2 miasta, 2 nadzieje

Czy istnieje spór toruńsko-bydgoski?

Tak, istnieje spór bydgosko-toruński. Albo może: toruńsko-bydgoski. Jeżeli ktoś myśli, że to nieistotna poprawka, to bardzo się myli. Ostatnio zauważyłam, że to jest różnica podstawowa. Po pierwsze, wskazuje na to, które miasto jest istotniejsze (bydgosko-toruński to w pewnej optyce zupełnie co innego niż toruńsko-bydgoski – punkt widzenia bowiem zależy od punktu – jak by to ująć – mieszkania). Po drugie, może wskazywać też, kto jest za coś odpowiedzialny, ewentualnie – kto jest czemuś winny. A wiadomo, że winni są zawsze inni, a nie my.

Niezależnie od tego, czy będzie to bydgosko-toruński, czy toruńsko-bydgoski, spór istnieje. Czy spór jest kategorią negatywną? Niekoniecznie. Istnieje spór pomiędzy Bydgoszczą a Toruniem (Toruniem a Bydgoszczą) o rolę każdego z tych miast w obecnym województwie i ewentualną rolę każdego z tych miast w przyszłej metropolii – bydgosko-toruńskiej? toruńsko-bydgoskiej? to jest właśnie istotą sporu. A dokładniej: istotą sporu jest model współpracy i ocena potencjałów każdego z miast (potencjałów ekonomicznych, politycznych, kulturowych i tak dalej). Gorzej, że na bazie tego sporu istnieje też konflikt.

Istniejącego konfliktu nie nazwałabym jednak ani bydgosko-toruńskim, ani toruńsko-bydgoskim. Nie chodzi zresztą o nierozstrzygalność kwestii winy. Chodzi o to, że nie jest to konflikt miast czy konflikt wszystkich (czy choćby większości) mieszkańców tych miast. To konflikt pewnych grup, a dokładniej: konflikt sprzecznych interesów pewnych grup. Konflikt, w przeciwieństwie do sporu (który jest normalnym procesem ustalania wspólnego zdania w obliczu różnych opinii), nie jest zdarzeniem pozytywnym, a raczej generuje same straty. Szczególnie w dłuższej perspektywie (bo w krótkim czasie może działać mobilizująco, czyli tak jak spór).

Wszyscy powinniśmy się starać o to, żeby sąsiednie miasta trwały w ożywczym i mobilizującym wszystkich sporze o rzeczy najważniejsze, żeby się ze sobą niezmordowanie ścigały i – tam, gdzie można i warto – blisko i oddanie współpracowały. Spór i rywalizacja są okazją do kontaktu, do obserwowania drugiej strony, do kibicowania w jej sukcesach (bo przecież można i warto kibicować tym, z którymi uczciwie konkurujemy i tym – co ważne – którzy z nami konkurują uczciwie). Tak rozumiane spór i rywalizacja wzbogacają.

Rywalizacja i współpraca strategiczna

Spór i rywalizacja mają to do siebie, że pozwalają też na współpracę między pozostającymi w sporze lub rywalizującymi ze sobą. Konflikt natomiast zamyka każdą ze stron w poczuciu krzywdy i niesprawiedliwości, w strachu przed przegraną, w lęku przed upokorzeniem. Współpraca pomiędzy Bydgoszczą a Toruniem (Toruniem a Bydgoszczą, do wyboru) powinna się odbywać na zdrowych zasadach szacunku i dumy (szacunku do partnerów i dumy z własnych osiągnięć). Podmiotów, które takie zasady potrafią stosować widzę po obu stronach wiele, co samo w sobie jest dobrą reklamą naszego regionalnego współistnienia.

Współpraca ta jest niezbędna w wielu sektorach kultury. W wielu mamy różne cele i jeszcze bardziej rozbieżne doświadczenia (bydgoszczanie nauczyliby się od torunian tworzenia eventów, torunianie od bydgoszczan nauczyliby się dialogu ze stroną urzędniczą, bydgoszczanie uczyliby się toruńskiej rozrzutności, torunianie – awangardy i tak dalej, cokolwiek komu akurat potrzebne). Obie strony muszą bowiem pamiętać, że odległość pomiędzy tymi miastami nie zmieni się (a właściwie z biegiem czasu będzie się zmniejszać, choćby przez skracanie czasu podróży). Nawet gdyby te dwa miasta pozostawały w różnych regionach czy różnych województwach (co się czasem niektórym, jak słyszałam, marzy), to i tak pozostaną one bardzo bliskimi sąsiadami.

Ci wszyscy, którzy się przed taką współpracą wzbraniają, muszą sobie uświadomić, że nie powinni tego robić dla siebie ani dla Bydgoszczy czy Torunia i ewentualnej hegemonii jednego z ośrodków w regionie, ale dla mieszkańców. To oni powinni być najważniejsi w optyce działalności wszystkich ludzi kultury (bo przecież o kulturę mi tu chodzi). Wszyscy powinni sobie uświadomić, że stawką nie jest dodatkowe kilkadziesiąt milionów na inwestycje, które uda się zdobyć tylko pod warunkiem harmonijnej współpracy, ale dobro mieszkańców obu tych miast i – co jest ze sobą ściśle związane – także mieszkańców całego regionu.

Dwumiasto obywatelskie

Dlatego właśnie, że stawką powodzenia i skuteczności współpracy bydgosko-toruńskiej (albo toruńsko-bydgoskiej) jest dobro mieszkańców (i mam tu na myśli zarówno twórców kultury, jak i jej odbiorców – jeśli się trzymać tego dość archaicznego rozgraniczenia), to oni powinni zainicjować współpracę. Nie namawiam wcale do jakiegoś utopijnego ruchu, który by polegał na tworzeniu nieoficjalnego, podziemnego dwumiasta, które nadawałoby swoje nielegalne obywatelstwa i rozdawało swoje równie nielegalne paszporty. Nie namawiam do żadnych utopijnych ruchów, chociaż z radością powitałabym i taki (tym większa byłaby radość, im bardziej zabawna i fantazyjna byłaby ta utopia).

Namawiam do tego, by pragmatycznie i lojalnie działać na rzecz wspólnego dobra, bo tylko wtedy uda się wyeliminować interesowne ruchy zmierzające do wykorzystania idei dwumiasta i dobrego sąsiedztwa. I z drugiej strony – tylko obywatelski ruch jest w stanie nie ulegać logice konfliktu, hegemonii i szantażowi zwiększonych unijnych środków.

Jeśli więc współpracować, to tylko dobrowolnie i uczciwie. Jeśli jednak albo tych dwu przynajmniej warunków spełnić nie będziemy mogli, albo ich spełnić nie będziemy chcieli, wtedy trzeba się pogodzić z tym, że takiej współpracy nikt nie potrzebuje. Że racje mają ci, którzy w sąsiedztwie widzą tylko pretekst do konfliktu. Mam jednak nadzieję (i przeczucie i kilka słabszych czy mocniejszych dowodów), że na współpracy i – co za tym idzie – wzajemnym szacunku, i uczciwej rywalizacji wszyscy wygramy. Tego sobie i wszystkim życzę.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Start