MANISZEWSKA: Muzyka sakralna i nie

Małgorzata Maniszewska Małgorzata Maniszewska

Na początku i pod koniec marca w Filharmonii Pomorskiej odbędą się dwa na pewno godne uwagi koncerty z udziałem Capelli Bydgostiensis. Pierwszy z muzyką bliższą nam w czasie, drugi związany z okresem Wielkiego Postu i wypełniony kompozycjami XVIII i XIX w.
Chronologicznie pierwszy koncert, zatytułowany Różne oblicza wirtuozerii, przewidziany na środę 6 marca, poprowadzi stale współpracujący z zespołem José Maria Florêncio, a wyeksponowane zostaną podczas niego harfa i instrumenty perkusyjne oraz grający na nich soliści.

Anna Sikorzak-Olek, harfistka, jest od ponad trzech dekad związana z tym instrumentem, często i chętnie wykonuje muzykę współczesną, nagrywa też muzykę teatralną i filmową. Była nominowana do nagrody „Fryderyk 2001” za płytę z koncertami harfowymi XX wieku, nagraną z orkiestrą Amadeus pod batutą Agnieszki Duczmal. Stanisław Skoczyński zaś jest jednym z najwybitniejszych współczesnych polskich perkusistów, dobrze znanym naszej publiczności, choćby z organizowanych tu Bydgoskich Warsztatów Perkusyjnych, które przekształciły się w Drums Fuzje. Skoczyński ma w repertuarze niemal wszystkie dzieła napisane na perkusję solo, w tym Iannisa Xenakisa, w którego kursach uczestniczył. Obaj soliści spotkali się już dwa lata temu, wykonując wspólnie Koncert na harfę, perkusję i orkiestrę kameralną Stanisława Moryto podczas Świętokrzyskich Dni Muzyki. Wówczas koncert prowadził Jacek Rogala, przez jakiś czas związany z Capellą Bydgostiensis… Nim jednak zabrzmi ten utwór, usłyszymy Claude’a Debussy’ego Danse sacrée i Danse profane na harfę i smyczki. Utwór ten powstał na zamówienie firmy Pleyel, która chciała nowej, „testowej” kompozycji, promującej u nich niedawno skonstruowany rodzaj harfy. Była to harfa chromatyczna, pozbawiona pedałów, z dwoma, krzyżującymi się płaszczyznami strun. Debussy napisał wówczas właśnie te dwa tańce, które można wykonywać również na współczesnej harfie pedałowej.

Jeden z najstarszych instrumentów ludzkości, znany już w Mezopotamii, Egipcie, Izraelu, Grecji, jak też heraldyczny symbol Irlandii, kojarzony jest dziś głównie z dodawaniem subtelnego kolorytu do orkiestrowych współbrzmień. Jednak wielu instrumentalistów i kompozytorów udowadnia, że jest to też instrument solowy o bogatych możliwościach wyrazowych. Harfa stała się też jednym z ulubionych instrumentów impresjonistów, ze względu na specjalne efekty, a zwłaszcza możliwość odtwarzania zarówno krystalicznie czystych, jak też szeleszczących, „zatartych” dźwięków.

Danse sacrée i Danse profane powstały w czasie gdy Debussy pisał jedno z najciekawszych swoich dzieł orkiestrowych, szkice symfoniczne La Mer, i już kilka lat po operze Pelleas et Melisanda. Oba tańce – zarówno „święty”, jak „świecki” nie kontrastują ostro ze sobą i nie miały takie być. Pierwszy, z pastelową przejrzystością i aurą starożytności, ma oddać atmosferę podniosłego, świętego tańca. Drugi natomiast, napisany w wyraźnym potrójnym metrum, z kapryśną relacją między harfą a smyczkami, oddaje inny rodzaj nabożeństwa – do natury, zmysłów, ziemskiej egzystencji.

Koncert na harfę, perkusję i orkiestrę kameralną Stanisława Moryto z 2005 roku nie jest pierwszym utworem tego kompozytora w którym perkusja odgrywa ważną rolę. W latach 80. napisał A tre na dwa akordeony i perkusję, Vers libre na perkusję solo, Per uno solo na perkusję. W 2000 r. powstały Carmina Crucsis na recytatora i perkusję, utwór wpisujący się w historię polskiej muzyki pasyjnej, a dedykowany jednemu z solistów środowego koncertu, Stanisławowi Skoczyńskiemu. O kompozycjach Stanisława Moryto znany publicysta i krytyk muzyczny, Ludwik Erhardt w artykule Dwa razy Stabat Mater pisze tak:

Można tylko z podziwem stwierdzić, że twórca konsekwentnie trzyma się z dala od modnych kierunków i międzynarodowego targowiska nowości muzycznych, co skazuje go oczywiście na los outsidera, lecz i umożliwia kontynuowanie obranej własnej drogi.

Z kolei współczesna kompozytorka, Dorota Dywańska w artykule Harmonia serca i rozumu zauważa, że Stanisław Moryto jest jednym z kompozytorów świadomych potrzeby syntezy, w niej odnajdujących sens tworzenia i sens całego świata znaczeń. W muzyce Stanisława Moryto uderza naturalność. Obok siebie współistnieją chorał gregoriański, polifonia, rozwinięta harmonika, klastery – nie przeciwstawione sobie, lecz połączone w jeden ciąg wypowiedzi. Stanisław Moryto używa tych środków, gdyż przemawiają one do nas i dzięki temu uczestniczymy w wypowiadanym sensie. Oba te głosy, wyrażające odczucia dwu pokoleń, świadczą o komunikatywności i bezpośrednim oddziaływaniu muzyki Moryty.

Zwieńczy koncert niewielki utwór Romualda Twardowskiego, powstały w 1955 roku Oberek na orkiestrę smyczkową. To krótka, około trzyminutowa, jednoczęściowa kompozycja utrzymana w charakterystycznej tanecznej rytmice oberka. Jak wiele utworów z tamtego czasu jest inspirowana ludowym tańcem, dynamiczna i pełna życia.

Zupełnie inny charakter będzie miał koncert w Niedzielę Palmową, wypełniony muzyką sakralną. Na początek, w wykonaniu Capelli Bydgostiensis i Chóru Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy pod dyrekcją Benedykta Odyi, specjalizującego się w sztuce wykonawczej polskiej pieśni pasyjnej, usłyszymy Stabat Mater Josepha Rheinbergera. Nazwisko tego kompozytora niewiele nam mówi, a jednak gdy je wpisać w internetową wyszukiwarkę – wyskoczy od razu kilka stron z serwisu You Tube, a tam fragmenty właśnie tej jego kompozycji w bardzo wielu wykonaniach. Muzykę do sekwencji Stabat Mater pisali m.in. Boccherini, Dworzak, Haydn, Palestrina, Penderecki, Rossini, Schubert, Szymanowski, Verdi… Zmarły w 1901 r. w Monachium Rheinberger był bardzo cenionym pedagogiem i niezwykle płodnym kompozytorem. Pośród dwustu jego kompozycji znajdziemy wiele utworów muzyki sakralnej. Czternaście mszy, trzy requiem, dwa Stabat Mater, liczne kantaty, motety, hymny, pieśni. Przejmująca, dramatyczna kompozycja niedzielnego koncertu – nawiązuje do późnoromantycznej stylistyki, a skomponowana została do wykonywania podczas liturgii.

W końcu arcydzieło. O prawykonaniu jego kompozytor napisał tak:

Mury, okna i kolumny katedry były pokryte czarną tkaniną, wielka lampa wisiała w centrum oświetlając mistyczną ciemność. O północy drzwi katedry zostały zamknięte i orkiestra zaczęła grać. Biskup stanął za pulpitem, wypowiedział pierwszą z fraz z komentarzem, opadł na kolana przed ołtarzem i przeżywał. Biskup wstawał i klękał tak siedem razy i za każdym razem orkiestra grała po jego komentarzu. Moja kompozycja musi być osądzana w tym aspekcie. Zadanie stworzenia siedmiu części, z których każda powinna trwać 10 minut, bez zmęczenia słuchaczy, nie było proste. Wkrótce odkryłem, że nie utrzymałem żądanego czasu trwania.

Tak wyglądało Siedem ostatnich słów Chrystusa na krzyżu Josepha Haydna w oczach swego twórcy. „Oratorium bez tekstu”, nawiązujące do ostatnich słów Jezusa, napisane na zamówienie zgromadzenia Hermandad de la Santa Cueva w Kadyksie, stało się swego rodzaju dziełem totalnym. Z wykorzystaniem architektury kaplicy, plastycznej dekoracji (tkaniny, lampy), obrządku, słowa i muzyki. Haydn był dumny ze swego dzieła. Do Williama Forstera pisał:

Każda sonata, czy raczej każdy fragment tekstu, wyrażony jest wyłącznie muzyką instrumentalną, ale w taki sposób, że wywiera to najgłębsze wrażenie nawet na najmniej doświadczonym słuchaczu.

Z cyklu siedmiu sonat instrumentalnych, poprzedzonych introdukcją, zwieńczonych jedynym szybkim fragmentem, Il Terremonto, obrazującym trzęsienie ziemi i zmartwychwstanie – powstały jeszcze kolejne wersje – wokalna, kwartetowa i fortepianowa.

W 1795 roku Haydn podróżował po Niemczech i Austrii. W Passau usłyszał aranżację na chór Siedmiu ostatnich słów dokonaną przez chórmistrza Josepha Friebertha, który dodał kilka chorałów do oryginału. Wtedy stworzył własną wersję z chórem i to uznał za właściwe oratorium. Wykorzystał tekst Barona Gottfrieda van Sweden. Ta ostateczna wersja została wykonana w Wiedniu w 1796 roku, a opublikowana została w roku 1801.

Wstęp i Terremoto oraz środkowa Sonata w całości utrzymane są w moll, reszta kończy się w dur. Czy chodziło twórcy o to, by bardziej niż grozę cierpienia wyeksponować spełnienie zbawiennej misji? Czy raczej o to, by nie ilustrować fraz dosłownie? Zapewne nie miała to być muzyka teatralna i afektowana, raczej pomocna w skupieniu się na poszczególnych frazach. Przypomnijmy wszystkie siedem słów rozproszonych w Ewangeliach: „Ojcze przebacz im, bo nie wiedzą co czynią!”, „Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze mną będziesz w raju”, „Niewiasto, oto syn Twój. Oto Matka twoja”, „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?”, „Pragnę”, „Wykonało się!”, „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego”.

Powstało niezwykłe, medytacyjne arcydzieło, warte poznania w każdej z czterech autorskich wersji.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Start