Do teatru nie wchodzi się bezkarnie

Paweł Łysak Paweł Łysak Fot. Dariusz Gackowski

Z dyrektorem Teatru Polskiego w Bydgoszczy Pawłem Łysakiem rozmawia Maciej Federowicz.


W ostatnim czasie na pana oraz cały bydgoski teatr posypało się wiele prestiżowych nagród, m.in. najważniejsi krytycy teatralni podsumowali miniony sezon i okazało się, że TPB znalazł się w ścisłej czołówce scen w Polsce. Przede wszystkim jednak został pan laureatem dorocznej nagrody Ministra Kultury w kategorii teatr. Gratuluję wyróżnienia.
Dziękuję bardzo.

Jaka jest recepta na ten ogromny sukces?
Myślę, że trzeba być szczerym, a także poważnie traktować to, co się robi, osoby, z którymi się to robi i dla których się to robi, czyli widzów. Jest nam bardzo miło, kiedy spadają na nasz Teatr te wszystkie sukcesy. To ważne, aby nasza praca została dostrzeżona, bo wszyscy wkładamy w nią wiele serca. Z drugiej strony takie chwile są też trudne, bo rosną oczekiwania i wymagania, a człowiek zaczyna intensywniej myśleć o przyszłości i musi wyznaczać sobie dalsze cele. Te dobre i miłe chwile trwają krótko, a potem jest praca.

Te pozytywne oceny wśród krytyków i widzów są utrudnieniem czy ułatwieniem w pańskiej pracy?
Na pewno są pozytywną motywacją. Daje to napęd do dalszego działania, ale także poczucie odpowiedzialności. Każdy teatr na co dzień spotyka się z wieloma problemami. Rolą dyrektora jest zapewnienie solidnych i stabilnych podstaw działania.

Czuje się pan w tej chwili najważniejszą osobą w świecie rodzimego teatru?
Zdecydowanie nie czuję się tak.

Przejdźmy do spraw bieżących. Jakie premiery będziemy mieli okazję zobaczyć w 2013 roku?
Zaczynamy od mojej premiery Wiśniowego sadu. Następna będzie koprodukcja międzynarodowa, która nazywa się Cztery miasta, cztery historie. Biorą w niej udział oprócz naszego teatru jeszcze Staatstheater z Drezna, teatr z Birmingham oraz teatr z Zagrzebia. Ten spektakl tworzony jest przed czwórkę najbardziej zdolnych i wziętych dramaturgów z tych czterech krajów. Premiera będzie miała miejsce w Zagrzebiu, a w Polsce po raz pierwszy wystawiony zostanie na Festiwalu Prapremier. Przygotowujemy się także do spektaklu Podróż zimowa, która jest koprodukcją z Teatrem Powszechnym w Łodzi, w reżyserii Mai Kleczewskiej. Premiera tej nowej sztuki Elfriede Jelinek będzie miała miejsce w kwietniu. Jeszcze wcześniej odbędzie się debiut Szalonej lokomotywy na podstawie tekstu Witkacego w reżyserii Michała Zadary. Jest to spektakl w pomyśle bardzo ciekawy, gdyż będzie się cały czas dział w ruchomym pociągu, w podróży. Zaraz potem Ewelina Marciniak, nasza nowa reżyserka, która już w tej chwili w Polsce została dostrzeżona przez krytykę i otrzymała wiele nagród, wyreżyseruje Skąpca Moliera. Kolejną koprodukcją, tym razem z teatrem w Bernie, będzie projekt Against, który dotyczy inwigilacji w sieci, problemu ACTA, hakerstwa itd.

Jako dyrektor nie boi się pan spektakli trudnych, wstrząsających, a często nawet oburzających. Babel, Wszyscy święci czy Hekabe to tylko niektóre z nich. To świadoma taktyka czy wypadkowa współczesnych tendencji?
Często powtarzam, że do teatru nie wchodzi się bezkarnie, aby uświadomić, iż bywa on miejscem rozrywki i tak jest często traktowany, ale jest przede wszystkim instytucją wspólnotową, społeczną. Powinien mówić trudne rzeczy o nas, to znaczy powinien być miejscem, w którym dokonuje się pewnej analizy, wiwisekcji. Dla tego staramy się podejmować trudne tematy. Teatr jest także miejscem dyskusji, nie może pozostawiać widza „chłodnym”. Mam wrażenie, że wieczór, kiedy widz wyjdzie z teatru bez żadnego „problemu”, jest stracony. Wiem, że nasze spektakle bywają trudne pod względem intelektualnym, a z drugiej strony także ze względu na prowokacje obyczajowe, tematyczne i społeczne. To jest jednak sposób na wywołanie dyskusji, aby ludzi zachęcać do namysłu. Artyści nie zawsze chcą dawać recepty i pouczać, więc bardzo często tematy są otwarte i pozostawiają widza z pewnymi sprawami. To właśnie bywa najbardziej kontrowersyjne, kiedy podejmuje się trudny temat i nie daje się do końca odpowiedzi. Widz może wtedy wyjść zbulwersowany, bo sprawa nie została zamknięta i nie dano mu łatwych odpowiedzi.

Powiedział pan niedawno, że czuje się przede wszystkim reżyserem, a dopiero w drugiej kolejności dyrektorem. Dlatego będąc jeszcze przy trudnych tematach w teatrze chcę poruszyć sprawę Popiełuszki. Spodziewał się Pan tak negatywnej reakcji ze strony środowisk katolickich i prawicowych?
Żyjemy w świecie, nie chcę nikogo urazić, dyżurnego odzywania się w pewnych tematach, tzn. kiedy pada dany temat, to określone środowiska zabierają wtedy głos. Często te grupy wypowiadają się, choć wcześniej czegoś nie oglądały czy nie czytały. Występuje w nich potrzeba zaistnienia i ja to w pewnym sensie rozumiem. Natomiast w przypadku Popiełuszki bardzo chciałem zabrać głos w sprawie tzw. „wojny polsko-polskiej”. Myślę, że ten spektakl rozpoczął pewną dyskusję, choć ja z niej nie jestem zadowolony, ponieważ nie miała ona doprowadzić do dzielenia, co komu wolno, kto może opowiadać o księdzu Popiełuszce i kto jest katolikiem. Chciałem natomiast zadać pytanie, czy istnieje obszar wspólnych wartości, w którym możemy się wszyscy porozumieć. Ta postać została pomyślana przeze mnie, jako osoba jednocząca, która reprezentuje ponadideologiczne i religijne wartości – czyli miłość, wolność i prawdę.

W takim razie rozumiem, że z perspektywy czasu nadal uważa pan, iż słusznie zrobił tworząc ten spektakl.
Absolutnie tak. To jest spektakl szczery, który mam nadzieję idzie w dobrą stronę, jeśli chodzi o próbę znalezienia porozumienia. Niedawno byliśmy z nim na festiwalu w Gdyni i został tam także bardzo dobrze przyjęty.

Zdaje się, że jako dyrektor osiągnął pan już wszystko. Jakie wyzwania stawia sobie pan na przyszłość?
Myślę, że nie osiągnąłem jeszcze wszystkiego jako dyrektor. Bardzo miło mi się pracuje w Bydgoszczy i cieszę się, że mój wysiłek został doceniony. Mocno szanuję i doceniam środowiska bydgoskie oraz bydgoszczan, a rozwój tego miasta i jego potencjał ogląda się nader przyjemnie. Z drugiej strony jednak duża grupa ludzi w Teatrze Polskim pracuje wytrwale w bardzo trudnych warunkach. Nasz budynek jest, niestety, w złym stanie. Borykamy się również z problemami finansowymi, więc aktorzy wykonują swoją pracę w dużej mierze z entuzjazmu dla sztuki, a nie z chęci zysku. Zatem kolejne wyzwania związane są ze sprawami typowo dyrektorskimi.

Działy:

Powiązane artykuły (wg działów)