Juryści łokietkowi na wieki gotowi! Krzyżacy też

Z próby na próbę kostiumów i rekwizytów przybywało Z próby na próbę kostiumów i rekwizytów przybywało Fot. Włodzimierz Podczaski

Pierwotny proces polsko-krzyżacki toczył się naprzemiennie w Inowrocławiu i Brześciu Kujawskim; jego odtworzeniem zainteresowali się pasjonaci z Inowrocławia oraz Bydgoszczy…

Gdy stawiałem ostatnią kropkę w poniższym tekście, do daty premiery widowiska pozostawał już tylko niecały tydzień. Przygotowania trwały niemalże dwa miesiące, a całość powieść mogła się jedynie za sprawą mecenatu Naczelnej Rady Adwokackiej w Warszawie oraz Okręgowej Rady Adwokackiej w Bydgoszczy. Bydgoscy prawnicy bowiem pierwsi dostrzegli potencjał edukacyjny pomysłu Katarzyny Podczaskiej z Inowrocławia, której zamarzyło się żywe wspomnienie polsko-krzyżackiej rozprawy o Pomorze Gdańskie.

Rozprawa takowa rzeczywiście odbywała się w latach 1320-1321. Proces inowrocławsko-brzeski przyciągnął najtęższe umysły, najzacniejszych jurystów zwaśnionych stron; w scenariuszu Katarzyny Podczaskiej uwzględniono obecność wielu spośród nich. Symboliczną – dużo przecież późniejszą w rzeczywistych dziejach – narrację powierzono zaś skwapliwemu kronikarzowi Janowi Długoszowi, który w swoich sławetnych Rocznikach zawarł sporo relacji o wielkim pojedynku polskiej i krzyżackiej myśli prawniczej.
Współczesność ma jednak swoje prawa: komentarz „Długosza” w inscenizacji uzupełniły trzy mini-wykłady, objaśnienia. Kogo bowiem uczą w dzisiejszej szkole, cóż znaczy „nemo iudex in propia causa” oraz „qui inimici sunt”?

Zebrali się miłośnicy

Historyczne teatrum, wystawiane w murach inowrocławskiego kościoła p.w. św. Mikołaja, czyli w parafii będącej spadkobierczynią świątyni, w której obradował ówczesny trybunał, zostało całkowicie powierzone amatorskim wykonawcom. Przysporzyło to pewnie niejednej zgryzoty Tomaszowi Szymańskiemu, dyrektorowi gnieźnieńskiego Teatru im. Aleksandra Fredry, który w epilogu i prologu przygotowań służył bydgosko-inowrocławskiej ekipie pasjonatów zawodowymi radami. W rezultacie wizualna cześć widowiska została nieco stonowana i pokierowana w kierunku teatru rapsodycznego, teatru słowa. Profesjonalny reżyser do samej istoty pomysłu odniósł się entuzjastycznie: – Od każdego można coś wybrać, podpatrzeć, a tym bardziej od ludzi, którzy teatrem chcą się zajmować z miłości – bo przecież „amator” to po prostu miłośnik, czyli ten, który z czystego uczucia zabiera się do jakiejś roboty. A czyste uczucia są w sztuce wciąż najważniejsze – stwierdził Szymański.

Od scenariusza po kostium

Spektakl zrodził się rzeczywiście z fascynacji, czystej pasji. Pasji Katarzyny Podczaskiej, która będąc po fachu historykiem sztuki, uwielbia duchowe i materialne dziedzictwo średniowiecza: – W kościele św. Mikołaja bywałam wielokrotnie i już od lat dojrzewała we mnie taka myśl, aby podkreślić jego świetność poprzez powrót do wydarzenia, które miało międzypaństwową, a nawet europejską rangę! Cud, że znaleźli się ludzie, którzy zapalili się do tak trudnego, a przy tym zupełnie niekomercyjnego pomysłu!
Podczaska jest nie tylko autorką scenariusza, ale wykonała samodzielnie również sporą cześć rekwizytów, kilka strojów. Zawsze przy tym sięgała do źródeł, śred­niowiecznej ikonografii. 

Być jak arcybiskup Janisław…

Oto główne role i ich wykonawcy: Sławomir Jezierski (jako Jan Długosz), Paweł Lewartowski (Janisław, arcybiskup gnieźnieński), Andrzej Kortas (Domarat, biskup poznański), Maciej Owsianik (Filip, kanclerz królewski), Piotr Kubicki (Zbyszko, podkanclerzy królewski)…
Ja też tam byłem, na drakoński wyrok sądu srodze się piekliłem… Krzyżactwo wszak zobowiązuje.  

„Zygfryd z Papowa, prezbiter krzyżacki” czyli Adam Gajewski



Sąd sądem, ale sprawiedliwość musi(ała) być po naszej stronie!

Kujawski proces wszech czasów

Sąd nad krzyżackim władztwem, mieczem ustanowionym nad Pomorzem Gdańskim, był w swoim czasie ważką sprawą międzynarodową, uzyskując status procesu „papieskiego”, to jest sprawowanego w imieniu papieża Jana XXII. Wielki protektor sprzyjał Polakom, wykluczając z góry m.in. możliwość składania apelacji od wyroku przez Zakon. Linia postępowania krzyżackich pełnomocników polegała zatem na nieustannym negowaniu samej zasadności procesu, kompetencji sędziów wyznaczonych przez króla Władysława Łokietka, braku ich bezstronności. Prawniczy pojedynek toczył się przez rok, przy czym juryści polscy nie cofali się nawet przed opcją kontynuacji procesu bez obecności pozwanego.
Rangę całego wydarzenia, z pewnością wyjątkowego w dziejach regionu, pomniejsza fakt, iż faktycznie z góry przewidziany wyrok – oddanie Pomorza oraz kontrybucję – Krzyżacy po prostu zbojkotowali.


Co mają na swoja obronę, czyli głos ma Obsada…

Lubię teatr!

Weronika Krzyżańska
inowrocławska licealistka, odtwórczyni roli królowej Jadwigi
Tak się składa, że właśnie ta postać jest patronką mojej szkoły, nawet więcej, bo patronką całego miasta! W spektaklu mam krótką, ale bardzo „uduchowioną” rolę – mam wygłosić przepowiednię, ostrzec Krzyżaków przed karami, jakie spotkają ich za krzywdy wyrządzone Królestwu Polskiemu. Ta przepowiednia królowej Jadwigi jest lokalną, kujawską legendą, przechodzącą z pokolenia na pokolenie…

Piotr Kubicki
bydgoski aplikant adwokacki, odtwórca roli kleryka Mikołaja
Lubię teatr! Nie musiałem się długo zastanawiać, czy wziąć udział w takim przedsięwzięciu. Nie jest to pierwszy raz, gdy członkowie bydgoskiej palestry są zaangażowani w przedsięwzięcie o teatralnym charakterze; w ubiegłym roku w Klubie Adwokata w Bydgoszczy  też przygotowaliśmy inscenizację. W Inowrocławiu przypadły nam role „prawnicze”, niejako branżowe, ale osadzone kilkaset lat wstecz.

Sławomir Jezierski
dziennikarz radiowy z Inowrocławia, odtwórca roli Jana Długosza
Zaszczytne przypadło mi stanowisko, zaszczytna postać. Czytam stylizowane sprawozdanie kronikarskie, wygłaszam najdłuższe partie tekstu w całej inscenizacji. Zatem jestem dość blisko tego, co wykonuję na co dzien. W radio mam słuchaczy, ale nie widzę ich, w kościele stanę przed nimi „na żywo”. Właśnie zacny kanonik Jan Długosz historycznie opisał proces sądowy, który przypominamy – czuję odpowiedzialność mojej roli!

Maciej Owsianik
bydgoski adwokat, odtwórca roli kanclerza Filipa
Niemalże „zawodowa” wizyta w XIV wieku jest dla mnie sporym zaskoczeniem, ale niezwykle ciekawym doświadczeniem. Od razu zauważyłem, że proces tamten nie miał wiele wspólnego z dzisiejszym procesem, gdy porównuje się zasady. Przede wszystkim pewne delikatnie mówiąc „wątpliwości” musi budzić bezstronność sądu mianowanego przez Władysława Łokietka, widoczna dla każdego widza nierówność pomiędzy stroną krzyżacką, a stroną polską.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Start