Nie jestem misiem do przytulania

Mateusz Łasowski Mateusz Łasowski Fot. Dariusz Gackowski

Z Mateuszem Łasowskim o emploi aktora rozmawia Maciej Federowicz.


 

Porozmawiajmy o emploi aktora. Ciekawi mnie, na ile czujesz się w nim uwięziony? W końcu nie przypominasz grzecznego chłopca.
Myślę, że nie mam powodów, aby czuć się uwięziony, bo każdy sezon zaskakuje. Jeszcze dwa lata temu nie spodziewałbym się obsadzenia np. w roli księdza, a w zeszłym sezonie zagrałem trzy takie role – w Dziadach, Popiełuszce i Wszystkich świętych. Zaskoczenie to też chyba zbyt duże słowo, mimo że oczywiście moje predyspozycje, warunki, tak na pierwszy rzut oka, ewidentnie świadczą o możliwości wykonywania zgoła odmiennej profesji. Nie oszukujmy się: dresiarz, kibol, morderca, ćwierćinteligent czy pijany rewolucjonista. Natomiast ostatni sezon był faktycznie bardzo „religijny”.

Przyznam, że irytuje mnie praktyka obsadzania w polskich serialach i filmach aktorów „po warunkach”, bo twórcy boją się eksperymentować. Jak ty to oceniasz?
Tzw. obsadzanie po warunkach to chyba nie do końca sprawa obawy przed eksperymentowaniem. Jest to często kapitalne ujęcie jakiegoś tematu i daje wymarzony efekt, ale z drugiej strony faktycznie trochę odcina nas, widzów, oraz aktorów od czegoś zwyczajnie nowego, nieznanego, może ambitniejszego, choć ryzykownego. To długi temat, który pewnie starczyłby spokojnie na oddzielną rozmowę. Myślę, że twoja irytacja, jak najbardziej słuszna, spowodowana jest po prostu okropną powtarzalnością tych samych twarzy, tych samych nazwisk, bez przerwy na tym samym ekranie. Zmienia się tylko kanał, albo tytuł kolejnego seansu kinowego. Wszyscy przez to cierpimy (ja dodatkowo, finansowo). Oczywiście, ja to wiem i wie o tym większość. Tymczasem to też biznes. Rozumiem np. Smarzowskiego, bo on świadomie ma stałą ekipę, którą uwielbiam. Godziny przepracowane razem działają u nich jak najbardziej na korzyść, na sukces. Dlatego twarze tych facetów nie mogą się znudzić. Jednak kiedy tylko widzimy pana X i panią Y, którzy rano w jakiejś herbacie czy kawie opowiadają o pierdołach i o tym jacy są niewyspani, za chwilę na innym kanale wyznają sobie miłość w serialu, w przerwie reklamowej polecają świetne kosmetyki, a wieczorem w kinie (przysypiając, bo trochę nudno) widzimy jak ten sam X z tą samą kupują sobie pieska („…aaa, zobacz, Władzio, to oni tu grają rodzeństwo”), to faktyczne COŚ TU NIE GRA!

Niestety aktorzy często przyjmują bardzo podobne role, a przez to sami siebie szufladkują. Idealnym przykładem jest Bruce Willis, który od dłuższego czasu w prawie każdym filmie gra twardziela.
Przepraszam, ale chyba jednak nie jestem do końca na bieżąco z jego karierą. Oczywiście znam Bruce’a, ale nie wiem, czy to do końca szufladka. Takiego go chce widownia i taki jest przez nich kochany. Jedna grupa, to aktorzy, którzy są jak kameleon i mają tysiące twarzy, a inni nadają się tylko do określonego typu ról. Ja nie mam nic przeciwko, żeby być takim Brucem Willisem. Nie uwłaczałoby to mojej ambicji. W tym zawodzie oczywiście nie można się nudzić i są potrzebne wyzwania oraz zmiany. Jednak jeśli ktoś miałby na mnie konkretny pomysł, związany blisko z moją osobowością i fizycznością, a ludzie chcieliby mnie takiego oglądać w różnych spektaklach czy filmach, to ja nie miałbym nic przeciwko temu.

W mojej opinii ludzie chcą oglądać ciebie w różnych rolach i nie ma zapotrzebowania na szufladkowanie twojej osoby w jednym tylko typie bohatera. W końcu jesteś gwiazdą bydgoskiego teatru.
Gwiazdą? Nie! Gram, próbuje i znikam do domu. Czasami posiedzę troszkę dłużej w garderobie, a wyjście do baru to już prawdziwa rzadkość. Przed teatrem, po spektaklu, nie czeka na mnie pół widowni z kartkami po autograf. Szczerze, to nikt nie czeka. No chyba, że moja Najcudowniejsza Mamusia, Danusia, która ostatnio zrobiła mi wspaniałą niespodziankę, bo wsiadła w auto, przejechała 200 km i na oklaskach dopiero zobaczyłem, że jest na widowni. Kocham Ją nad życie!

Nie mogę się z tym zgodzić, bo wiem, że masz wierną rzeszę fanek.
Poważnie? Dlaczego nie przychodzą po autografy? Tak 6 lat temu, zaczynając przygodę z Bydgoszczą, mając jeszcze kilka włosów na głowie, po kilku pierwszych premierach, coś mi się obiło czasami o uszy na ten temat. Jednak teraz? Nie jestem raczej misiem do przytulania czy lukrowanym chłopcem. Wręcz przeciwnie, ludzie się mnie często boją.

Spotkałeś się już z takimi opiniami?
Czasami w nowym towarzystwie wyczuwam pewien rodzaj dystansu do mojej osoby. Często ludzie oceniają człowieka po wyglądzie. W końcu posiadam ogoloną głowę i wygląd kryminalisty. Czuję natomiast wyraźną sprzeczność, bo przyznam szczerze, że zawsze jednak byłem i jestem, cholernym wrażliwcem, który muchy nie skrzywdzi, a i często gdzieś w kącie po cichu popłacze. Cóż, takie oto opakowanie otrzymałem. Natomiast zawartość często zaskakuje, bo przecież jasne jest, że to co w środku najcenniejsze. I nie zapominajcie tym też dzielić się z ludźmi…

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Start