2 miasta, 2 strategie

Moim głównym zarzutem wobec raportu o kulturze Torunia (BIK wrzesień 2012) była jego nieobywatelskość. Co się pod tym terminem kryło? To mianowicie, że raport, choć był przygotowany przez zewnętrzny podmiot – w tym wypadku: Małopolski Instytut Samorządu Terytorialnego i Administracji – nie działał na rzecz społeczności. Działał za to na rzecz władz Torunia (rozumiem, że władze samorządowe są społeczności lokalnej reprezentantem, stąd działanie na rzecz władz jest w jakimś sensie działaniem na rzecz społeczności lokalnej – tłumaczenie to pokrętne, ale…). Działał tak, by władzom Torunia raport i strategia przysporzyła jak najmniej kłopotów (choćby na poziomie konsultacji). Nie twierdzę, że to źle. Prawem władz jest takie układanie strategii działania, by powodowało ono – z ich punktu widzenia – jak najmniej kłopotów dla funkcjonowania miasta. Twierdzę tylko, że to wbrew misji Małopolskiego Instytutu.

Choćby dlatego twierdzę, że w strategii kultury, którą określić można jako politykę kulturalną, bardziej chodzi o „politykę” niż o „kulturalną”. Jakie są tej polityki założenia? O tym po kolei.

Dziedzictwo kulturowe 

Przede wszystkim polityka kulturalna jest wymuszona przez specyficzne zasoby Torunia. Szczególnie – przez jego gotycką tkankę urbanistyczną, której zachowanie jest z jednej strony największym atutem miasta, a z drugiej strony – dużym obciążeniem dla miejskiego budżetu. Zachowanie materialnego dziedzictwa kulturowego jest dla miasta niezwykle ważne. Ważne też dla zysków miasta i jego mieszkańców. Jednak trzeba mieć świadomość, że nakłady na utrzymanie infrastruktury odbijają się na bieżącej kondycji finansowej instytucji kultury (dowiedzieliśmy się niedawno o drastycznej obniżce).

Mikołaj Kopernik

Jest wciąż marką Torunia. Toruń chce, by jego marką był Mikołaj Kopernik. Jak ma się Mikołaj Kopernik do obecnej, a także przyszłej działalności kulturalnej Torunia, jak ma się jego postać do działań toruńskich NGO-sów? Jak ma się postać Mikołaja Kopernika do strategii rozwoju kultury Torunia? Nie wiem, ale ktoś zapewne wie. Kto? Ten, kto forsuje hasło „Toruń miejscem narodzin gwiazd na miarę Mikołaja Kopernika” jako wizję strategiczną kultury w Toruniu. Co ono oznacza, nie podjęłabym się zgadywać.

Kontrola

Istotną cechą mechanizmów kultury Torunia jest ich znaczna zależność od lokalnych władz. Także dlatego strategia rozwoju kultury Torunia będzie wdrażana, a wdrażanie owo będzie monitorowane przez specjalny zespół. Nie jest zaskoczeniem, że na czele Centrum Koordynacji Wdrażania Strategii będzie stał prezydent miasta. W składzie tego centrum znajdą się wyłącznie urzędnicy trzech wydziałów i miejskich instytucji. Jakkolwiek by tego nie tłumaczyć, wygląda to słabo.

Współpraca

A właściwie jej brak. Wszyscy uważają, że współpraca bydgosko-toruńska jest koniecznością, jednak w strategii rozwoju kultury w Toruniu nazwa Bydgoszcz pada trzy bodaj razy. Uwaga, przytaczam: Urząd Statystyczny w Bydgoszczy, Kuratorium Oświaty w Bydgoszczy i Komenda Wojewódzka Policji w Bydgoszczy. Zresztą, nie padają też nazwy miast, z którymi Toruń mógłby współpracować o wiele łatwiej (i poprzez wspólne dziedzictwo – efektywniej; to przykład Chełmna), trzeba się więc cieszyć, że dzięki usytuowanym w Bydgoszczy instytucjom w ogóle nazwa miasta się pojawia. To tyle, gdy idzie o intencje Torunia.

Powyższe założenie polityki kulturalnej nie byłyby ani interesujące, ani – tym bardziej – groźne, gdyby nie fakt, że oba miasta, Bydgoszcz i Toruń, a także najbliższe gminy zyskałyby na harmonijnej współpracy. Gdy Toruń w swojej strategii rozwoju takiej współpracy nie planuje, przyjmuje postawę konfrontacyjną. Przy obecnym stanie potencjałów kulturowych i ekonomicznych głównych miast tego regionu jest to postawa niepokojąca.


Bardzo ciekawym fragmentem dokumentu Strategia rozwoju kultury miasta Torunia jest analiza pola sił dla obszaru kultury w Toruniu. Wynika z niej jednoznacznie, że twórcy i animatorzy kultury w Toruniu i w Bydgoszczy (i w ogóle w całym regionie) borykają się z podobnymi problemami i napotykają na te same przeszkody w rozwoju działalności. Są to między innymi – przepisuję z dokumentu: uzależnienie instytucji kultury od finansowania z budżetu samorządu terytorialnego, niski poziom sponsoringu kultury na poziomie lokalnych i regionalnych firm, centralizacja podmiotów gospodarczych (np. banki i ich budżety na promocję), konieczność zwiększonej koncentracji instytucji (podmiotów) kultury na wynikach finansowych niż na misji, niespójna polityka regionalna województwa, odpływ młodych, kreatywnych kadr do innych ośrodków.

Każdy chyba animator kultury z Bydgoszczy czy z regionu przyzna, że problemy te są wspólne dla całego regionu. Ale co ciekawsze i ważniejsze – wiele z tych problemów wprost odnosi się do funkcjonowania instytucji (firm, banków, samorządów, stowarzyszeń) na poziomie regionalnym – a więc nie miejskim czy powiatowym, ale wojewódzkim (z tych, które wymieniłam, znajdzie się przynajmniej kilka). W tym kontekście brak w toruńskiej strategii jakiegokolwiek zapisu o konieczności współpracy na ponadmiejskim czy nawet ponadpowiatowym szczeblu jest nie tyle dla Bydgoszczy (i innych ośrodków regionu) obraźliwy, ale świadczy o niefrasobliwości twórców strategii. Będzie ona przez to mniej realistyczna, a to z kolei oznacza: mniej skuteczna.

Tym bardziej dziwi postawa toruńskich animatorów życia kulturalnego, artystów i dziennikarzy kulturalnych. Postawa władz Torunia bowiem nie dziwi – władze Torunia rozgrywają swoją konfrontacyjną grę, co smutniejsze – znajdują wciąż do tej gry partnerów. Ale postawa ludzi kultury dziwi i smuci. Nie uwierzę, że nie widzą wspólnoty problemów. Trudno mi też uwierzyć w to, że nie mają świadomości, iż razem można te problemy rozwiązywać łatwiej i skuteczniej. Nie chcę być źle zrozumiana, nie chcę też wyjść na ostatnią naiwną, ale nie potrafię nie wołać o jedność środowisk kultury ponad bydgosko-toruńskimi animozjami w obliczu wspólnych problemów. Nawet jeśli torunianie z jakichś powodów (estetycznych? moralnych? sama nie wiem, jakich jeszcze – trochę sobie dworuję, ale tylko trochę) nie chcieliby współpracować z bydgoskimi animatorami, to powinni się jednak przemóc dla dobra własnego i dobra całego regionu. Trochę czuję, że wołam na puszczy (i to nie jest koniecznie Puszcza Bydgoska).

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Start