauważ, że ten spektakl zaczyna się od tańczącego misia. Ma być fun. Chcecie koncertu, będzie koncert. Chcecie rozrywki, macie rozrywkę. Pomimo wszystko. Jak mówi Jelinek: „życiem jasnym i radosnym da się zagłuszyć nawet cierpienie”.

Zdaniem dramaturga Łukasza Chotkowskiego w sztuce najważniejsze jest to, co osobiste, im głębiej dotkniemy siebie, tym nasza twórczość będzie bardziej uniwersalna i ogólnoludzka. Podczas prac nad Podróżą zimową szukałeś w sobie traumatycznych przeżyć czy takie trudne emocje są tobie obce, a całość kreacji jest wynikiem tylko warsztatu aktorskiego?
Warsztat jest istotny, żeby swoje pragnienia przekształcać w konkretne wydarzenia sceniczne. Jednak bez zaangażowania indywidualnej wrażliwości i wyobraźni powstaną same kalki.

A zatem w tym konkretnym przypadku, podczas tej pracy, słowami Chotkowskiego, dotknąłeś siebie?
Nie nazwałbym tego „dotykaniem siebie”, ale rozpoznawaniem siebie, swojego stosunku do tego, co robimy, nad czym pracujemy. On może być negatywny, ale zawsze wytwarza napięcie, które jest twórcze.

Wobec tego jaki był Twój stosunek do spraw poruszanych przez Jelinek, m.in. dewiacji, seksualności, wstydu, chorych relacji rodzinnych?
Znowu odpowiem słowami Jelinek: „dlaczego normalność mierzysz miarą patologii”?

Oglądając ten spektakl ma się jednak wrażenie, że istotnym jego elementem jest pokazanie świata epatowanego seksualnym reality-show z ofiarami i oprawcami w rolach głównych.
To zbyt duże uproszczenie.

W takim razie o czym jest Podróż zimowa?
Tekst Jelinek jest bardzo osobistym, intymnym rozliczeniem autorki ze swoim życiem. Niedawno został wydany, więc można go przeczytać w całości. My wybraliśmy fragmenty, które opisywały poszczególne, ważne dla niej etapy, a zarazem uniwersalne, takie, z którymi każdy, prędzej czy później, musi się skonfrontować. Zaczyna się od wesela, później jest piwnica Fritzla, jako metafora jej osobistego stosunku do krzywdy, relacja z matką, której dała wyraz także w powieści Pianistka, strach przed szaleństwem, jakie spotkało jej ojca. Końcówka tego tekstu jest dramatem związanym ze strachem przed odejściem, śmiercią, wymazaniem.

Na koniec powróćmy jeszcze do początku naszej rozmowy. Opinie krytyków są bardzo pozytywne, a czy ty jesteś zadowolony ze swojej roli?
Tak, bo udało mi się z Mają, Łukaszem i całym zespołem dotknąć czegoś na styku, między osobistym stosunkiem a artystyczną formą. Dobra sztuka wyprowadza z powrotem to, co masz głęboko wyparte. To, co schowałeś jako niewygodne, bolące i nagle zaczynasz współodczuwać.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Start