Tutaj nic nie dzieje się przypadkowo

iMageNta iMageNta Fot. Arkadiusz Ostrycharz

Z Justyną Zubrzycką, połową duetu iMageNta – pierwszego laureata projektu Pierwsza Płyta emcekowego A\V Studio o kulisach powstawania ich debiutanckiego krążka 2 heads & 3 tails rozmawia Kuba Ignasiak.


Na rynku muzycznym działacie od stosunkowo niedawna, pozwolę więc sobie zacząć od początku – skąd wzięła się nazwa Imagenta – jesteście grafikami/plastykami z wykształcenia?
Faktycznie nazwa nawiązuje do obrazu, wyobrażenia, czegoś, co można zobaczyć. Imagenta jest połączeniem dwóch słów: magenty i image, czyli koloru oraz obrazu. Nasza muzyka często przywołuje obrazy, wyobrażenia, kolory. Jest tajemnicza. Dużą wagę przywiązujemy do detali, ukrytych dźwięków, szeptów. Są dopracowane, przemyślane. Tutaj nic się nie dzieje przypadkowo. Chcemy, aby słuchając jej ludzie mogli wejść w nasz świat, tajemniczy i kolorowy, taki jak świat dziecka. Nazwa odzwierciedla to, czym jest nasza muzyka.


Przygotowując się do wywiadu poszperałem o was trochę w sieci. Zazwyczaj trafiałem na tę samą wypowiedź o waszych rockowych korzeniach oraz graniu – mimo korzeni – muzyki elektronicznej. Opowiedz o tych korzeniach…
Oboje zaczynaliśmy naszą działalność muzyczną w zespołach rockowych. Ja sama wychowałam się na muzyce rockowej, to ona mnie zainspirowała do tego, aby zacząć tworzyć swoje własne kompozycje. W wieku 13 lat chwyciłam za gitarę i zaczęłam się sama uczyć grać, zaczynając od prostych kawałków moich ulubionych kapel rockowych - GnR, The Cranberries. W wieku 15 lat zaczęłam śpiewać w pierwszym zespole rockowym gdzie pisałam teksty i muzykę . Ale nie był to tylko rock. Udzielałam się w zespołach grających muzykę etno, gdzie bawiliśmy się brzmieniami. Jeszcze kilka lat temu nie spodziewałabym się tego, że muzycznie najbardziej będę się spełniać w alternatywnym electro.

A jak to się stało, że zdecydowaliście się jednak pójść w stronę elektroniki? Znak czasów, obliczony marketing, czy jednak prawdziwa zajawka nowymi brzmieniami?
To ludzie określają, do jakiej szuflady stylów muzycznych włożyć dany produkt… Ja nigdy nie myślałam tymi kategoriami, z góry zakładając „chce grać muzykę elektro”. Ja sama bardziej traktuję ją, jako alternatywną, niż elektro. Dlatego nie można tu mówić o podążaniu za modą, czy marketingiem. Dopiero projekt Imagenta pozwolił mi na nieograniczone możliwości komponowania, szukania alternatywnych rozwiązań, na wszystko, na co nie pozwalała mi muzyka rockowa. Nie kierowałam się zupełnie tym, co „należy robić”, aby być na topie, ale tym, jak się w tym czuję i spełniam. Świat dźwięków i alternatywnych kompozycji stoi przede mną otworem w Imagencie. To jak zdobywanie nieodkrytych lądów, nieustanna podróż muzyczna. Kiedy raz już się tym zachłyśniesz, nie ma szans na powrót. Cieszę się, że jestem już na tyle dojrzała muzycznie, że wiem co chcę robić. Jeśli jest to elektro, niech będzie elektro. Najważniejsze, abym się mogła pod tym podpisać jako pod moją własną historią, którą chcę przedstawić i zaśpiewać.

Właśnie zakończyliście nagrywanie swojej Pierwszej Płyty w emcekowym A\V Studio. Jesteście pierwszym laureatem tego projektu, można więc rzec, że przetarliście szlak. Jak wspominasz tych kilka tygodni pracy?
Sama propozycja nagrania płyty była tak nagła i niespodziewana, że zaskoczyła nas kompletnie. Musieliśmy podjąć nagle wiele decyzji, odnośnie tego co znajdzie się na płycie, w jakiej formie, jaki będzie jej koncept. To była bardzo ciężka, intensywna praca. Nagrania do późnych godzin. Nie raz wychodziliśmy ze studio o północy. Realizator nagrań, Alex, świetnie zrozumiał nasz klimat. To była bardzo udana współpraca.

Czy praca w profesjonalnym studio czymś was zaskoczyła?
Zaskoczyła i wiele nauczyła. Przede wszystkim praca nad mixami i możliwości, jakie daje profesjonalne studio. Nie spodziewałam się również, ze będzie to najbardziej pracochłonny etap nagrań. Praca nad każdym detalem, brzmieniem.

Opowiedz trochę o tej, debiutanckiej w końcu, płycie. Jakie klimaty muzyczne na niej panują? Jak długo pracowaliście nad materiałem? Czy mieliście jakieś przygody, jakieś spontaniczne akcje, pisanie numerów na kolanie?
Z tego względu, że propozycja nagrania płyty, przyszła tak nagle, wiele rzeczy działo się w studio spontanicznie. W jednym utworze - Goldilock - Irek wymyślił, że pasowałby mój krzyk, więc stałam zamknięta w pomieszczeniu i krzyczałam ile tylko mam sił do mikrofonu. W utworze cii zdecydowaliśmy się na nagranie partii klawiszy na starym, rozstrojonym pianinie, które trzeszczało przy naciskaniu klawiszy. Nagraliśmy również trzaskanie drzwiami, trzeszczenie krzesła, odgłosy zatłoczonego korytarza… Wszystko słychać na nagraniach, co sprawia, ze ta muzyka jest bardziej autentyczna i namacalna. Każdy nowy pomysł był inspiracją do kolejnego. Niesamowity proces. Nigdy nie byłam pewna tego, jak zakończy się sesja danego dnia i jaki będzie końcowy efekt.
Nad materiałem pracowaliśmy dokładnie rok czasu. Klimaty muzyczne są bardzo różnorodne. Całość jest kreacją naszego świata, pełnego kontrastów… Są szepty i krzyki, są radosne kompozycje, które są przełamywane i przybrudzone brzmieniem instrumentów. Są wreszcie krótkie etiudy, które mówią więcej, niż wielominutowe kompozycje. Taki nasz własny „Wonderland” lub „Neverland”, o których śpiewam w utworze rozpoczynającym płytę.

Jesteście zadowoleni z efektów?
Bardzo! To najlepsza rzecz muzyczna, jaką zrobiłam w życiu. Podpisuje się pod tym całą sobą. Kawał dobrej roboty.

Wielka premiera już 14 czerwca podczas koncertu w MCK. Zagracie wyłącznie nowy materiał, czy znajdzie się również miejsce dla kilku starszych numerów z waszej EP-ki?
Skupimy się przede wszystkim na utworach z płyty, jednak nie wykluczamy zagrania kawałków z EPki. Poza tym moi przyjaciele by mi nie wybaczyli, gdybym nie zagrała ich ulubionego Beautiful Crime.

Wiem, że niemal równolegle z ostatnimi miksami i przygotowaniami do koncertu powstawał klip do jednego z numerów. Do którego? Co zdecydowało o tym, że to właśnie on stał się pierwszym singlem?
Klip jest cały czas w trakcie realizacji. Nagrywamy go do utworu Mrs Someone. Od początku ta kompozycja pochłonęła wiele naszej pracy. Ma długą historię. Pierwotna wersja praktycznie nie przypomina tego, co można usłyszeć na płycie. Ostateczny efekt jest dokładnie tym, co chcieliśmy osiągnąć. Dlatego wybraliśmy ten utwór, aby go wyróżnić. Dobrze odzwierciedla również to, co gramy. Jest żywy, spontaniczny i opowiada o ważnej dla mnie kwestii: o dojrzewaniu, nabieraniu charakteru, stawaniu się „kimś”. To ważne, zwłaszcza w czasach, które mamy, gdzie panuje wszechobecna nijakość.

Jak zachęciłabyś naszych Czytelników do przyjścia na koncert i kupienia waszej płyty? Że warto, to oczywiste, ale dlaczego?
Nasza muzyka to szukanie niebanalnych, alternatywnych rozwiązań. Jest - mówiąc krótko - ciekawa, barwna, kolorowa. Jest JAKAŚ. Można ją lubić, lub nie; można się w niej zakochać albo jej kompletnie nie zrozumieć; można odnaleźć się w tym świecie albo kompletnie pogubić. Ale na pewno nie przejdzie się koło niej obojętnie. Wzbudza jakieś emocje i odczucia. To chcieliśmy osiągnąć i to osiągnęliśmy.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Start