SPOZA UKŁADU (4): 1991

Tomasz Kaźmierski Tomasz Kaźmierski

Jakiś czas temu Michał zwany Brombą na swojej tablicy na portalu znanym i lubianym zrobił ciekawy wpis. Wynikało z niego, że w 1991 roku ukazało się kilka ważnych płyt. Postanowiłem się zatem przyjrzeć temu zjawisku, ponieważ dla osób urodzonych w latach 70., były to często albumy pokoleniowe, wręcz okazy pomnikowe dla pewnych nurtów, przełomowe dla grup, które je wydały lub, w zależności od wieku, w którym te osoby się znajdowały, tzw.: „najlepsze płyty z całego świata”. Muszę dodać, że mimo próby całościowego spojrzenia na zaprezentowane albumy, nie wyzbędę się upodobań i ograniczeń ilościowych. Niech to będzie zatem, krótki przewodnik po płytach, których warto posłuchać.

Cathedral – Forest of Equilibrium

Lee Dorrian musiał mieć założone pasy bezpieczeństwa, by po Napalm Death tak zwolnić. Stoner i doom w najlepszym wydaniu. Z przyjemnością sięgam po te miażdżące riffy do dziś. W zinach i pisemkach najpierw konsternacja, później należna chwała.

Red Hot Chili Peppers – Blood Sugar Sex Magik

Strzał Red Hotów, który wyniósł ich na wyżyny popularności. Prawie każdy kawałek miał swoich osobnych fanów. Genialny przejazd przez różne stylistyki. Ta płyta jest też słynna z tego, jak została nagrana przez Ricka Rubina. Wynajął dom, zamknął muzyków w osobnych pokojach i połączył kabelkami, żeby jednak grali razem. Efekt mistrzowski. Piosenka Under the Bridge na MTV zrobiła swoje i kariera zaczęła się tak naprawdę właśnie wtedy (choć bardzo cenię też Mother’s Milk).

Massive Attack – Blue Lines

W tym przypadku miałem uczucie obcowania z czymś rzeczywiście nowym. Nie było to odgrzanie w nowej estetyce czegoś, co było i sprzedanie tego małolatom, którzy nie znają starych płyt, tylko rzeczywiście nowa jakość: trip-hop. Wielki utwór Unfinished Sympathy. Do dziś żałuję, że nie uległem namowom kolegi i kilka lat później, podczas przystanku autostopowego tripu, nie wszedłem nielegalnie na ich koncert w Atenach w bardzo historycznym obiekcie.

Soundgarden – BadMotorFinger

Petarda grunge wprost ze Seattle. Flanela, glany, długie włosy. Poważniej: zachwycający wokal Chrisa Cornella. Kupiłem ten album w małym sklepiku w Pradze, wtedy płyty były tam dużo tańsze niż w Polsce. Przy Rusty Cage i Jesus Christ Pose wymiękali nawet zatwardziali metale. No może sod siebie dodawali trochę growlu.

Pearl Jam – Ten

Co tu dużo pisać? Legenda. Grunge dla wrażliwszych chłopaków i dla dziewcząt – bez złośliwości, po prostu więcej tu emocjonalnego meandrowania. Jest też Eddie. Soundgarden to „kawa na ławę”, a Pearl Jam oferuje całą paletę barw. Do następnych albumów jakoś nie miałem już serca. A tak przy okazji pamiętacie Temple of the Dog?

Nirvana – Nevermind

Kolejny pomnik, który jak się okazało przygniótł Kurta. O tym już chyba wszystko napisano. Zatem znów reminiscencja. O śmierci Cobaina dowiedziałem się w Red Foxie, wtedy jeszcze był ogólnodostępny. Dlaczego dziś gracie tylko Nirvanę? – pytali niektórzy poddenerwowani. Barman odpowiadał tak, że nie mieli już pytań i pretensji.

Cypress Hill – Cypress Hill

Hip-hopowa rewelacja, debiutancka zapowiedź, która świetnie wybuchła dwa lata później w postaci płyty Black Sunday. Dystans do gatunku, zabawny głos i świetny flow oraz fajne sample. Okazało się, że przy hip-hopie można się świetnie bawić na podziemnych imprezach, np. na „alternotece” w Beanusie. Choć było tam bardzo gorąco i tłoczno, prawie każdy chodził w czarnej wełnianej czapce.

A Tribe Called Quest – The Low End Theory

Ta płyta też dobrze wchodziła podczas imprez, o których powyżej. Znany killer: Jazz (We’ve Got). Jednak nikt nie przebił w tym czasie wydanego rok później albumu składu House of Pain i słynnego Jump Around.

Death - Human

Dojrzały album zespołu, niestety, nieżyjącego już Chucka Schuldinera. Wypowiedź spójna, ważna dla death metalu, wirtuozerska. Muzyka się jeszcze nie zestarzała, jak w przypadku wielu innych metalowych płyt.

Metallica (tzw. czarny album)

Dla jednych koniec, dla innych początek Metallicy (choć wiadomo, że skończyła się na Kill’em All). Album graniczny. Enter Sandman na MTV, później, niestety Nothing Else Matters. Czy to wszystko przez producenta Boba Rocka? Wątpię. Które kawałki są najlepsze na tej płycie? Te, które przypominają poprzednią. Zatem słuchamy: The God That Failed i Wherever I May Roam.

Gun’s’Roses – Use Your Illusion I i II

Czy ktoś lubił czy nie, trzeba było przyznać – kolejny pomnik, który przygniótł, ale nie zabił fizycznie. Przy November Rain niejedna zakochana i niejeden zakochany przepłakał niejedną noc. Na szczęście to długi numer, więc wystarczyło tylko kilkanaście repeatów. Obok mega hiciorów z MTV zgrabne piosenki np.: Yesterdays.

Voivod – Angel Rat

Ten album wyszedł po mojej ulubionej Nothing Face. Voivod już się trochę uspokoił i uczesał, choć płyty z lat 80. nadal potrafią szarpać. Miałem koszulkę.

Primus – Sailing The Seas of Cheese

Co to jest? Gość śpiewa/mówi z zapchanym nosem? Dziwili się ci, którzy po raz pierwszy przyjęli zaproszenie do chorego, powyginanego świata Lesa Claypola. Ja w tym środowisku czułem się świetnie, choć przygodę rozpocząłem od Pork Soda.

Infecious Grooves – The Plaque That Makes Your Booty Move…

Poboczna zabawa kolesi z Suicidal Tendencies, dla mnie lepsza od ST. Sporu funku, mocnych gitar, a przede wszystkim humoru, nie tylko w skitach czyli gadkach pomiędzy kawałkami.

U2 – Achtung Baby

Nie dla mnie, ale dla wielu ważny album. Zmiana stylu, porzucenie rockowego bólu z przeszłości. Odważna decyzja i się udało. MTV z Misterious Ways pomogło i zespół się odświeżył, lepiej trafiając również do ówczesnej młodzieży.


Bromba wspomniał jeszcze o Fugazi, Pennywise i NOFX, ja nie wspominam, bo wolę przypomnieć Autopsy, Morbid Angel, Morgoth, Beherit czy Immolation. Przypominam to, z tych samych powodów, z których Bromba nie wspomina o Autopsy, a ja o Pennywise (choć przy Fugazi się zgadzam). A co nad Wisłą? W 1991 roku solową karierę rozpoczął Kazik wydając Spalam się, Izrael wydał 1991, Kult Your Eyes a Armia Legendę.

Na koniec dziękuję Brombie za inspirację i szkoda tylko, że Megadeth (Rust in Peace) się pospieszył, a Alice in Chains, Helmet, Biohazard i Faith No More się spóźnili i wydali płyty w 1992. Zapraszam na audycję Muzyka Spoza Układu 11 kwietnia o 18.05 w Radiu PiK. To będzie wydanie specjalne zatytułowane 1991, bo rzeczywiście był to ciekawy dla muzyki rok.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Start