SPOZA UKŁADU (5): Jaki jest hip-hop?

Tomasz Kaźmierski Tomasz Kaźmierski

Kilka lat temu podczas koncertu w naszej rozgłośni spotkały się dwa zespoły. Próbę w studiu muzycznym miała grupa hip-hopowa, a udzielić wywiadu do studia emisyjnego przyszli członkowie formacji wykonującej rocka progresywnego. Każdy robił swoje, a po wywiadzie prog-rockowcy zajrzeli do studia, w którym próbowali hip-hopowcy i po chwili wyszli. Jeden z nich na pytanie: Kto tam gra?, odpowiedział machając ręką: Aaa… to jakiś hip-hop. W zasadzie nieważne jest, że teraz ten zespół hip-hopowy odnosi sukcesy grając z tzw. żywym składem na międzynarodowym festiwalu Hip-Hop Kemp w Czechach i sprzedaje w trudnych czasach tysiące płyt, a wywiady z mc i autorem tekstów ukazują się w artystycznym czasopiśmie „Lampa”. Jak nietrudno się domyślić koledzy z zespołu prog-rockowego cieszą się, że wystąpią w Gniewkowie, a ich profil na FB lubi czterysta osób (w tym członkowie grupy).

Starczy złośliwości, gdyż tak naprawdę chodzi o postawę, o próbę zrozumienia, uszanowania tego, czym zajmuje się inny artysta, i że prawie każdy rodzaj muzyki ma swoich mistrzów, rzemieślników i przeciętniaków. Stwierdzenie prog-rockowca nie wynikało pewnie ze złośliwości czy złej woli, a raczej z powodu zamknięcia się na inne muzyczne światy, co za tym idzie, w pewnym stopniu, nieosłuchania i mniejszej wrażliwości. Prawie każdy rodzaj muzyki, mimo przynależności do danego nurtu, może mieć odciśnięte tzw. piętno autorskie, co jest przecież pożądane. Każdy nurt może mieć także podrodzaje, odmiany, style. Ale czy to dotyczy rzekomo prostej muzyki, jaką jest hip-hop? Kilka propozycji pokaże, że tak. Od razu jednak uprzedzam, że to nie jest próba obiektywnego podsumowania, tylko kilka płyt, które potwierdzą tezę. Zresztą nie wszystkie płyty są hip-hopowe, hip-hop w niektórych przypadkach był inspiracją, a rasowego hip-hopu (teledyski w stacjach muzycznych) chyba nie ma tu w ogóle.

Madlib – Beat Konducta vol 1-2

Niesamowity świat sampli. Madlib czerpie je ze swojego zbioru winyli, których ma podobno tyle, że ważą tonę. Sporo funku, starego rocka, dużo sampli wokalnych, to wszystko podbite beatem i nie można się uwolnić.

Prefuse 73 – Vocal Studies Uprock Narratives

Bardzo precyzyjna produkcja składająca się z mikro- sampli. To już na poły elektronika osadzona na hip-hopowym układzie rytmicznym. Do wielokrotnego słuchania.

Headset – Space Settings

Znów bardzo elektronicznie. Zabawa z konwencją „twardego hip-hopowca”. Do jednego z utworów zaproszono artystę o ksywie Beans, który w teledysku rymuje chodząc o kulach. Jest też kawałek z rymującymi dziewczynami z Japonii. Dla mnie jedna z ciekawszych płyt wydawnictwa Scape.

J Dilla – Donuts

Kocham ten album, trudno mi o nim pisać. Dilla kleił go już w szpitalu, krótko przed śmiercią. Ni to set, ni to produkcja – na tym polega magia. Ciepło, funkowo, pod koniec płyty nostalgicznie. Dużo zabawy z wokalami. Dilla często wkleja tylko końcówkę wyśpiewanego lub oddech przed. Do dziś z przyjemnością słucham.

Dj Shadow – The Endtroducing…

Płyta-legenda. Chyba pierwszy abstract hip-hopowy album, w dodatku w całości złożony z sampli, choć brzmi organicznie, spójnie, jakby nic nie było cięte. Bez rymowania. To, co jest największym atutem tej płyty, to nastrój. Shadow poniósł hip-hop dalej, podszedł intelektualnie. Jak Garbarek do jazzu. Znów Miles Davis miałby rację mówiąc, że chciałby umrzeć zaciskając ręce na szyjach białasów, którzy kradną czarnym ich muzykę. Shadow na niczym nie umie grać – ale zestawia genialnie!

Kaliber 44 – Księga tajemnicza. Prolog

Moi polscy faworyci. Kiedyś z jakiegoś satelitarnego radia nagrywałem muzykę z londyńskiej stacji, jeszcze wtedy na kasetę. Pojawiały się tam jakieś podziemne, eksperymentalne, około hip-hopowe dźwięki, roboczo na kasecie napisałem psycho-rap, no i kilka lat później poznałem polski psycho-rap.

Praktik – Dobra częstotliwość

Ciekawy polski producent, słucham tego albumu z pilotem w dłoni, by „przeskakiwać” na kawałki instrumentalne. Kunszt Praktika docenił Michał Urbaniak i zagrał tu na skrzypcach.

Crown City Rockers – Earthtones

Uwielbiam. Żywe granie, bardzo mocno „ujazzowione”. Wysokie stroje werbli, piękne flow w MC, jest tu nawet instrumentalna suitka. Polecam zwłaszcza tym, którzy pokochali serię Jazzmatazz.

The Roots – Phrenology

Mistrzowie łączenia ognia z wodą. Jest tu rock, jazz, gruby hip-hop, wyobraźnia kompozytorska. Kto był na koncercie, wie, do czego filadelfijczycy są zdolni. Kilka gościnnych udziałów, m.in. Cody Chestnutt. Dzieło pełne i wielowymiarowe.


Wiem, że powinno tu się znaleźć wiele więcej płyt i artystów, ale wiadomo, trzeba się ograniczać. Zapraszam do posłuchania fragmentów wymienionych tu płyt w audycji Muzyka Spoza Układu w Polskim Radiu PiK 16 maja o 18.05.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Start