Tajemnica zamiast rozpadu

Torbyd Torbyd Fot. Wojciech Woźniak

Z fotografikiem Wojciechem Woźniakiem rozmawia Monika Grabarek.


Na początku naszej rozmowy, chciałabym cię zapytać, czym dla ciebie jest fotografia, dlaczego posługujesz się właśnie tą formą wyrazu artystycznego?
Fotografia jest dla mnie narzędziem komunikacji, tak mogę w skrócie powiedzieć. Chodzi mi o tę fotografię z dziedziny artystycznej, jako artysta wypowiadam się właśnie w taki sposób i to jest taki mój rodzaj rozmowy – dialogu z drugim człowiekiem. Jeżeli ktoś odbiera w moich pracach to, co chciałem w nich zawrzeć, to jest to dla mnie bardzo krzepiące i właśnie o to mi chodzi.

Wystawa Sentymenty to nostalgiczna podróż po Bydgoszczy, której już właściwie nie ma. Pokazuje miejsca, które fizycznie jeszcze istnieją, są mniej lub bardziej zniszczone przez upływający czas, ale niestety znikają z mapy naszego miasta, odchodzą w zapomnienie… Basen, Torbyd…
Basenu już właściwie zupełnie nie ma. Pamiętam ten obiekt, z lat siedemdziesiątych, to było bardzo fajne miejsce, spędzało się tam miło czas szczególnie latem. W sąsiedztwie lodowiska Torbyd chodziłem do szkoły podstawowej, tworzyliśmy pierwszą w historii tego klubu klasę hokejową i spędzaliśmy tam bardzo długie godziny na treningach, a wieczorami chodziliśmy tam z chłopakami, żeby się poślizgać, czy zwyczajnie dobrze pobawić. Bardzo mi żal tych miejsc…

Jestem pewna, że nie tylko tobie, przecież wielu bydgoszczan ciepło i z łezką w oku wspomina basen, lodowisko, gmach muzeum na Gdańskiej…
Oczywiście, że tak. To były fantastyczne obiekty, tam życie towarzyskie wręcz kipiało. Te miejsca zostały stworzone z myślą o mieszkańcach naszego miasta, miały służyć rozrywce. Lata siedemdziesiąte, osiemdziesiąte to był okres ich świetności. Przy Torbydzie mieściła się restauracja, działał hotel. Odbywały się dzikie rozgrywki hokejowe, naprawdę dużo się działo. Ta atmosfera przyciągała ludzi, zwłaszcza młodych. Ja jeszcze zdążyłem tam nauczyć jeździć na łyżwach moje dziecko. Ogromna szkoda, że takie miejsca w centrum miasta po cichu giną.

Na swoich fotografiach pokazałeś swoją Bydgoszcz – to, co ma dla ciebie szczególne znaczenie, znajdziemy na nich także Dworzec Główny, Muzeum Okręgowe…
Tak, to są dla mnie bardzo ważne miejsca, bo ja je pamiętam z dzieciństwa i one dotyczą okresu mojej młodości. To też jest taka forma oczyszczenia. W zasadzie te zdjęcia mówią, że nie ma powrotu do przeszłości, do tamtych czasów. Stąd też sama nazwa Sentymenty, coś się skończyło, odeszło. To, co wartościowe przetrwało, a to, co mniej ważne, po prostu zniknęło. W związku z tym moje prace mają celowo charakter nostalgiczny, mówią o przemijaniu, nie ukrywam, że trochę nad nimi pracowałem, aby ten klimat osiągnąć. Chciałem żeby w odbiorcach pojawiło się pytanie: co jest dla nas ważne w życiu? Czy wartości, czy ludzie, a może obiekty i wspomnienia z nimi związane? A może to wszystko się łączy? Zależało mi bardzo, by widza na chwilę zatrzymać pobudzić do refleksji. Wydaje mi się, że nasze uczucia są najważniejszym czynnikiem w życiu.

Metoda, którą się posłużyłeś wykonując te zdjęcia, metoda otworkowa, potęguje efekt zadumy, zatrzymania. Wprowadza jakby baśniowy, oniryczny klimat. Zmiękcza kontury tych budynków, sprawia, że nabierają swoistej łagodności.
Nie jestem specjalistą od fotografii otworkowej, ale słyszałem bardzo dużo dobrego o tej technice. Kiedy zacząłem pracować nad tym projektem najpierw pracowałem kamerą wielkoformatową, ale przeszkadzała mi ostrość tej kamery. Drażniło mnie to, że te zdjęcia są za wyraźne, zbyt oczywiste. W związku z tym zamówiłem sobie taką kamerę otworkową i wszystkie odbitki wykonywałem metoda stykową, czyli bez użycia komputera, negatyw wywołany bezpośrednio przykładałem do papieru i naświetlałem; nie ma tu więc żadnego elementu manipulacji, jest to taka czysta, elementarna fotografia.

To wszystko sprawiło, że ta wystawa jest bardzo spójna, kompatybilna, opowiada o tym co minęło, a jednocześnie narzędzie, którym się posłużyłeś, jest również bardzo tradycyjne.
Faktycznie tak się stało, celowo utrudniłem sobie życie, to taki mój zabieg, ciągle pod górę, ale jednocześnie to bardzo zamierzony zabieg. To mój ukłon w stronę tamtych czasów. I miedzy innymi dlatego użyłem tej metody, ponieważ tu bardzo ważny jest czas, tak zwany przeżyty czas. Kiedy naświetlałem na przykład Torbyd, trwało to ponad dwadzieścia minut, miałem wiec czas spokojnie pomyśleć, wracały tamte obrazy, wspomnienia. Zastanawiałem się, jak tu było kiedyś, a jak jest teraz. Starałem się uchwycić klimat tych miejsc w połączeniu z ich przeszłością.

Wybierając te konkretne obiekty do swoich prac, myślałeś o tym, że to są miejsca ważne dla bardzo wielu bydgoszczan? W ogóle bardzo znaczące dla naszego miasta?
Oczywiście, zdaję sobie sprawę, jak wielu ludzi dobrze pamięta i dobrze wspomina basen czy lodowisko. Zrobiłem również zdjęcie naszemu Dworcowi Głównemu. Jak wiadomo, dworce kolejowe są wizytówkami miast, we Wrocławiu czy Krakowie są one pięknie odremontowane i nasz też niedługo ulegnie zmianie, jego obecny kształt przejdzie do historii. Jest on zatem swoistym dopełnieniem tych wszystkich miejsc, które sfotografowałem, albo właściwie łącznikiem pomiędzy tymi światami – przeszłością i teraźniejszością. Za chwilę też jego obecny kształt dołączy do wspomnień, także do tych o wyjazdach, powrotach, pożegnaniach, powitaniach, których był niemym świadkiem. Do tych fotografii wybrałem także budynek muzeum na ulicy Gdańskiej, ponieważ w kamienicy vis-à-vis mieszkała moja babcia. Nad Galerią Kantorek bywałem wielokrotnie jako dziecko i pamiętam, jak zastanawiałem się, patrząc przez okno, co w ogóle się mieści w tym tajemniczym budynku. Gdy dorosłem, tak się potoczyło moje życie, że zacząłem w tym budynku pracować, można powiedzieć, że takie swoiste koło zatoczył mój los. Przede wszystkim właśnie stąd mój ogromny sentyment do tych obiektów.

Basen, Torbyd powstały specjalnie z myślą o ludziach, o tym, by mieli gdzie atrakcyjnie spędzać czas. Pozostały po nich piękne wspomnienia, ale nie tylko. Mam na myśli bardzo atrakcyjne lokalizacje tych miejsc. Nie wiem jak ty, ja bardzo się boję, że któregoś dnia powstaną tam kolejne dyskonty czy inne markety…
Też o tym myślę. Wybierając te, a nie inne zapomniane przestrzenie, przede wszystkim podążałem za swoimi tęsknotami, sentymentami, ale wiem, że nie są to tylko moje odczucia. Podczas wernisażu podchodziło do mnie bardzo wiele osób i mówiło, że dzięki tym zdjęciom powrócili na chwile w czasy swojej młodości, swojego dzieciństwa. Bardzo się starałem, aby w tych pracach nie pojawił się element rozpadu i destrukcji, tylko tajemnicy, czegoś niezwykłego. Myślę, że osiągnąłem zamierzony efekt. Chciałbym reaktywacji tych miejsc, one służyły integracji społecznej, tam ludzie byli razem. W dzisiejszych czasach, kiedy właściwie żyjemy obok siebie, gdzie podstawowe relacje międzyludzkie zostały niemal zastąpione przez portale społecznościowe, z całą pewnością wspólne jeżdżenie na łyżwach czy zabawy na basenie wyszłyby nam tylko na dobre. Może na nowo nauczylibyśmy bycia razem.

Działy:
Monika Grabarek

Monika Grabarek

Pedagog, dziennikarka radiowa (Radio Kultura).

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Maj 2013 Tajemnica zamiast rozpadu